Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
środa, 09 maja 2007
Hodowla elit. Białe karty historii

 

  Kto tworzy elitę w Polsce i skąd się ona wzięła? Niektórzy twierdzą, że elit w Polsce nie ma, bo te których się dorobiliśmy w ciągu dziejów rozstrzelano nam Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku. Swoje też zrobili Niemcy. Pytanie jest następujące: czy polskie elity to prosta kontynuacja elit przedwojennych? Pytanie jest właściwie retoryczne. Okres stalinowski to nie tylko gwałtowne odcięcia się od dorobku intelektualnego II RP, ale głównie hodowla nowych elit.

Okres powojenny to obok przesiedleń, zmiany granic to także gigantyczna operacja socjotechniczna, której celem była legitymizacja władzy komunistycznej i przeoranie struktury społecznej. Władza potrzebowała na gwałt lojalnych dyrektorów, prezesów, inżynierów po to aby sprawnie (na miarę swoich możliwości) administrować państwem i jego gospodarką. Ale potrzeby były znacznie większe. Potrzebowano prawników, literatów, dziennikarzy, księży aby stworzyć intelektualne uzasadnienie dla wprowadzanego systemu. Po to aby stworzyć w ramach podległego a więc iluzorycznego państwa równie iluzoryczną kulturę, literaturę , wymiar sprawiedliwości. Oczywiście tak skonstruowano państwo było groteska. Woźny po 3 miesięcznych kursach stawał się prokuratorem, pisarzy hodowano obejmując patronatem ich wypociny. Jeżeli „pisarz" dawał szansę wyrobienie odpowiedniej ilości literatury zasługiwał na mieszkanie, żołd i opierunek. Związek Literatów Polskich po obdarciu go z ozdóbek okazywał się tak naprawdę kombinatem dostarczającym czytelnikom ogłupiającej, fałszującej prawdę i historię literatury. Podobnie było na froncie dziennikarskim.

Zastanawia skąd brały się zastępy chętnych do uczestniczenia w tak budowanym państwie. Chętnych ale jednocześnie zaufanych. Nie jest zadowalającym wyjaśnieniem jakoby nowa władza oparła się na lewicowej partyzantce i przedwojennych komunistach. Oczywiście propaganda wykorzystywała te środowiska ponad miarę i przyzwoitość. Faktem jest jednak, że i przedwojennych komunistów i partyzantów spod znaku AL było stosunkowo niewielu. Nie dość aby zapełnić nimi sądy, policję, prokuratury i centralne urzędy. Naturalnym źródłem pozysku były korzystające z awansu społecznego rzesze ludzi przybywających do miast, wstępujących do partii. Tak naprawdę to oni byli w pierwszym rzucie pierwszymi ofiarami rozkręcającego się dopiero systemu. Awansując, przyjmując ideologie tworzyli podwaliny dla nowej elity. Zawierali czasami świadomie a czasami nie pakt z diabłem. Za popieranie komunizmu prestiż, bezpieczeństwo i pieniądze.

Osobnym zasobem wykorzystywanym w budowie komunistycznego państwa byli Żydzi. Po zakończeniu wojny do Polski wróciło ok 200 - 250 tys Żydów, którzy bądź uciekli przed Niemcami do Rosji sowieckiej, bądź znaleźli się tam na skutek ataku z 17 września i późniejszych porozumień rosyjsko niemieckich. Wraz z tymi, którzy przeżyli wojnę na obszarze Polski można przyjąć założenie, że Żydów zaraz po wojnie było około 300 tysięcy. O fakcie takiego masowego powrotu wspomina miedzy innymi Władysław Bartoszewski.
Nie można postawić tezy, że owe 300 tysięcy ludzi opanowało wszystkie sfery życia państwa. Nie da sie tak powiedzieć choćby dlatego, że większość z nich (ok 200 tys) wkrótce potem wyjechała z Polski. Warto się jednak zastanowić jaką rolę spełnili w państwie ci , którzy pozostali. Czy nie zostali użyci jako fundament do stworzenia nowej elity? Nie mamy możliwości prześledzenia ich losów. Wiadomo, że podstawową metodą naturalizacji była zmiana nazwiska. Często przyjmowano nazwiska tych, którzy nieśli im pomoc w czasie okupacji.
Dzisiaj, bez narażania się na zarzut o antysemityzm, nie można podejmować badań. A szkoda bo to ciekawy i zupełnie nieznany fragment naszej historii. Ta biała karta w polskiej historii ma zresztą swoje konsekwencje. Brak rzetelnych badań, spuszczenie kurtyny milczenia nad tym niedawnym przecież momentem w naszej historii skutkuje brakiem zaufania do wiedzy oficjalnej. To stąd się biorą listy polskich Żydów w internecie. Nie wiadomo czy opisują rzeczywistość( może i kaleką ale trzeba brać pod uwagę brak środków i materiałów źródłowych) czy są fałszywką służącą do skompromitowania problematyki.

Poniżej przedstawiam artykuł dr Leszka Skonki. Artykuł ten jest jedną z nielicznych prób prześledzenia korzeni polskich elit. Może lektura pozwoli z mniejszym zażenowaniem i zdziwieniem reagować na ich antypolskie wybryki. Zapraszam do lektury.

STALINOWSKIE KORZENIE

Pan Paweł Siergiejczuk dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską, Samoobronę.

Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(…) 1996 r.).

„Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield ( dziś minister Spraw Zagranicznych , przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami ("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).

Od UB do UW

Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam Święciki był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR, przyp. L.Skonka) członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.

Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.

"Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych

Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (…). Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.

Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.

Korzenie Ruchu Stu

Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał" Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).

Towarzystwo z "Wyborczej"

Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika. Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z dominującą regułą - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).

Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.

Dziennikarze czerwoni od pokoleń

Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczących w Hiszpanii "dąbrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczną rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.

Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego.

Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.

W kulturze - jak za Bieruta

Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studeckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.

Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuźnica", który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.

Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy stwierdzeniem, że chciał „pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska „. I stawia retoryczne pytanie: „Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"?

całość tekstu TUTAJ

czwartek, 24 sierpnia 2006
Akcja społeczności internetowej

 Uczcijmy rocznicę 1 i 17 września 1939 roku

Zapraszam czytelników bloga do udziału w akcji organizowanej  przez Mateusza Michalkiewicza. Celem akcji jest przypomnienie rocznicy napadu na Polskę i wybuchu II wojny światowej.

szczegóły http://www.pamietamy.waw.pl/

wtorek, 25 lipca 2006

Do  Waldemara Kuczyńskiego

  Dlaczego na zamieszczone przez Galbę na jego blogu Pana zdjęcie, ściągniete z zasobów Gazety Wyborczej, zareagował Pan… no właśnie . Tego nie rozumiem. Pana oburzenie, że zdjęcie, które według Pana sugerowało żydowskie pochodzenie, wskazuje że uznanie Pana za Żyda jest dla Pana uwłaczające. Szczerze mówiąc jeżeli przypiąć któremuś z Was łatkę antysemityzmu to skłonny byłbym ją przypiąć właśnie Panu. Zdaje się pan nawoływać to stworzenia całkiem nowego kanonu w sztuce filmu i fotografii. Kanon ów w największym skrócie polegałby na tym, że nie wolno fotografować ludzi w taki sposób który mógłby sugerować, przepraszm Panie Waldemarze, poprawiam się; tworzyć złudzenie. Jeszcze inaczej: tworzyć fałszywe i całkowicie nieuprawnione wrażenie że osoba filmowana czy tez fotografowana ma semickie rysy twarzy. Osobiście uważam, że taki kanon w swojej istocie jest antysemicki bo w sposób oczywisty ogranicza rzeczywistym Żydom prawo do działalności publicznej.

