Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
sobota, 26 stycznia 2008
Demokraci, ofiary politycznej poprawności

 

Trzeba mieć doprawdy iście prometejską wiarę w swoją wizje społeczeństwa amerykańskiego, aby zdecydować się na wystawienie do wyborów prezydenckich kobiety i mulata. Niezależnie, kto wygra będzie to wybór historyczny. Pierwsza w historii kobieta prezydent ( do tego była Pierwsza Dama) lub mulat. Sztab Demokratów uznał, że całe społeczeństwo amerykańskie jest tak wrażliwe społecznie jak, nie przymierzając Nowy York i Hollywood. Właściwie to dziwię się, że demokratyczni sztabowcy nie pociągnęli tematu do końca. Po co iść na zgniłe kompromisy; a dlaczego nie kobieta, mulat w jednej postaci? Przecież elektoraty kandydata kobiety i kandydata mulata wcale nie muszą się pokrywać. Tylko mulato kobieta ma największe szanse na pokonanie prowincjonalnych buraków z zabitych dechami stanów. Ale jest pomysł jeszcze lepszy niż kobietomulat. Otóż spełnieniem wizji o oczekiwaniach przeciętnego zjadacza hamburgerów w temacie Prezydent USA z pewnością byłby Murzyn wyznający ortodoksje Żydowską, do tego Gej zbierający datki na walkę z AiDS. Prawda, że genialne i inspirujące? Jak nie głosować na takiego kandydata nie narażając się na zarzuty o antysemityzm, obskurantyzm i brak wrażliwości społecznej. A tak na poważnie. To co dzieje się w obozie Demokratów, ten chocholi taniec oszołomstwa i brania ideologii za rzeczywistość to piękny przykład na udowodnienie tezy, że jak Bóg chce kogoś pokarać to mu rozum odbiera. Po dwóch kadencjach republikanów, gdy wiadomo że wahadło sympatii przechyli się nieuchronnie w ich stronę wystarczyło umiejętnie dystansować się od polityki Busha by centrowi, będący języczkiem u wagi wyborcy przerzucili swoje głosy na Demokratów. A tak, może się okazać , że Republikanie otrzymają piękny prezent w postaci demokratycznego kandydata na prezydenta, który nie ma szans na zwycięstwo w wyborach powszechnych.

PS. Nie mam nic do mulatów ani tym bardziej do kobiet.

niedziela, 29 lipca 2007
Niemieckie roszczenia

Zaczyna się od żądania manuskryptów Goethego i Mozarta a skończy się żądaniem oddania Zamku Krzyżackiego w Malborku, Wilczego Szańca pod Kętrzynem a wreszcie Szczecina, Wrocławia i Gdańska? Szokujące? Na dzisiaj tak ale co nam przyniesie przyszłość? Dobra kultury w polskim prawie ( Ustawa o ochronie dóbr kultury ) to dobra zarówno ruchome jak i nieruchome. Jeżeli uznamy zasadności roszczeń Niemców co do ruchomych dóbr kultury to co stoi na przeszkodzie aby domagać się zabytków takich jak zamki, pałace , dwory, zabytki kultury technicznej, które mają dla kultury niemieckiej po stokroć większe znaczenie niż nuty niemieckiego kompozytora? Idźmy dalej. Czy żądanie zwrotu dób kultury nie obejmie ołtarza Wita Stwosza traktowanego przez Niemców jako niemieckie dzieło sztuki ? Skończy się wręcz na tym, że zabiorą nam nawet Mikołaja Kopernika, z Fromborkiem i Toruniem przy okazji.

Niemcy podpierają swoje żądania ustaleniami Traktatu Haskiego 1907 roku. Gratuluję Niemcom elastyczności intelektualnej. Nieuświadomionym historycznie przypominam, że po podpisaniu Konwencji Haskiej, Niemcy wywołały dwie wielkie wojny światowe, wymordowały w sposób bezprzykładny dla nowożytnych czasów miliony ludzi, likwidowały elity podbijanych narodów, barbarzyńsko niszczyły ich kulturę, dorobek cywilizacyjny, paląc książki, burząc miasta, wywożąc wszystkie co cenne do Rzeszy. (Według szacunków historyków  Niemcy w czasie II wojny światowej  zniszczyli pół miliona dzieł sztuki zaś straty polskich bibliotek to kilkadziesiąt milionów książek i manuskryptów.)

I oto naród, który złamał i podeptał chyba wszystkie postanowienia Konwencji Haskiej dzisiaj powołując się na nią, żąda zadość uczynienia swoich krzywd.

Ostatnie dziesięciolecia to okres zakłamywania historii XX wieku. W tym czasie wmawiano sobie nawzajem, że zbrodni dokonywali faszyści. Z podręczników, filmów, artykułów prasowych coraz trudniej się do wiedzieć kim byli owi mityczni Faszyści. Figura retoryczna FASZYSTA umożliwiła przelanie odpowiedzialności i oczyszczenie narodu niemieckiego. Przykładem może być niedawna, rocznicowa defilada w Rosji gdzie według nowych wytycznych Putina, II wojnę światową wygrali niemieccy i włoscy antyfaszyści. Dalej poszło już jak z górki; skoro tych potwornych zbrodni dokonali faszyści to Niemcy stają się narodem tak samo pokrzywdzonym jak Polacy i inne podbite narody. A może i bardziej....

niedziela, 24 czerwca 2007
Szczyt UE oczywiste prawdy

Lider największej hiszpańskiej partii opozycyjnej, prawicowej Partii Ludowej (PP), Mariano Rajoy wyraził wdzięczność rządowi polskiemu za "obronę interesów Hiszpanii" podczas szczytu UE w Brukseli" żródło

To jest klucz do zrozumienia jakie będą długofalowe efekty tego szczytu. I to oddaje obraz polskiej polityki zagranicznej. Czy można mówić źle o polskiej dyplomacji jeżeli realizując swój interes narodowy działa także w interesie innych państw Unii? I to w sytuacji gdy dyplomatom innych państw nie wystarcza na to odwagi lub wyobraźni? Warto pamiętać, że w rokowaniach kompromisy dotyczą z grubsza dwóch rodzajów problemów. Pierwsze to ochrona własnych rynków, porządku prawnego. Przykładem jest tu żądanie Wlk. Brytanii samodzielności w wewnętrznych rozwiązaniach systemowych opieki zdrowotnej, podatków i wymiaru sprawiedliwości. Drugim przykładem są zastrzeżenia państw członkowskich dotyczących całej Unii. Chodzi tu o nie powoływanie unijnego ministra UE i brak insygniów państwowych Unii takich jak flaga i hymn.

Politycy i media robią Polakom bigos w głowach twierdząc, że Anglicy osiągnęli więcej niż Polacy .Wręcz twierdzą, że Anglicy osiągnęli wszystko, a Polacy nic. Najgorsze, że nikt z tą kompletną bzdurą nie polemizuje. Polacy na wynegocjowanych przez Anglię ustępstwach Unii ewidentnie korzystają. I to zarówno na ustaleniach odnoszących się do ustaleń wewnętrznych jak i dotyczących całej Unii. Interesem Polaków tak jak i Anglików jest niedopuszczenie do przejęcia przez Unię prerogatyw państw członkowskich. W tym sensie każde wynegocjowane i zadekretowane ustalenie stanowiące wyłom w polityce tworzenia federacyjnego państwa Europy to sukces Polski. Nawet ustalenia dotyczące spraw wewnętrznych też nam służą bo domagając się pełnego władztwa polskiego rządu nad wymiarem sprawiedliwości, systemem opieki socjalnej itp, możemy powoływać się na rozwiązania, na które już zgodziła się Unia wobec innych państw. Także ustalenia Kaczyńskich na szczycie mają dokładnie taki sam walor dla innych państw. Zarówno te zewnętrzne jak i wewnętrzne odnoszące się do innych państw, dają im więcej praw ( system nicejski) bądź argumenty na rzecz zaznaczania swojej odrębności w ramach Unii ( zasada władztwa państw narodowych nad policją, wymiarem sprawiedliwości, systemem opieki społecznej).

Przykładem niekorzystnego dla Unii egoizmu jest wykreślenie na żądanie delegacji francuskiej stwierdzeń o UE jako obszarze swobody ekonomicznej. Zastanawiające że ten odwrót od zasad lizbońskich mających doprowadzić do rozwoju państw Unii nikogo nie zelektryzował. A lewicowa retoryka konserwatywnego prezydenta Francji przestraszonego wolnym rynkiem i swobodą gospodarczą ( oraz opinią francuskich farmerów) to najbardziej komiczny i ponury zarazem efekt tego szczytu. Ta obrona lewicowych metod manipulowania gospodarką to ciekawszy problem niż ilość telefonów Blaira i Sarkozy'go do polskiego premiera.

środa, 20 czerwca 2007
UE przemilczana tradycja i III wojna światowa

 

Unię Europejską w dzisiejszym wydaniu trzeba analizować w dwóch kontekstach. Pierwszy to zawłaszczenie idei zjednoczonej Europy przez partie lewicowe. Drugie to zawłaszczenie Unii przez największe państwa a zwłaszcza Niemcy.

Mieliśmy niedawno okrągły jubileusz o którym niewiele słychać ani na europejskich salonach ani w europejskich mediach. 25 marca minęło 50 lat od momentu podpisania Traktatów Rzymskich, na podstawie których 1 stycznia 1958 roku powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza. Ciekawe, że parlamentarzyści Unii pochylając się nad krwawymi holokaustem polskich homoseksualistów i faszystowskimi rządami PiSu nie zdobyli się na refleksję czym w intencji pomysłodawców miała być zawiązywana wtedy wspólnota europejska.

Prawda o korzeniach Unii Europejskiej jest banalnie wręcz niebezpiecznie prosta. Szlachetna idea gospodarczej wspólnoty państw europejskich opartych na wspólnych wartościach to pomysł prawicowych partii. To z inspiracji konserwatywnych elit Niemiec, Francji, Włoch,Luksemburga, Holandii i Belgii powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza. Obecnie jakoś zupełnie pomija się te fakty. Ciekawe , że wszędzie w historii państw, firm, instytucji, uniwersytetów przywołuje się tradycję, powołuje się na Ojców Założycieli. Wszędzie, ale nie w Unii Europejskiej.

W momencie gdy dorosło pokolenie 68 roku, gdy opanowali europejskie media, gdy zaczęli robić kariery w lewackich, gejowskich, ekologicznych i socjaldemokratycznych partiach przeszłość uległa zamazaniu. Nie było niczyim interesem aby w dobie odwracania się od wartości konserwatywnych, promować coś co miało naturalną koleją rzeczy trafić do lamusa. W efekcie mamy do czynienia z krzykliwym zawłaszczeniem Unii Europejskiej. Lewicowość struktur UE widać na każdym kroku. Pomijam już budzące powszechną wesołość próby brukselskich technokratów znormalizowania i opisania dyrektywami wszystkich przejawów ludzkiej aktywności. (patrz dyrektywa o właściwej krzywiźnie importowanych bananów). Z litości pomijam też całą kwestię polityki rolnej Unii. Płacenie jednym rolnikom w jednych państwach miliardy euro za to żeby nic nie robili, ustalanie kretyńskich parytetów musi skończyć się ogólnoeuropejską katastrofą.

Drugim niezauważanym trendem jest rosnące znaczenie największych państw europejskich. Dzisiejszy spór o system liczenia głosów to chwila kiedy interesy poszczególnych państw są widoczne jak na dłoni. Warto zauważyć, że największy opór, wręcz histeryczne reakcje na propozycje polskiego rządu dochodzą z Niemiec. Ciekawe dlaczego ponoć nieistotna różnica w ważeniu siły głosów wywołuje takie emocje, wręcz agresję? Tym bardziej, że strona polska nie domaga sie pierwiastkowego liczenia głosów ale jedynie podjęcia dyskusji na ten temat. Emocje niemieckich przyjaciół wydają się bardziej zrozumiałe jeżeli weźmie się pod uwagę dalekosiężny, strategiczny cel, który zdaje się przyświecać Niemcom. Otóż celem Niemców jest polityczne i gospodarcze przywództwo nad zjednoczoną Europą. To czego nie udało się dokonać Cesarzowi Wilhelmowi II i Adolfowi Hitlerowi ma się udać nowożytnym przywódcom Niemiec. Gorzki dowcip sprzed lat, że w trzeciej wojnie światowej nie zwyciężą armaty lecz marki niemieckie, modyfikuje się w nowej rzeczywistości o tyle że Niemcy tę wojnę wygrają nie dzięki swemu potencjałowi ale dzięki sile całej „zjednoczonej" Europy której potencjał będą wykorzystywali i reprezentowali.

Cóż się więc dziwić niemieckiej agresji gdy tak genialnym i dalekosiężnym planom przeciwstawia się nieoczekiwanie Polska. Polska , która od dwóch dziesięcioleci ustami i rękami swoich przywódców szła karnie w szeregu państw „wykorzystujących swoją szansę aby siedzieć cicho".

Postawa Polski powoduje wściekłość niemieckich elit z jeszcze jednego powodu. Polska jako jedyny kraj ma odwagę mówić o swoim interesie i wiązać go z interesem małych i średnich państw europejskich. Taka postawa to novum w polityce wewnątrz unijnej. Do tej pory zasadą była polityka zdrad zwana obłudnie polityką ucierania kompromisu. Przykładów jest tu wiele. Najczęściej działo się tak, że np. Hiszpania lub Grecja wetowała prawo unijne, szukała zwolenników po czym dogadując się z centralą zostawiała słabszych partnerów na lodzie.

Taka polityka , wbrew pozorów cieszyła się poparciem władz Unii ponieważ pozwalała skutecznie likwidować groźbę budowy frontu współpracy małych i średnich państw Unii Europejskiej. Nie może dziwić, że po kilkunastu ( wręcz kilkudziesięcu) latach uprawiania takiej polityki nikt do nikogo nie ma zaufania. Mniejsze państwa nie wierzą, że Polska załatwiając swój interes nie zdradzi ich tak jak to wielokrotnie czyniły inne państwa. Świeżość Polskiej polityki zagranicznej polega na tym, że Polacy kierują do większości krajów Unii czytelną propozycję budowy alternatywy dla rządzącej w Unii dyrektywy dyrektyw: „Dziel i Rządź". Ten plan to w największym skrócie stworzenie układu dwubiegunowego z uznaniem, że państwa wielkie i małe mają swoje odrębne interesy. I tu pojawia się problem.

Jeżeli jest tak, że Niemcy kierują sie wyłącznie interesem wspólnoty europejskiej to uprzedmiotowienie małych członków Unii powinno ich tylko cieszyć. Ponieważ jednak polityka polska spotyka się z tak zajadłym sprzeciwem niemieckich elit i mediów to można dojść do wniosku, że Niemcy doskonale zdają sobie sprawę ze skali zagrożenia. To zagrożenie to pojawienie się na arenie wewnątrz unijnej Polski jako tego podmiotu, który odważy się budować porozumienie małych i średnich państw wspólnoty. Zrealizowanie takiego scenariusza to koniec marzeń o dominacji Niemców w Europie. Ten scenariusz powoduje, że będący w ostatniej fazie realizacji, genialny, konsekwentnie realizowany od kilku dziesięcioleci plan wygrania III wojny światowej po prostu może się nie udać.

I na koniec. Jak zakwalifikować postawy Gieremków , Mazowieckich, Kwaśniewskich, którzy w tym cywilizacyjnym i zupełnie podstawowym sporze opowiedzieli się po stronie Niemiec?

teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS