Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
niedziela, 09 grudnia 2007
Odwiesić www.uklad3miasto.blox.pl !!!!

Pytania do administratorów Bloxa

  1. Który paragraf regulaminu bloxa mówi o zablokowaniu bloga? Paragraf 9 punkt 2 mówi o usunięciu bloga. Regulamin tutaj
  2. Czy zawieszenie ma charakter czasowy? ( tak sugeruje termin „zawieszony"). Jeżeli jest to zawieszenie czasowe to na jaki okres ?

  3. Dlaczego zawieszony jest cały blog, skoro zastrzeżenie dotyczy tylko jednego wpisu?

  4. Dlaczego autorzy bloga ( właściciele) mają uniemożliwiony dostęp do swoich tekstów, także tych niekontrowersyjnych, stanowiących w końcu ich własność intelektualną?

  5. Czy z argumentacji Olsa, administratora bloxa wynika że każdy blog na bloxie ( a może nie tylko) zostanie skutecznie zawieszony/zlikwidowany gdy" właściciel serwisu zostanie skutecznie poinformowany" o naruszeniu praw ? Bo jeżeli tak to przy odrobinie dobrej woli można zablokować nieprzychylne sobie, swoim partyjnym przyjaciołom opinie w cyberprzestrzeni.

  6. Powoływanie się na sprawę redaktora naczelnego internetowej Gazety Bytowskiej ma sens jedynie z tego powodu, że pokazuje jednego człowieka z małej miejscowości, który nie będąc potęgą medialną ma więcej od Was odwagi w walce o wolność słowa. On nie stosuje cenzury a Wy tak. On walcząc o wolność słowa jest gotów ponieść konsekwencje prawne. Was na to nie stać.

  7. I na koniec sprawa fundamentalna. Czy będący źródłem sporu wpis na blogu www.uklad3miasto.blox.pl można uznać za „ naruszający prawa i dobra innych osób"? Artykuł był pierwotnie opublikowany w drukowanym tradycyjną metodą piśmie, jak już wspominałem w poprzednim wpisie zarzuty autorów listu były przedmiotem kontroli ze strony magistratu Sopotu. Niestety, ale cały kontekst wskazuje, że mamy tu do czynienia z aktem cenzury.

    Czy jeżeli ja , no może nie ja bo nie chcę rezygnować ze swojej anonimowości, ale jeżeli oburzony czytelnik napisze do was analogiczne, odwołujące się do naruszonych dóbr i praw, pismo w sprawie obscenicznych, pornograficznych blogów, albo blogów których autorzy obrażają religię, prezydenta, słowem osoby i zachowania „nie z waszej bajki" to też go zawiesicie? Idźmy dalej. A jeżeli ktoś oburzony Waszym artykułem zwróci się do Was z żądaniem usunięcia artykułu na portalu Agory? Co wtedy? Sami się zawiesicie? Czy raczej zaczniecie się bronić , także publicznie mówiąc o.... prawie do wolności słowa i swobodzie głoszenia poglądów ? Nie wiem jak moim czytelnikom ale mi to na kilometr cuchnie hipokryzją i moralnością Kalego.

Podsumowanie

„Mam nadzieję, że uda nam się tak rozwiązać sprawę, żeby blog mógł zostać odblokowany." Z tych słów napisanych przez Olsa może wynikać, że warunkiem odwieszenia www.uklad3miasto.blox.pl może być dobrowolne usunięcie przez autorów kontrowersyjnego wpisu. Uważam, że takie działanie Bloxa byłoby bezprawne i stałoby w sprzeczności z deklarowanymi hasłami o swobodzie dyskusji i wolności słowa. Trzeba domagać się bezwarunkowego odwieszenia bloga. Ponawiam apel o powielanie usuniętego przez Agorę wpisu na innych blogach. Chodzi o doprowadzenie do efektu dokładnie odwrotnego od zamierzonego. Całe to zamieszanie z próbą ocenzurowania bloga spowodowało, że wbrew intencjom tych którzy chcieli temat wyciszyć, treść listu dopiero teraz stała się szerzej znana opinii publicznej.

I jeszcze słowo o zasadach i pryncypiach dziennikarskich. Adam Michnik tuż przed wyborami udzielił wywiadu Jarkowi Kurskiemu. W wywiadzie tym wprost powiedział to co wyziera z każdej strony Gazety Wyborczej. Gazeta Wyborcza opowiedziała się po jednej stronie sporu politycznego, zrezygnowała ze zasady obiektywizmu faktycznie przejmując funkcję organu ideologicznego antykaczystów. Nie dziw się więc drogi Olsie, że z ogromną podejrzliwością i ostrożnością podchodzę do Waszych działań także w internecie.

Nieustające:

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego !!!

piątek, 07 grudnia 2007
"BLOX - Tu się dobrze pisze" czyli cenzura z ulicy Czerskiej

Kataryna, Geralt, Tad 9, Łowcy komuchów, Homester czyli autorzy prawicowych blogów na serwerach Agory

Panie i Panowie

wczoraj Agora zablokowała trójmiejski blog www.uklad3miasto.blox.pl motywując to naruszeniem praw i dóbr innych osób. Uważam, że mamy tu do czynienia z cenzurą. Autorzy bloga opisują sprawy związane z korupcją w Trójmieście. Nie wykraczają jednak poza konwencję w której także i my redagujemy nasze blogi. Całkiem możliwe, że za moment także i my zostaniemy zablokowani. Niejako na marginesie zwracam uwagę, że tekst będący powodem tak ostrej reakcji Agory był powszechnie znany i komentowany w trójmiejskich mediach. Co więcej zarzuty postawione w liście potwierdziła kontrola przeprowadzona przez prezydenta Sopotu (PO). Obawiam się , że tak ostra reakcja na zamieszony tekst, będący nota bene przedrukiem z wydawanego w Sopocie pisma, to efekt rozciągania parasola ochronnego na premierem Tuskiem i jego najbliższym otoczeniem. Innego wytłumaczenia dla tak idiotycznego posunięcia Agory po prostu nie ma.
Dodatkową i bardzo dla autorów bloga dotkliwą karą jest utrata w jednej chwili kilkuletniego archiwum bloga.
Proponuję wszystkim autorom prawicowych blogów zamieszczenie wpisu, za który zostali ukarani autorzy zablokowanego bloga .

Zachowanie Czerskiej powinno otworzyć dyskusję na temat cenzury, swobody dyskusji w cyberprzestrzeni.

Jeden za Wszystkich, Wszyscy za Jednego ...

materiały źródłowe:

Witam!

Dostaliśmy zawiadomienie, o tym że publikowane treści na blogu
uklad3miasto.blox.pl naruszają prawa i dobra innych osób, dlatego dostęp
do bloga został zawieszony. Dotyczy to ostatniego wpisu z 17
pażdziernika.

Z poważaniem

Radosław Grabarek
Administracja blox.pl

INFORMACJA: w dniu dzieiszym dotarła do mnie informacja o
zablokowaniu bloga uklad3miasto, ktorego od ponad dwoch lat prowadzę
niespieszn± ręk± w towarzystwie przyjaciół.Niniejszy mejl jest
odpowiedzi± na mejl, jaki otrzymałem od admina serwisu blox.pl,
należ±cego do koncernu Agora S.A.

Z tre¶ci± wpisu, który spowodował zamknięcie bloga można zapoznać
się tutaj:

http://pl.muestrarios.org/b/sanatorium-le%C5%9Bnik---s%C5%82u%C5%BCba-zdrowia-wed%C5%82ug-platformy.html


* * *


Szanowny Panie,

Wpis, o którym Pan pisze, to zacytowany w cało¶ci i bez żadnych
skrótów tekst, jaki wysłali do mnie sopoccy radni ponad rok temu. Ów
tekst pojawił się również w druku w jednej z darmowych gazet,
wychodz±cych w Trójmie¶cie. Tekst ten Radni otrzymali od jednego z
pracowników Samorz±dowej Służby Zdrowia w Sopocie, mie¶cie Donalda
Tuska, rz±dzonym "od zawsze" przez Platformę Obywatelsk±.

Informacja o pochodzeniu listu znajdowała się na blogu.

Ten tekst stał się póĽniej podstaw± kontroli, jak± w na wyraĽne
ż±danie radnych opozycji (¦widerski, ¦ledzianowski, Jankowska,
Kałużny) przeprowadził jeden z bohataterów listu, Pan Jacek
Karnowski. W efekcie tej kontroli... potwierdziła się większo¶ć
opisanych w li¶cie sytuacji, czego efektem były kary finansowe
nałożone na szefa opisywanej w li¶cie instytucji.

O tej sprawie również informowały trójmiejskie media - można to
sprawdzić w archiwum dziennika bałtyckiego oraz telewizji gdańsk.

Uważam zablokowanie bloga z tego powodu za wyj±tkowy skandal i
jednocze¶nie informuję Pana, jak i wymienione w polu "do wiadomo¶ci"
osoby, które prowadz± swoje blogi na innych platformach, że nie
zostawię tego tematu bez reakcji, oraz że będę domagał się od Agory
odzyskania tekstów, jakie przez kilka lat zgromadziły się na blogu.

Również je¶li będzie to wymagało zrzeczenia się anonimowo¶ci i
wytoczenia procesu.

Treść listu, który spowodował tak ostrą reakcję Czerskiej:

(Zaznaczam, że jest to przedruk z pisma Obserwator Sopocki nr 3 )

"Poniżej treść listu, jaki rok temu został przesłany do polityków sopockiej opozycji. Zamieszczam go dzisiaj w związku z dyskusją na temat prywatyzacji służby zdrowia i przekazaniu kontroli nad tą sferą życia publicznego naszym samorządom. Oto przykład tego, jak wygląda zarządzanie służbą zdrowia na podwórku niepodzielnie rządzonym przez PO.

Jednocześnie informuję, że wyniku działań radnych PiS prezydent Karnowski zarządził kontrolę w Sanatorium Leśnik. Kontrola potwierdziła większość stawianych w liście tez, jednak Urząd Miasta Sopotu nie poinformował prokuratury o żadnych nieprawidłowościach, a także nie zdymisjonował swojego głównego protegowanego.

List publikuję bez skrótów i bez ingerencji w treść.

Źródło - Obserwator Sopocki, numer 3.

* * *

Jako mieszkańcy i osoby pracujące w Sopocie oraz wyborcy Prawa i Sprawiedliwości chcemy zainteresować polityków PiS-u sytuacją, która od wielu lat istnieje w Sopockiej Służbie Zdrowia podległej gminie. Konkretnie chodzi o Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej,,Uzdrowisko Sopot”. Dyrektorem tego zakładu mianowanym przez Urząd Miasta od 2000 roku jest p. K. Dyrektor K. nie szanuje i nie liczy się z pracownikami. Potrafi wyzwać pracownika używając najbardziej wulgarnych i ordynarnych słów. Nie zezwolił pracownikom na założenie związków zawodowych pod groźbą utraty pracy. Najczęściej używanym przez dyrektora zwrotem jest:,,od jutra kur... już nie pracujesz”.

Nie jest to firma prywatna, a wszyscy pracownicy odnoszą takie wrażenie. Pan K. najwyższe stanowiska w zakładzie obsadził najbliższą rodziną. Żona, Barbara K. zarządza Sanatorium,,Leśnik” na stanowisku kierownika. Pasierb, Jacek W. wychowywany od trzeciego roku życia przez p. K. zajmuje również kierownicze stanowiska w Sanatorium,,Perła” i pensjonacie,,Muszelka”. Właściwie firmą kieruje pani K, a nie dyrektor. Pani ta nawet nie posiada świadectwa maturalnego. Pasierb ukończył studia, ale jest to młody człowiek uzależniony od leków i narkotyków. Pani K. w roku 2002 przez siedem miesięcy przebywała na zwolnieniu lekarskim wystawionym przez lekarza psychiatrę. W tym samym czasie opisywała pod względem merytorycznym faktury oraz otrzymywała wysokie premie, (wnioski premiowe najprawdopodobniej już nie istnieją w teczce osobowej). Pani tej w ,,Leśniku” podlegają wszystkie działy: medyczny, żywieniowy, administracyjny. Pomimo braku doświadczenia i jakichkolwiek kompetencji zarządza sanatorium według własnego widzimisię. W sanatorium,,Leśnik” od wielu lat panuje niegospodarność. Pan dyrektor, co pół roku przenosi swój gabinet, nie wiadomo, po co.

W sanatorium,,Leśnik” tzw. Tężnia, która powinna służyć chorym ludziom jest zwykłym oszustwem. Pacjenci, którzy nieraz czekają wiele miesięcy na miejsce w sanatorium są po prostu oszukiwani, bo wdychają zwykłą sól kuchenną, która kupowana jest najczęściej w supermarketach(można to sprawdzić w opisie faktur). Z samego rana pracownicy gospodarczy rozsypują sól na gałęzie i polewają je wodą.

Pan Jacek W. zajmujący kierownicze stanowisko również jest osobą niekompetentną. Wszystkie jego obowiązki wykonują podwładni, którym okazuje zero szacunku. Nie potrafi nawet powiedzieć,,dzień dobry”. Starsze kobiety potrafi wyzwać od najgorszych. Pan W. był nawet kierownikiem Sanatorium ,,Jantar”,za dodatkowe pieniądze, który do dnia dzisiejszego praktycznie nie istnieje. O odzyskanie praw do budynku ,,Jantar” miasto sądziło się z poprzednim właścicielem kilka lat. W grudniu 2004 roku gmina przekazała budynek,,Jantar” S.P ZOZ-owi. Na początku 2005 roku ZOZ dostał milion złotych od gminy na najpilniejsze remonty sanatorium,,Jantar”,ale do dnia dzisiejszego żadne prace nie zostały podjęte, a budynek popada w ruinę. Pensjonat,,Muszelka” również nie przynosi żadnych korzyści finansowych. W pierwszym roku SPZOZ wynajął pokoje studentom, ale latem, nie wiadomo dlaczego, pensjonat nie przyjmował gości. Pan dyrektor uważa, że pensjonat nie powinien więcej przyjmować studentów, gdyż podobno zdewastowali go, co jest wierutną bzdurą i kłamstwem.

Pan Krupa ma dyżury lekarskie w sanatorium,,Leśnik” przeważnie tzw. 100%, co oznacza, że dostaje podwójną zapłatę. Są to dyżury w soboty, niedziele i święta. Za takie samo postępowanie stracił pracę dyrektor szpitala Przeciwgruźliczego i Chorób Płuc. Pan K. jest również zatrudniony jako wykładowca w Wyższej Szkole Turystki? W godzinach, w których pełni obowiązki dyrektora SPZOZ-u. Studenci pana K. często przychodzą do ,,Leśnika” w soboty na wykłady dotyczące fizykoterapii, a pracownicy są zmuszeni do przyjścia w ten dzień bez wynagrodzenia. Wyjazdy prywatne z żoną są często traktowane jako służbowe. Dyrektor o każdej kontroli był uprzedzany przez pracowników Urzędu Miasta i natychmiast zaufani pracownicy SPZOZ-u niszczyli dokumenty, które mogłyby zaszkodzić panu K. Najczęściej dokumenty te dotyczyły premii i wynagrodzeń rodziny Krupów ( można to sprawdzić przeglądając listy plac )

Nie chcemy również skorumpowanych radnych, którzy zostali wybrani dzięki temu, że pielęgniarki SPZOZ-u były zmuszane do zbierania podpisów od starszych pacjentów(dotyczy to np. doktor Maj). Radcą prawnym w firmie na umowę zlecenie z pensją powyżej 3000zł jest mąż wcześniej wspomnianej pani doktor, pan Maj. Jest to adwokat od prawa karnego, a nie od prawa pracy.

W ciągu paru lat pensje żony i pasierba wzrosły do astronomicznych rozmiarów. Pasierb często wykonuje prace malarskie w Sanatorium,,Leśnik”i Por.Cukrzycowej(maluje gabinety lekarskie, korytarze), pomimo że są zatrudnieni pracownicy gospodarczy, a pan W. dostaje wynagrodzenia od dwóch do trzech tysięcy na umowę zlecenie, które figuruje na nazwisko kolegi p. Walczaka. Pralnia, która pierze pościel dla sanatorium od wielu lat jest wybierana przez panią K, pomimo że czystość prania pozostawia wiele do życzenia. Rodzina K. codziennie zasiada do obiadów, za które jak wszyscy pracownicy płacą około czterech złotych ale nie jedzą posiłków, które otrzymują kuracjusze oraz inni pracownicy. Tylko dla nich obiady gotowane są specjalnie. Do tego celu zostały zakupione nowe garnki i zastawa stołowa.

Pan Dyrektor brzydzi się spożywać posilki z tego samego „kotla” co wszyscy.

Niesłusznie zwalniani pracownicy pisali pisma ze skargą do Urzędu Miasta na dyrektora i panujące tam zwyczaje, ale pisma te pozostawały bez echa. Pan dyrektor uważa, że jest nie do ruszenia, gdyż ma bardzo dobre układy z prezydentem Karnowskim. Bodźcem do napisania tego listu stało się wystąpienie w,,Panoramie” prezydenta Fułka, który opowiadał o nowym programie wyborczym PO i mówił o nowych inwestycjach w sanatorium,,Leśnik”. Czy pieniądze podatników mają znowu zostać przeznaczone na przykładową ,,Tężnie” i nową zastawę stołową dla ,,dyrektorskiej rodziny”? My, pracownicy przedstawiliśmy całą sytuację mediom, które były bardzo poruszone i obiecały zająć się sprawą, ale po pewnym czasie stwierdziły, że nie mają szans z panem Karnowskim. Dla nas jedyną szansą jest wybór nowego prezydenta i nowej rady miasta, który ukróci ten rodzinny interes.

W państwie praworządnym nie może być własności prywatnej w firmie państwowej.

Czekamy na jakąkolwiek reakcję.

Wyborcy Pis-u."

czwartek, 21 czerwca 2007
Kłamstwa Wyborczej

"Prezes Stoczni Gdańsk Andrzej Jaworski (PiS) oddał się do dyspozycji rady nadzorczej

To reakcja prezesa na reklamówkę telewizyjną Platformy Obywatelskiej, w której przedstawiono Jaworskiego jako przykład działacza PiS-u czerpiącego korzyści z faktu, iż aktualnie rządzi ta partia. Zarobki prezesa stoczni - ponad 31 tys. zł miesięcznie Platforma skontrastowała z dochodami lekarza - ok. 1700 zł i pielęgniarki - ok. 1400.

Można to zobaczyć w reklamówce dostępnej obecnie tylko w internecie, ponieważ publiczne media kontrolowane przez PiS odmówiły jej emisji."źródło

Czytam i czytam ten fragment tekstu Wyborczej. To jak to jest, mamy w Polsce tylko zakneblowane media publiczne i wolny internet? A gdzie TVN i Polsat? Artykuł miałby mniej kategoryczny wydźwięk gdyby się napisało zgodnie z prawdą, że wszytkie stacje telewizyjne odmówiły emisji kontrowersyjnej reklamy. A tak brnie się w ślepy zaułek wmawiając czytelnikom ...że nie ma prywatnych stacji telewizyjnych.

I retoryczne dwa pytania na koniec. Ile zarabiali przed dwoma laty prezesi Orlenu, KGHM, PKO BP itp? I ile będą zarabiali prezesi tych spółek jeżeli tylko Bóg pozwoli PO wygrać wybory parlamentarne?

poniedziałek, 19 lutego 2007
Tak przesłuchują ludzie Szechtera czyli błyskawiczna reakcja po 48 godzinach