środa, 28 czerwca 2006

"Prawie Antysemityzm" Polityczno poprawne słowotwórstwo

Wydawałaby się , że słowa mają za zadanie opisywać. Okazuje się jednak, że słowa potrafią też  kreować. Samą definicją  wprowadzają postulaty polityczne w świat rzeczywisty. Przykładem najbardziej znanym jest homofobia. Słowo w którym stapia się w jedno program polityczny i odpowiednia konotacja. Już samo wejście do świadomości  i do języka tego słowo stawia homoseksualistów  jako uciśnionych i prześladowanych  w świecie konserwatywnych konwenansów. Nie daj Boże być posądzonym o homofobię. Morderstwo na samotnej staruszce? Poćwiartowanie teściowej? Gigantyczna afera finansowa? Wszystko jest lepsze od zarzutu homofobii. A samo słowo staje się bronią najcięższego rażenia. Kariera, którą homofobia zrobiła w zachodniej Europie pokazuje jak słowem można sterroryzować społeczeństwo. W świecie politycznej poprawności odstępstwo od przyjętych norm równa się śmierci cywilnej a czasami też odpowiedzialności karnej.  Warunkiem powodzenia   są liberalne  czy wręcz libertyńskie media i lewicowi politycy. To wystarczy żeby zakrzyczeć oponentów i zaprowadzić nowy kanon myślowy. Co ciekawe podział, który tworzy się w  społeczeństwie wcale nie służy wolności obywateli, wolności słowa. W istocie dzieli społeczeństwo na dwie wrogie sobie kultury. Oczywiście kulturą rozkwitającą i dominującą jest kultura homoseksualna. Kulturą schyłkową,  wręcz podziemną jest kultura tradycyjnych więzi między ludźmi.

Innym sformuowaniem, które niebawem zacznie robić zawrotną karierę w Polsce jest  " Prawie Antysemityzm". Ponieważ wypowiedź, z którą się polemizuje antysemicką nie jest  to trzeba użyć  sformuowania które rozciągnie negatywne odium antysemityzmu na pogląd przeciwnika.  Takim określeniem jest "Prawie Antysemityzm". "Prawie Antysemityzmem" jest np  mówienie o faktach historycznych. Prawda historyczna stawiająca Żydów w niekorzystnym świetle to już "prawie antysemityzm". Oczywiście mówimy tu o formie cywilizowanej, tzw soft. Ale nic nie stoi na przeszkodzie by tzw atorytety moralne np. cytowanie Feliksa Konecznego, podawanie faktów z okresu PRL, nie wachały się nazwać wypowiedziami wprost antysemickimi. Tak jak czyściec jest przedsionkiem piekła tak Prawie Antysemityzm jest  przedpokojem Antysemityzmu. Takie rozciągnięcie kontekstu jest bardzo niebezpieczne dla jakości politycznych dyspót w Polsce a może nawet je uniemożliwić. Jeżeli pałka Antysemityzmu i Prawie Antysemityzmu idzie w ruch to tworzy się w polskiej rzeczywistości  podział na politycznie poprawną historię i wiedzę o społeczeństwie i zgoła Prawie Antysemickie, Antysemickie a na końcu Faszystowskie postawy i poglądy wymagające napiętnowania i penalizacji.

W jakimś sensie antysemityzm jest słowem kluczowym w procesie zakłamywania języka, zaczarowywania rzeczywistości prowadzącym wprost do  lepienia  społeczeństwa w duchu politycznej poprawności. Z jednej flanki mamy do czynienia z  Prawie Antysemityzmem czyli zabiegiem odnoszącym się do faktów, prawdy historycznej.  Mechanizm pętania języka polega na zniechęcaniu do poznawania faktów historycznych, tych pokazujących Żydów w niekoniecznie przychylnym świetle. Nazwanie takich publikacji,  Prawie Antysemityzmem szufladkuje fakty i osoby je przedstawiające.  Druga flanką w  bitwie o  język  jest Faszyzm. O ile Prawie Antysemityzm odnosi się raczej do  niewygodnych faktów, naturalnej ciekowości historycznej  studenta, naukowca i jego celem jest stworzenie atmosfery zniechęcającej do zajmowania się tą tematyką to epitet Faszysta ( wymiennie z Antysemita) odnosi się do ludzi  mających poglądy i  raczej decydujących się je wyrażać. Oczywiście Faszyzm widziany przez Chirurgów Języka to nie ten faszyzm którego doświadczył świat w czasie II wojny światowej. Dzisiaj to raczej epitet używany w walce politycznej.

Jest ogromne podobieństwo między Homofobią a Prawie Antysemityzmem. W przypadku homofobii chodzi o promocję homoseksualistów i ich sposobu życia. Ale też równie ważnym celem jest pokazywanie środowiska homoseksualistów z tej bardziej lukrowanej strony. Taki sam cel stawiają sobie twórcy Prawie Antysemityzmu.   W obu przypadkach chodzi o uniemożliwienie dyskutowania o faktach. Prawie Antysemityzm i Homofobia to taki prawie knebel zakładany na usta prawie wolnego społeczeństwa.

sobota, 06 maja 2006

Szczuka w jarmułce czyli celebrites III RP

"Znana feministka Kazimiera Szczuka żali się zachodnim mediom, że słuchacze Radia Maryja atakują ją ze względu na jej... żydowskie pochodzenie.

"Zrobił się skandal, bo oni mnie nienawidzą"  skarży się dziennikarzowi The New York Times  Szczuka, odnosząc się do słuchaczy Radia Maryja, którzy mieli jakoby domagać się podjęcia przez polskie władze akcji przeciwko niej. "Nienawidzą mnie, ponieważ jestem feministką, jestem Żydówką,  przede wszystkim dlatego, że jestem feministką" cytuje Szczukę gazeta. "

i dalej

"Zapytaliśmy Szczukę, na jakiej podstawie wysnuwa tezę o antysemityzmie jej krytyków ? "Zarówno na mój adres domowy, jak i do telewizji TVN przychodziły listy od zwolenników ojca Rydzyka, słuchaczy Radia Maryja i osób deklarujących się jako wierzące, w których kwestia mojego pochodzenia się przewijała. Niektóre były bardzo agresywne. Chyba źle zrobiłam, że wszystkie je pewnego dnia zebrałam i wyrzuciłam, bo teraz nie mogę ich pokazać. Ale mogą przyjść kolejne " -  tłumaczy Szczuka."

No i cóz tu napisać? Jak skomentować  gdy ręce upadłe odmawiają  współpracy?  Cytując mistrza: gdybym nie wiedział, że to głupota, pomyślałbym, że prowokacja.

niedziela, 30 kwietnia 2006

Jaka  jest prawda Panie Edelman?

Przytaczam swój wpis z 17 kwietnia bo znalazłem w necie ciekawe informacje na ten temat.

Edelman - ręcę opadają

"Marek Edelman w wydanej ostatnio książce "Strażnik" pisze, że nie było w czasie wojny ani po wojnie oddziału niepodległościowego, w którym Żydzi mogliby czuć się bezpiecznie i walczyć na równych prawach z Polakami. To dlatego trafiali częściej do Armii Ludowej. Nie można więc ignorować sytuacji społecznej. Gdyby w AK nie było żadnego antysemityzmu, to zapewne Żydzi lokowaliby swoje sympatie właśnie w ruchu niepodległościowym i nie byłoby tak silnej ich nadreprezentacji w ruchu komunistycznym. " cyt

 Lokowanie przez Żydów sympatii  w ruchu niepodległościowym to nieporozumienie. Ci zasymilowani i patriotyczni  Żydzi, którzy uczestniczyli w walce z Niemcami w Armii Krajowej podzielili los swoich kolegów z podziemia i historia, ta oficjalna, o nich milczy. Żydzi, którzy objęli partię, administrację, wojsko i urząd bezpieczeństwa po 1945 roku w swej zdecydowanej większości byli Żydami, którzy znaleźli się na terytorium Rosji po 17 września i którzy przeżyli obozy lub przymusowe wysiedlenie. Według zgodnych szacunków,  min. prof. Bartoszewskiego było ich około 2000 000.  Wynika z nich, że ci Żydzi, którzy budzili nienawiśc Polaków nie mieli żadnej szansy  walki nawet w Armii Ludowej nie mówiąc już o AK. Jako element nie polski dawali Rosjanom  gwarancję lojalności przy instalowaniu nowej władzy.  Prawdziwa historia  powojennej Polski to wiedza o losach owych 200 000 przesiedlonych Żydów i  żydowskich komunistów. Jak potoczyły się ich losy? Jaki wpływ wywarli na najnowszą histrię Polski i jaki wpływ wydarzenia historyczne wywarły na ich  życie? Może to jest najciekawsza historia PRL, ciekawsza nawet od  sbeckich teczek.  Nie trzeba  Ewangelii Judasza czy Kodu Leonarda Da Vinci aby udowodnić sobie, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

Poniżej przedstawiam  fragment wspomnień Stefana Korbońskiego , ostatniego przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego.

"Kiedy Edelman powiedział prawdę?

W New York Times Book Review 19 października 1986, Abraham Brumberg skomentował książkę Hanny Krall Shielding the Flame, w której opisuje ona życie Marka Edelmana, który był drugim po Mordechaju Anielewiczu dowódcą Powstania w Getcie.

Brumberg zaczyna od tego, że Powstanie w Getcie wskrzesiło honor Żydów w oczach romantycznych Polaków. Następnie wykracza on poza ramy książki i stwierdza, że jego zdaniem Edelman nie powiedział Hannie Krall prawdy w wywiadzie, który przeprowadziła z nim w roku 1976. Według Brumberga, Edelman powiedział prawdę dopiero w 1985 roku w wywiadzie dla podziemnej gazety Czas. Powiedział wówczas, że żydowscy bojownicy w getcie nie dostawali żadnej broni od Armii Krajowej, która nie przyjmowała Żydów i była tak antysemicka, że po likwidacji getta Edelman bał się poprosić o pomoc, podejrzewając, że będą mogli chcieć go zabić.

Oburzony tymi pomówieniami, zdobyłem egzemplarz książki Hanny Krall. Brumberg po prostu zignorował stwierdzenia autorki, zastępując je własnymi. Edelman powiedział Hannie Krall, że żydowski bojownik o wolność, Michał Klepfisz, został pośmiertnie odznaczony przez generała Sikorskiego Krzyżem Virtuti Militari. Powiedział też, że prowadził rozmowy z polskimi partiami podziemnymi i nigdy nie spotkała go jakakolwiek niegrzeczność w kontaktach z polskim Podziemiem poza murami getta. Edelman powiedział również, że żydowscy żołnierze otrzymali 60 karabinów od Armii Krajowej i Polskiej Partii Robotniczej oraz że podczas Powstania w Getcie polskie oddziały przeprowadziły atak na ulicy Franciszkańskiej, aby odwrócić uwagę Niemców. Dodał, że sam walczył w szeregach Armii Krajowej na początku jej istnienia, w 1944 roku, że nosił biało-czerwoną opaskę na ramieniu i że po Powstaniu Armia Krajowa pomagała Żydom w ucieczce, że istniała Polska Rada Pomocy Żydom “Żegota”, że Żydzi dostawali dolary ze zrzutów otrzymywanych przez Armię Krajową oraz że Żydowska Organizacja Bojowa poddała się pod rozkazy generała Grota-Roweckiego. Grot-Rowecki, wyznaczył Chruściela (Monter) na swego zastępcę i Zbigniewa Lewandowskiego jako instruktora wojskowego oraz dostarczył broń. Edelman stwierdził również, że katolickie zakonnice ukrywały Żydów, a czasem przechowywały dla nich broń i materiały wybuchowe, że podczas Powstania biało-czerwona flaga powiewała nad gettem obok biało-niebieskiej, co głęboko wzruszało ludność polską, uważającą Edelmana za bohatera.

/ ... /

Oczywiste jest, że Marek Edelman powiedział to, o czym pisze Hanna Krall i potwierdza to jego ostatnia wiadomość o śmierci Wolińskiego. Stwierdzenia przypisane mu przez Brumberga prawdopodobnie nigdy nie wyszły z jego ust, a w każdym razie są całkowicie nieprawdziwe.

Oszczerstwo, że Armia Krajowa nie przyjmowała Żydów jest kłamstwem. Nawet w Kwaterze Głównej AK, wśród najwyższego dowództwa było kilku oficerów pochodzenia żydowskiego, między innymi Marceli Handelsman, Ludwik Widerszal i Jerzy Makowiecki. Nie było żadnych restrykcji na najwyższym szczeblu, a tym bardziej nie mogło być na niższych.

Czy Marek Edelman rzeczywiście opowiedział jedną historię Hannie Krall w 1976 roku, a drugą Brumbergowi w 1985? Oczekuję na jego wyjaśnienie. "

poniedziałek, 17 kwietnia 2006

Edelman - ręcę opadają

"Marek Edelman w wydanej ostatnio książce "Strażnik" pisze, że nie było w czasie wojny ani po wojnie oddziału niepodległościowego, w którym Żydzi mogliby czuć się bezpiecznie i walczyć na równych prawach z Polakami. To dlatego trafiali częściej do Armii Ludowej. Nie można więc ignorować sytuacji społecznej. Gdyby w AK nie było żadnego antysemityzmu, to zapewne Żydzi lokowaliby swoje sympatie właśnie w ruchu niepodległościowym i nie byłoby tak silnej ich nadreprezentacji w ruchu komunistycznym. " cyt

wtorek, 17 maja 2005
cz.3)
Współpraca syjonistów z Gestapo

Arabowie (...) chcą przekonać III Rzesze, by zrezygnowała z wysyłania Żydów do Palestyny. W październiku 1937 r. Hadz Amin El-Husseini, Wielki Mufti Jerozolimy, główny inspirator arabskich zamieszek w Palestynie, wysyła do Berlina swego emisariusza Musse Alami, który zostaje bardzo grzecznie odprawiony przez niemieckiego ministra spraw zagranicznych. Również następny
wysłannik, Said Iman, przybyły do stolicy Niemiec 24 listopada 1937 r. nie odnosi większych sukcesów u przywódców NSDAP, mimo solidnych listów
polecających [Admiral Canaris, szef Abwehry, który się z nim potajemnie spotkał w Bejrucie w 1938, był jak się zdaje pierwszym oficjalnym przedstawicielem Niemiec, który potraktował go serio. Wielki Mufti doprowadzi do swojego wyjazdu do Berlina w listopadzie 1941 r. Jego spotkanie z Hitlerem
spowoduje, ze III Rzesza dokona wyboru na korzyść Arabów. Będzie patronował tworzeniu się muzułmańskich dywizji SS w Bośni (Handschar) i Albanii (Skanderberg)].

Walter Dohle, generalny konsul Niemiec w Jerozolimie, z którym Wielki Mufti spotkał się 15 lipca 1937r., również stara się przekonać swój rząd, by
zrezygnował z haavary. Spotyka się ze sprzeciwem Otto von Hentiga, od lipca 1937 r. dyrektora Departamentu Bliskiego Wschodu na Wilhemstrasse,
uważającego, ze haavara jest (...) najlepszym sposobem przekonania Żydów do opuszczenia Niemiec. Pogląd ten podzielają również minister spraw
zagranicznych, Constantin von Neurath, minister spraw wewnętrznych, Wilhelm Frick, szef policji i SS Heinrich Himmler oraz dwaj następujący po sobie
ministrowie gospodarki: Hjalmar Schacht i Walter Funk.

Hitler: emigracja Żydów będzie popierana

W 1938 r. Hitler po rozmowie z Alfredem Rosenbergiem, dyrektorem biura spraw
zagranicznych przy NSDAP oświadcza, ze emigracja Zydow z Niemiec bedzie w dalszym ciągu popierana wszelkimi możliwymi sposobami. W jego rozumieniu
chodzi tu jedynie o emigracje w kierunku Palestyny, jak to potwierdza w swoim liście z 14 czerwca 1938 r. Wilhelm Frick: Z wyjątkiem Palestyny żaden inny
kraj nie wchodzi w grę jako miejsce masowej imigracji [Zydow]. O ile Hitler nie wierzy, by Żydzi zdolni byli stworzyć państwo, inni przywódcy III Rzeszy nie są tego tak pewni i obawiają się, czy utworzenie
syjonistycznego organizmu nie wzmocni wpływów światowego judaizmu. Obawy te znikają, gdy nowa komisja śledcza, ktorej tym razem przewodzi Sir John
Woodhead, dochodzi do wniosku, ze podział Palestyny jest nie do przeprowadzenia. Projekt Państwa żydowskiego na razie został zawieszony.

Heydrich czarteruje statki

17 maja 1939 r. w trosce o dobro Arabów Londyn (...) zrywa z polityka zapoczątkowana przez Deklaracje Balfoura: Żydzi maja zakaz kupowania ziem na
prawie całym terytorium powierniczym. W lipcu brytyjski minister ds. kolonii podejmuje decyzje o zawieszeniu na okres sześciu miesięcy, począwszy od 1 października, wszelkiej imigracji żydowskiej do Palestyny. Ogłoszenie tej decyzji następuje w momencie, kiedy przedstawiciele Agencji Żydowskiej są w trakcie negocjacji porozumienia z Eichmannem o organizacji wyjazdu 10 tysięcy Żydów niemieckich droga przez Hamburg. Wypowiedzenie przez Anglie wojny 3 września 1939 r. oznaczało fiasko tego projektu, ale o ile Ben Gurion i Agencja żydowska musieli się pozornie podporządkować decyzjom brytyjskim, o tyle "rewizjoniści" próbują popierać tajna emigracje. W lecie 1938 r. przybyli do Berlina dwaj agenci syjonistyczni, Pinhas Ginsburg i Max Zimels w celu przestudiowania wraz z SD metody obejścia brytyjskiej blokady [Jon i David Kimche, "The Secret Roads", Secker&Warburg, Londyn, 1954 r.]. W założeniu przewiduje się wysyłanie 400 Żydów tygodniowo. Aby wyczarterować statki, Reihard Heydrich - prawa ręka Himmlera, któremu w styczniu 1939 r. powierzono kierowanie Centralnym Biurem Rzeszy ds. emigracji Żydów - odwołał się do
grecko-niemieckiego armatora.

Żydzi chcą walczyć u boku Niemiec

Ginsburg i Zimels będą musieli opuścić Niemcy po wypowiedzeniu wojny, ale wspolpraca miedzy SD a tajnymi służbami syjonistycznymi będzie się ciągnęła do 1941 r.[w marcu 1942 r. w Neuendorf ciagle byl czynny kibuc szkoleniowy dla kandydatów na emigracje]. W styczniu tegoz roku, kiedy Afrykański Korpus Rommla usiłuje wkroczyć do Egiptu, wysłannik z grupy Stern [od nazwiska założyciela Abrahama Sterna, który zostanie zgładzony przez Anglików w lutym 1942 r., jednak jej prawdziwa nazwa brzmiała: Lehi (skrot od "Lohamei Herut Yisrael": Bojownicy o wolność Izraela). Grupa, która zrodziła partie Herout
miała swój dziennik zatytulowany po prostu "Terroryzm"] Naftalski Lubenczyk przybywa do Bejrutu (wówczas pod kontrola rządu Vichy), by spotkać sie z Otto von Hentigiem i przekazać mu tekst memorandum, w którym stwierdza sie, ze
ustanowienie Panstwa żydowskiego na gruncie narodowym i totalitarnym, sprzymierzonego traktatem z Rzesza Niemiecka przyczyniłoby sie do utrzymania i
wzmocnienia obecności Niemiec na Bliskim Wschodzie. Po wygłoszeniu tej zasady przywódcy grupy Stern wysuwają propozycje wzięcia czynnego udzialu w wojnie u boku Niemiec!

Memorandum podpisał Szamir

Memorandum zostaje przesłane do Berlina 11 stycznia 1941 r. i jest przedmiotem dyskusji z Franzem von Papenem, wówczas ambasadorem Rzeszy w Ankarze. Nigdy nie spotka się z odpowiedzią. Otto von Hentig przestrzega swojego rozmówce: istnieje w Niemczech nurt, który jest przychylny utworzeniu państwa
żydowskiego w Palestynie, ale OKW, naczelne dowództwo Wermachtu, podjęło już decyzje zapewnienia sobie w walce z Anglia poparcia Arabów, którzy są nieporównanie liczniejsi od Żydów (...).

Dzisiaj wiemy z cala pewnością, ze jednym z sygnatariuszy memorandum był Izaak
Shamir (prawdziwe nazwisko - Jeziernicki), przyszly premier Izraela. Będzie nawet osobiście odpowiadać za opóźnienia wynikające z finansowania podroży
Naftalskiego Lubenczyka do Bejrutu [na próżno Shamir będzie starał się zanegować swa role w tej sprawie. W Izraelu została ona ujawniona przez Davida
Yisraeli ("The Palestine Problem in German Politics, 1889-1945", University
Bar Ilan, Ramat-Gan, 1974), a w Anglii przez Leni Brennera ("The Iron Wall.
Zionist Revisionnism from Yabotinsky to Shamir", Zed Books, Londyn, 1984)].

Begin zrywa rozejm z Anglia

W styczniu 1944 r., kiedy wydaje się, ze wojna jest już przez Niemców
przegrana, inny przyszły premier Izraela Menahem Begin, dawny przywódca Betaru
w Polsce i nowy szef Irgunu [tajna grupa stworzona w 1931 r., w ktorej kilka
tysięcy członków pochodziło z Betaru Irgun Zvai Leumi (Narodowa Organizacja
Militarna); dopuszczała się aktów terroryzmu zarówno wobec Brytyjczyków, jak i
Arabów] zrywa rozejm z Anglikami, jaki tuz przed swoja śmiercią zdołał
narzucić Zabotynski, w chwili gdy wybuchła II wojna światowa [w reakcji na ten
rozejm bojownicy opuścili Irgun w celu stworzenia grupy Stern. Begin nazywał
ich "naszymi towarzyszami w rewolcie", podkreślając w ten sposób zbieżność
punktu widzenia, czy wręcz uzupełnianie się obu organizacji (zob. "Les
guerriers d'Israel", Facta, 1995)]. Znowu maja miejsce zamachy na brytyjskich
żołnierzy, co czyni z Irgunu spóźnionego, ale bezstronnego (lojalnego)
sojusznika III Rzeszy. Tysiące kolaborantów w Europie skazano, szargając ich
imię za dużo mniejsze przewinienia. (...) Pamięć bywa zadziwiająco selektywna.

Jean-Claude VALLA
poniedziałek, 16 maja 2005
(Cz.2) autor opr Gaal
"Nikczemny sprzeciw" Zabotynskiego

Sprzeciw Zabotynskiego wobec "haavara" - pisał on, ze porozumienie jest nikczemne, haniebne i godne pogardy - jest tym bardziej zdumiewający, ze
przywódca "rewizjonistów" usprawiedliwiał w jakiś sposób antysemityzm, przyznając, ze była to odpowiedz obrzydliwa, chociaż naturalna na anomalie
żydowska i ze otwarcie wyznawał poglądy rasistowskie: Nie może być mowy o asymilacji. Nie pozwolimy na takie rzeczy jak mieszane małżeństwa, ponieważ zachowanie integralności naszego narodu jest możliwe tylko poprzez utrzymanie czystości rasy [...]. Z krwi człowieka wypływa źródło uczucia narodowego [...], znajduje się ono w typie fizyczno-rasowym. Można zrozumieć, ze Zabotynski, mimo ze dostąpił inicjacji w łozy Wielkiego Wschodu we Francji w 1931 lub 1932 r.[został z niej jakoby wykluczony w 1936 r. z powodu swych faszystowskich poglądów], był nieustannie oskarżany przez swych syjonistycznych rywali o sympatie do ustrojów totalitarnych [w
tygodniku "Mapai", począwszy od 1932 r., Chaim Weizmann nie waha się uważać "rewizjonistów" za "dzieci igrające z żydowska swastyka"]. W 1931 r. w
Gdańsku Zabotynski, ktorego Ben Gurion nazwał "Włodzimierzem Hitlerem", dal się wybrać na najwyższego wodza Betaru ("Rosh Betar") wraz z wszelkimi pełnomocnictwami ("shilton"), wzorując się w oczywisty sposób na "Fuhrerprinzip". Bojownicy Betaru, naśladując S.A., noszą brunatne koszule.
(...)

Pod ochrona Gestapo

(...) W Niemczech działacze Betaru odnoszą się z największym uznaniem do reżimu hitlerowskiego. Od 1932 r. kierownictwo ruchu zada od swych członków,
by okazywali nazistom uprzejmość i nigdy nie wypowiadali się w sposób, który mógłby zostać uznany za obelgę wobec narodu niemieckiego, jego instytucji lub panującej ideologii [Informacja powielona 29 czerwca 1932 r. znajdująca sie w Archiwum Zabotynskiego (cyt. przez Toma Segeva, op.cit.). Ponieważ taka postawa spowodowala wykluczenie Betaru niemieckiego ze Światowej organizacji
syjonistycznej w maju 1933 r., przybiera on nowa nazwę: Nazional Jugend Herzlia. Po dojściu Hitlera do władzy członkowie Betaru przez kilka następnych
miesięcy paradują w mundurach po ulicach Berlina. W grudniu 1934 r., kiedy ruchy młodzieży żydowskiej otrzymują zakaz noszenia mundurów, Herzlia Betar,
jako jedyne stowarzyszenie ma ten zakaz na kilka miesięcy uchylony, a członkowie mogą jeszcze występować w mundurach na spotkaniach prywatnych, wycieczkach i letnich obozach. Pewnego dnia, opowiada Tom Segev, grupa SS zaatakowała letni obóz Betaru. Wtedy szef ruchu złożył skargę w Gestapo i w
kilka dni później tajna policja oświadczyła, ze winni esesmani zostali ukarani. Zapytano na Gestapo, jaki rodzaj zadośćuczynienia bylby dla Betaru
najbardziej odpowiedni. Wtedy ruch poprosił, by uchylono wprowadzony ostatnio zakaz noszenia brunatnych koszul i prośba ta została spełniona. Rozporzadzenie to bedzie uchylone aż do 1939 r., kiedy powołanie Reichsvereinigung des Juden
in Deutschland (Powszechnego Związku Żydów w Niemczech) spowoduje rozwiązanie ruchu.

O bezkonfliktowa koegzystencje

Jeden z przywódców Herzlia-Betar, Georg Kareski zalozyl w 1926 r. Judisches Volkspartei, której celem było zwalczanie zjawiska małżeństw mieszanych i
ochrona Żydów przed jakimikolwiek wpływami z zewnątrz. W 1932 r. prowadził wielokrotnie rozmowy z Georgiem Strasserem, jednym z przywódców NSDAP. W opublikowanym 23 grudnia 1935 r. wywiadzie dla jednego z "Der Angriff", dziennika Goebbelsa (...) potwierdza rasistowskie ustawy norymberskie,
przyznając, ze całkowita segregacja kultury dwóch narodów (narodu niemieckiego i narodu żydowskiego) jest wstępnym warunkiem bezkonfliktowej egzystencji.
[Ustawy Norymberskie zakazujące małżeństw i związków seksualnych miedzy Żydami
i Niemcami były również aprobowane przez "Judische Rundschau", organ prasowy kontrolowany przez Zionistische Vereinigung fur Deutschland (ZVfD)].

Niemcy szkolili emigrantów żydowskich

W okresie od 1933 do 1939 r. blisko 60 000 Żydów niemieckich, to znaczy prawie 10 proc. ich wspólnoty, osiedliło się w Palestynie dzięki porozumieniu
haavara. (...) Światowa Organizacja Syjonistyczna otrzymała pozwolenie na utworzenie na terytorium Niemiec około czterdziestu ośrodków szkolenia
zawodowego i rolniczego dla przyszłych emigrantów. Władze nazistowskie udostępniły im gospodarstwa rolne. Ci z emigrantów, którzy zostali zwolnieni
ze swoich zakładów pracy, mieli w dalszym ciągu otrzymywać w Palestynie zasiłki dla bezrobotnych, skrupulatnie przelewane przez skarb Rzeszy. SD
[Sicherheitsdienst: służba bezpieczeństwa i informacji SS], który z bliska obserwuje cala sprawę, nawiązał w Palestynie kontakty z Feiblem Folkesem,
zastępca kierownika Haganah [Żydowska milicja obronna założona w 1920 r.], który wyraził swe zadowolenie z radykalnej polityki Niemiec, dzięki której do tego stopnia wzrośnie liczba ludności żydowskiej w Palestynie, ze w najbliższej przyszłości przewyższy liczbę Arabów (...).

Porozumienie haavara działało aż do wybuchu Drugiej Wojny Światowej, mimo wzrastających zastrzeżeń ze strony syjonistów wobec niemieckich Żydów, którzy
okazali się mało przydatni do pracy na roli [od 1934 r. Agencja Żydowska uskarżała się, ze materiał ludzki przybywający z Niemiec (jest) coraz gorszy.
Nie maja ani ochoty, ani zdolności do pracy. Świadectwa emigracyjne zostaną cofnięte Żydom powyżej 35 roku życia, którzy oddają się handlowi lub innej podobnej działalności]. Rosnie rowniez sprzeciw ze strony pewnych frakcji w III Rzeszy, mianowicie w Auslandorganisation (AOO przy NSDAP. Założona w 1930 r., w celu zorganizowania komórek narodowo-socjalistycznych w społecznościach niemieckich za granica, organizacja czuwała nad losem 2000 Niemców rasy aryjskiej osiedlonych w Palestynie od XIX wieku. Ci koloniści, którzy żyją z owoców swoich gospodarstw rolnych, niechętnie patrzą na Żydów przybyłych z
Niemiec, a z chwila gdy zostaje podpisane+321 porozumienie haavara, uskarżają się, ze mimo Iz nie są Żydami, musza wszelkie swoje transakcje ze starym krajem przeprowadzać przez Havaara Trust i Transfert Office.


Poniżej przedstawiam skrót artykułu pochodzacego z francuskiego
pisma "Minute" (nr 1843 z 13 sierpnia 97. i nr 1844 z 20 sierpnia 97)
dotyczacy współpracy Żydow z Adolfem Hitlerem i III Rzesza.
(część 1) opr Gaal

tekst zamieszczony na forum GW. Wklajam  go do bloga ze względu na obawę, że administrator skasuje ten interesujący wątek


Na dwa miesiące przed mianowaniem Hitlera kanclerzem, egzekutywa Agencji żydowskiej [Agencja żydowska została stworzona w celu zapewnienia kontaktów międzynarodowej społeczności żydowskiej z władzami brytyjskim sprawującymi mandat w Palestynie oraz Żydami osiedlającymi się w Palestynie od końca XIX wieku. Palestyna, oderwana od Turcji na mocy Traktatu Wersalskiego z 1918 r. została powierzona przez społeczność międzynarodowa Brytyjczykom, którzy 2 listopada 1917 r. (Deklaracja Balfoura) przyznali Żydom prawo do utworzenia "siedziby narodowej". W rzeczywistości Agencja Żydowska pełniła najprawdopodobniej funkcje rządu tworzącego się państwa izraelskiego.] wysłała do niego telegram z Jerozolimy w celu zapewnienia go, ze "yishow" (wspólnota pionierów, to znaczy Żydów z Palestyny) nie ma zamiaru przyłączać
się do bojkotu Niemiec. 21 czerwca 1933 r., w kilka tygodni po dojściu Hitlera do władzy Zionistische Vereinigung fur Deutschland (ZVfD) - prężna
organizacja syjonistów niemieckich stała się nieoczekiwana podpora NSDAP (partii nazistowskiej): Wierzymy, ze to właśnie nowe Niemcy mogą, dzięki
swej zdecydowanej woli, rozwiązać problem żydowski, znaleźć rozwiązanie problemu, który w istocie rzeczy powinien być rozwiązany przez wszystkie narody europejskie [...] Wdzięczność narodu żydowskiego staje się podstawa szczerej przyjaźni z narodem niemieckim wraz z jego realiami narodowymi i rasowymi. [...] My również jesteśmy przeciwni mieszanym małżeństwom i pragniemy utrzymać czystość żydowskiej grupy etnicznej. [...] Aby osiągnąć te praktyczne cele, syjonizm ma nadzieje, ze będzie zdolny do współpracy z rządem nawet zasadniczo wrogim Żydom... [według cytatu w "Les guerriers d'Israel"; E. Ratier, wyd. Facta 1995]. W tym samym czasie przywódca NSDAP, baron Leopold Itz von Mildenstein, poprzednik Eichmanna na stanowisku kierownika Biura ds. żydowskich przy SS zostaje zaproszony przez syjonistów do Palestyny. Po zwiedzeniu tego kraju wzdłuż i wszerz (...) i zwróceniu
szczególnej uwagi na problem kibucow, specjalny wysłannik, któremu towarzyszył Kurt Tuchler, działacz syjonistyczny z Berlina, publikuje serie tyrambicznych artykułów w dzienniku Jozefa Goebbelsa "Der Angriff" ["Ein Nazi fahrt nach Palastina", "Der Angriff" 26 wrzesnia-9 października 1934 r.(...)]. Ten kaze z tej okazji wybić pamiątkowy medal, na którego jednej stronie widnieje swastyka, a na drugiej - gwiazda Dawida. W następstwie podroży von Mildensteina organ SS - "Das Schwartz Korps" - oficjalnie oglosi swoje wsparcie dla syjonizmu [to wsparcie będzie ponowione przez Reinhardta Feydricha, szefa służby bezpieczeństwa SS, a w 1937 r. przez Alfreda Rosenberga, teoretyka narodowo-socjalistycznego rasizmu. Tom Segev donosi, nie określając dokładnie daty, ze Wilhelm Frick, minister spraw wewnętrznych w rządzie Hitlera spędził swój miodowy miesiąc w Jerozolimie.]


Z funtami i markami do Ziemi Obiecanej.

 W czasie, gdy Mildenstein zwiedzał brzegi Jordanu, Arthur Ruppin, pruski Żyd osiadły od 25 lat w Palestynie, wysłany został przez Agencje Żydowska do
Niemiec [Ruppin, który prowadził badania nad pochodzeniem rasy żydowskiej, a szczególnie nad podobieństwem fizycznym i profilem myślowym Żydów,
wykorzystał te podroż w celu spotkania się w Jenie z niemieckim antropologiem Hansem F. K. Guntherem, znanym ze swych prac poświeconych rasom.(...)], gdzie na czele delegacji syjonistycznej miął negocjować z ministrem finansów porozumienie w sprawie "haavara" (po hebrajsku: przewozu). Porozumienie podpisane 7 sierpnia 1933 r. umożliwiało wszystkim niemieckim Żydom, posiadającym świadectwo imigracyjne Agencji Żydowskiej, wyjazd i osiedlenie w Ziemi Obiecanej, a także wywóz 1 000 funtów szterlingów w walucie obcej [była to znaczna kwota. W tym okresie czteroosobowa rodzina mogła dostatnio przeżyć rok za 300 funtów szterlingów] oraz towarów na łączna sumę 20 000 marek. (...) Lewicy Agencji, a zwłaszcza Dawidowi Ben Gurionowi, dawnemu marksiście, mianowanemu w 1935 r. przewodniczącym egzekutywy Agencji Żydowskiej i przyszłemu premierowi Izraela [wielu przyszłych premierów Izraela, takich jak Moshe Sharett, Levi Eshkol czy Golda Meir, przyjmowało to porozumienie i publicznie go broniło] chodziło o wykorzystanie antysemityzmu narodowych socjalistów (...) aby zachęcić jak największa ilość Żydów do wyjazdu i osiedlenia się w Palestynie. Jako dobrzy syjoniści, potępiali politykę asymilacji przeważająca we wspólnocie żydowskiej w Niemczech, a także antynazistowska krucjatę prowadzona przez Żydów ze Stanów Zjednoczonych. Tygodnik partii Mapai "Hapoel Hatsair" posuwał się nawet dalej, twierdząc, ze pierwsze kroki podjęte przeciw Żydom ze strony III Rzeszy są "kara", jaka ponoszą ci Żydzi, którzy próbowali zintegrować się z niemieckim społeczeństwem, zamiast wyjechać do Palestyny.


"Nowy czlowiek" w Palestynie

Syjoniści z partii pracy, którzy kontrolowali Agencje, pisze izraelski
dziennikarz Tom Segev [w "Le septieme million - Les Israeliens et le genocide" (Siódmy milion - Izraelici a ludobójstwo). Wyd. Liana Levi, 1993],
uważali, ze należy stworzyć nowe społeczeństwo, którego życie różniłoby się całkowicie od tego, jakie cechowało Żydów na wygnaniu. Chcieli, by naród
żydowski mógł powrócić do pracy na roli. Ich zdaniem życie w mieście było symbolem degeneracji społecznej i moralnej; powrót do ziemi zrodziłby "nowego człowieka", którego mieli nadzieje ukształtować w Palestynie. Stad preferencje przyznawane młodym i zdrowym Żydom, którzy mogliby się stać dobrymi haloutzim" (pionierami). Porozumienie przyjęte w sierpniu 1933 r. przez Kongres syjonistyczny w Pradze nie zostało bynajmniej zatwierdzone jednogłośnie przez syjonistów. W paradoksalny sposób najbardziej zagorzałymi jego przeciwnikami okazali się "rewizjoniści" [syjonistami "rewizjonistami" określano te osoby, które pragnęły "rewizji" polityki prowadzonej przez Agencje żydowska wobec Brytyjczyków, uznając ja za zbyt pojednawcza], a szczególnie ich lider Włodzimierz (zwany Zeev) Zabotynski*, który dal się poznać we wrześniu 1921 r. jako sygnatariusz porozumienia z rządem ukraińskim na wychodźstwie w sprawie powołania żandarmerii żydowskiej, mimo ze szef rządu ukraińskiego - Siemion Petlura byl znanym antysemita, oskarżonym o organizowanie pogromów na tysiącach Żydów. W podobny sposób Zabotynski nie okazał żadnych skrupułów, kiedy w 1934 r. zasiadł do negocjacji z faszystowskimi władzami Włoch w kwestii szkolenia jednego z oddziałów Betaru [Betar został założony przez Zabotynskiego w Rydze (Łotwa) w 1923 r. W przededniu II wojny swiatowej liczyl okolo 100 000 członków w 26 rożnych krajach] w prowadzonej przez "czarne koszule" Szkole Morskiej w Civitavecchia. Jeden z głównych współpracowników Zabotynskiego, Wolfgang von Weisl, wybitna postać ruchu "rewizjonistycznego" w Palestynie, wyrażał publiczne zadowolenie ze zwycięstwa faszystowskich Włoch w Abisynii, upatrując w nim triumf rasy białej nad czarna. Z kolei Mussolini nie okazywał żadnej wrogości wobec Żydów i wielokrotnie przyjmował przywódców syjonistycznych, zarówno Chaima Weizmana, przyszłego pierwszego prezydenta Izraela, w styczniu 1923 r. i we wrześniu 1926 r., jak i Nahuma Goldmana, przewodniczącego Światowej
Organizacji Żydów w październiku 1927 r.

niedziela, 15 maja 2005
O Żydach /1/
Pozwoliłem sobie wkleić ciekawy post stranger.pl. Nie ma sensu przerabiać  na swoje kopyto czegoś  co  bardzo dobrze przedstawia problem.  Nie jestem specjalistą od Żydów ale problem zaczyna mnie interesować. Do tej pory koncentrowałem się  na  okresie powojennym ale istota i korzenie  problemu sięgają pewnie daleko wstecz.
Kiedy w Europie Żydzi byli prześladowani znajdowali bezpieczne schronienie w
Polsce. Zachowany dokument z 1098 roku mówi o przybyciu do Polski Żydów po
ich wygnaniu z Pragi Czeskiej. Wiadomo także o przybyciu do Polski za
Kazimierza Wielkiego (oczarowanego przez swą żydowską metresę) tysięcy Żydów
wypędzanych z miast zachodniej Europy. W ten sposób Polska stała się
największym skupiskiem Żydów na świecie. W 1400 roku było w Polsce 30 000
Żydów, a w XVIII wieku już ponad 1 000 000 co stanowiło 70 % europejskiego i
40 % światowego żydostwa. Wielu Żydów osiągnęło wysokie stanowiska państwowe
jak np: Salomon Ezofowicz został w 1510 roku podskarbim litewskim (czyli
wiceministrem finansów), zaś jego brat Michał był praktycznie zarządcą
skarbowym króla Zygmunta I, a w nagrodę za swe zasługi otrzymał w 1525 roku
szlachectwo i herb Leliwa. Nie była rzeczą znaną w tych czasach w całej
Europie nobilitacja nie ochrzczonego Żyda. Za panowania Stefana Batorego
Żydzi uzyskali autonomię i utworzyli własny sejm czterech ziem (Waad) z
siedzibą w Lublinie. Podlegali oni opiece królewskiej.
Rabin Mojżesz Isserles, pisał w XVI wieku - "Jeśli Bóg nie dał by nam tego
kraju [tj. Polski] za schronienie, los narodu izraelskiego byłby nie do
zniesienia" .

Przez następne czterysta lat, do 1764 roku, liczba Żydów w Polsce powiększyła
się siedemdziesiąt razy w porównaniu z rokiem 1333. W tym samym okresie
rodzima ludność Polski powiększyła się tylko około sześciokrotnie - czyli
przeszło dziesięć razy mniejszym tempem niż to się stało z ludnością
żydowską.
Polska otwarta dla gości ulegała powoli procesowi depolonizacji - przybysze
inwestowali w potomstwo.
Żydzi Polscy stali się największą i kulturalnie najważniejszą częścią
żydostwa światowego. Trzeba zaznaczyć, że stosunkowo słaby przyrost ludności
rodzimej wynikał w dużej mierze ze strat wojennych. Żydzi polscy do zagłady w
latach czterdziestych XX w. stracili na wojnach bez porównania mniej ludzi
niż Polacy, nawet wliczając w to powstanie Chmielnickiego na Ukrainie w 1648
roku.

Żydzi w Polsce to wiele nazwisk w literaturze, nauce i kulturze. Żydzi w
Polsce to równiez wiele nazwisk na których dżwiek pojawia sie gęsia skórka,
wspomnienie o łzach i krwi wylanych przez Zydów w Polsce na Polakach.

Historia odnotowała całe "legiony" antypolskich Żydów, szpicli i donosicieli.
Mamy rozliczne dokumenty na temat donoszącym Moskalom Żydów w czasie
powstania kościuszkowskiego i wojny 1812 r. (ogromna część Żydów trzymała
wtedy za Moskwą). Do szczególnego "rozkwitu" doszło promoskiewskie
szpiclowanie z kręgów żydowskich w dobie Królestwa Kongresowego. Maurycy
Mochnacki w swym wielkim dziele "Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i
1831" (Warszawa 1984, t. I, s. 95) pisał, że cyt.: "Cała policja tajna, tak w
Polszcze kongresowej i w guberniach naszych, jak we właściwej Moskwie przez
Żydów była sprawowana." Znamienne też, że gdy lud warszawski zabrał się do
wieszania zdrajców i szpiegów w sierpniu 1831 r., to głównie Żydzi, jako
najgorsi donosiciele padli ofiarą tego wybuchu gniewu ludu. By przypomnieć
choćby niektóre nazwiska powieszonych szpicli, począwszy od osławionego Joela
Mojżesza Birnbauma po Czyżyka Herszke Jednorączkę, Ejzyka Lewkowicza Dzwarca,
Abrahama Moszkowicza, Icka Mittelmana, Berka Blinnen-kranza czy Fajwela
Jekowicza.

Losy polskie naznaczone zostały aż zbyt wielką ilością spisków zniweczonych
przez denuncjacje promoskiewskich Żydów-donosicieli. Począwszy od historii
aresztowania w 1797 r. Sebastiana Ciecierskiego na skutek denuncjacji
wileńskiego Żyda Tobiasza Abrahamowicza. Aresztowanie doprowadziło w efekcie
do wykry­cia wszystkich uczestników polskiego spisku na Litwie i w Warszawie.
Niewiele osób niestety wie o nikczemnej roli takich Żydów-donosicieli jak
właściciel winiarni Nisel Rosenthal, który wydał na śmierć najsłynniejszego
polskiego emisariusza Szymona Konarskiego, jak Artur Goldman, który wydał
carskiej policji przywódcę Powstania Styczniowego Romualda Traugutta czy Lej-
zor Butler, który wydał Waryńskiego. Przykłady tego typu można niestety
długo, długo mnożyć.

Żydzi w Polsce to również hanibena karta - próba kradziezy polskiej ziemi i
ustanowienia tutaj żydowskiego państwa tzw. Judeopolonii. Na przełomie XIX/XX
w. Żydzi z całej Eurpy zabiegali w Berlinie o stworzenie takiego państwa na
ziemiach zaboru polskiego - państwa które miało byc sojusznikiem Niemiec
(Cesarstwa) i jednocześnie "pacyfikatorem" polskich buntów.

www.naszawitryna.pl/ksiazki_47.html
www.naszawitryna.pl/jedwabne_613.html
www.naszawitryna.pl/jedwabne_614.html
Poparcie przez wielką część Żydów zaborców Polski: Rosjan i Prusaków
doprowadziło do maksymalnego rozczarowania u pol­skich twórców w swoim czasie
najbardziej nawet przychylnie usto­sunkowanych do Żydów, od Bolesława Prusa po
Aleksandra Świętochowskiego. Jakże wymowne pod tym względem są „Kroniki”
Prusa z lat 1909-1910. Prus pisał wówczas: (...) Stosunek niektórych grup
żydowskich do Polaków jest nie tylko niegodziwy, ale wprost - nie­przyzwoity
(...) "litwacy" (tj. Żydzi przybyli z Rosji) odgrywają rolę rusyfikatorów u
nas, nawet obrażają nas, a Żydzi poznańscy wręcz głoszą, że zawsze walczyli
przeciw Polakom w interesie Niemiec (...). Ileż to razy wobec Polaków i
Rosjan socjaliści żydowscy czy nacjonaliści wykrzy­kiwali, że "Polska jest
trupem gnijącym", a "Polacy rasą znikczemniałą". (...) Kiedy cala imigracja
niemiecka, choćby sprzed stu lat, stała się naszą krwią, kością, sercem i
duszą, masy żydowskie po wielu wiekach są nam obcymi; więcej nawet - niektóre
grupy żydowskie przypominają armię, która toczy z nami walkę w celu
wytępienia czy wygnania większej części nas, a zamienienia reszty na swoich
lenników, jeżeli nie niewolników! (...) (cyt. za: B. Prus „Kroniki”, t. XX,
Warszawa 1970, s. 147,271,272).


Znalazłem antysemitę : Jaruzelski !

Przy okazji sporu związanego z wypowiedziami Jaruzelskiego w Rosji warto pamiętać , że Jaruzelski w 1968 roku był Ministrem Obrony Narodowej i odpowiadał za  odżydzenie wojska. O tym fakcie  opisując antysemityzm mówi się rzadko lub wcale, zaś o antysemityzm pomawiani są ludzie przytaczający jedynie obiektywne fakty. Tu, w przypadku rzeczywistego żydożercy mamy do czynienia z niepamięcią. Powiem więcej, mamy do czynienia z dowodami przyjaźni i sympatii ze strony Michnika który jednocześnie potrafi powiedzieć " składnikiem polskiego dziedzictwa" jest min "podłość antysemitów" jaką przejawiali również "bohaterowie antyhitlerowskiego podziemia"/1993 rok/.
Cały czas twierdzę , że  Michnikowi  wcale nie chodzi żeby walczyć z nienawiścią do Żydów ale żeby  pojęciem  antysemityzmu realizować swoją politykę. O tym kto jest antysemita, nie decyduje  historia czy obiektywne fakty ale   wytyczne przekazywane na front walki ideologicznej z  prawicą.
--

niedziela, 08 maja 2005

Ucieczka przed osądem historii

Dużo się pisze zwłaszcza w internecie o Borowskim a szerzej o  procesie odcinania się elit od swojej przeszłości polegającym na gremialnej zmianie nazwisk.
Mnie bardziej interesuje czy przytoczone fakty są prawdą. Jeżeli tak jest to  proceder zmieniania nazwisk należy traktować jako oszustwo historyczne. Dawni zbrodniarze , stalinowscy oprawcy  w pewnym momencie odcinają się od swojej historii , swoich dokonań i zaczynają wraz ze swoimi rodzinami nową, czysta kartę. Dzisiaj przejrzałem w wyszukiwarce strony dotyczące tzw sprawy Stolzmana. Dziwi mnie fakt , że mimo wielości artykułów o zmianie nazwiska i żydowskich korzeniach prezydenta nie znalazłem żadnych materiałow udowadniających tezę przeciwną. Jedynie na stronach prezydenta w wywiadzie z Moniką Olejnik z 2001 roku, było zaprzeczenie tym pomówieniom / wiarygodność zaprzeczeń jest jednak minimalna ze względu na wiarygodność Kwaśnieskiego/. Także w Newsweek 04/03 jest artykuł do którego jak na razie nie dotarłem, a który nosi tytuł Anatomia plotki. Innych prób odniesienia się do tego tematu nie znalazłem.

Problem polega na tym , że w wyniku dziesięcioleci zakłamywania historii, fałszowania życiorysów, sterowania życiem społecznym zza pleców PZPR przez politruków i Sbeków mimo istnienia IPN nadal nie ma wiedzy na temat ludzi i faktów historycznych.
Przestrzegam przed lokowaniem swoich miłości i tęsknot w osobach typu Jaruzelski, Borowski ,Kwaśniewski gdyż niesie to za sobą konieczność bolesnej weryfikacji i byc może rozczarowań.
Ja na Kwacha nie głosowałem, wcale nie z powodu jego nazwiska i żydowskiego pochodzenia tylko ze względu na osobowość i jego karierę komunistycznego aparatczyka w PZPR. Dzisiaj jednak, jak pewnie wielu Polaków , gdy dociera do mnie wiedza o Bermanie vel borowskim, gdy dużo więcej / dzięki mediom, internetowi i IPN owi/ wiem o mechanizmach rządzących polską polityką ze zdumieniem konstatuję , że to co czytałem np w eseju Jerzego Jedlickiego "Żydy i chamy", a co dotyczyło konfliktów w łonie PZPR, genezie tych konfliktów na przykład ze względu na narodowoś, ma swoją kontynuację w III RP. Nie bez złośliwości donoszę że jak Michalkiewicz kilkukrotnie powołał się na tą publikację to został okrzyknięty antysemitą.

Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie ważne jest aby nawet i po czasie, nawet gdy nie ma to wielkiego znaczenia politycznego a jedynie przekłada się na wiedzę historyczną uporządkować sobie to wszystko. Jeżeli oceniam polityka to nie chcę białych plam w jego życiorysie , nie chcę być zaskakiwany w przypadku 50 -60 letniego faceta, o którym po latach fukcjonowania dowiaduję się nowych, ważnych rzeczy. Tak, ważnych i wpływających na moją ocenę polityka, gdyż narodowość, rodzina, system wartości, przebieg kariery zawodowej itp. składają się na obraz polityka, któremu udzielę bądź nie udzielę swojego poparcia.
Jeżeli zaś o Kwaśniewskiego chodzi to jest jeszcze jak na polityka młodzieniaszkiem i pewnie jeszcze przez długie lata będzie "robił" w polityce. Dlatego wiedza, która się pojawia dopiero teraz , przy końcu jego
kadencji, ma znaczenie jeżeli chodzi już nie o prezydenta Kwaśniewskiego ale o Kwaśniewskiego polityka.

linki

http://www.afery.prx.pl/kwasniewski-stolzman.html
http://forum.wprost.pl/ar/?O=366155&NZ=1

http://newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=4877
http://www.rkn.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=1630

środa, 04 maja 2005

Znowu wycięli,  tym razem z powodu teściowej

-Po pierwsze bardzo proszę internautów  komentujących ten wątek o kulturę. Nie mogę  przecież wykluczyć , że mój wątek został  skasowany ze względu na zachowanie internautów : antysemiccy psychole od Rydzyka,won z FK !. Taki np tytuł  był uprzejmy nadać swemu postowi internauta o tak miłym każdemu rodakowi  niku Polonus 7 Dlatego zarówno filosemitów i antysemitów proszę o powściągnięcie  nerw.

Ustosunkowując się z kolei do postu w którym Szanowny Kolega wypomina mi, że nieładnie wypominać komuś swoje pochodzenie to muszę powiedzieć , że Kolega mnie natchnął i oświecił. Zaraz jutro pójdę do szkoły mojej córki i zrobię dyrektorce i  polonistce karczemną awanturę , że szkoła jest antysemicka bo proszę sobie wyobrazić / aż mną wstrząsa gdy sobie teraz uzmysławiam  bezmiar  ukrytego i tym bardziej podłego , bo odnoszącego się do naszych dzieci antysemityzmu/ że nauczycielka zadała dzieciom/!!!!!!/przygotowanie drzewa genealogicznego  do trzeciego pokolenia wstecz / a nawet i dalej../. Z fotografiami .... Potem prace wisiały w klasie. Boże, dotąd wiszą.
Moja teściowa czyta mi przez ramię  i mówi  że ludzie maja prawo wiedzieć o  korzeniach kandydata na prezydenta.../ i innych też/ Ale chyba nie ma racji.

Koniec rozmów o Żydach i antysemityźmie czyli Głupota czy prowokacja?

motto: " Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu. Jeżeli antysemityzm gdzieś nie istnieje - on go stworzy" J.B Singer

Dzisiaj ok  17 zacząłem nowy wątek na portalu GW wklejając poniższy tekst. Niestety już po 18 wątek został skasowany przez administratora.

Zastanawiam się co było przyczyną cenzorskiego zapału. Może samo podejmowanie takich tematów jest  zakazane? Wydaje mi się, że  pomijając z lekka żartobliwą formę, w żadnym wypadku nie dawałem powodów żeby posądzać mnie o antysemityzm. Rozumiem już , że Gazeta jakąkolwiek wzmianką  na temat Żydów w Polsce ich zachowania, współczesną ich historią nie jest zainteresowana. A raczej jest zainteresowana tym aby żadnej tego rodzaju dyskusji nie było. A może odkrywamy mimowolnie przy tej okazji jedno ze źródełek antysemityzmu?

I na koniec małe pytanko ; blogi też cenzurujecie?

Każdy z  postów kończyłem , wydawało mi się pytaniem retorycznym;

ps Mam nadzieje, że taka ciekawość to jeszcze nie antysemityzm?

ps mam nadzieję że mówienie , że Żyd jest Żydem to nie antysemityzm?

smaczny cytat na koniec;  " Antysemityzm to postrzeganie Żydów jakimi są, miast takimi, jakimi chcą być postrzegani" A Łysiak

No patrzcie Państwo,  poprzedni wpis był   w kategorii Polityka  ale ten choć to kontynuacja kwalifikuje  się do kategorii Gazeta Wyborcza. Nie moja to wina.

 
1 , 2
teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS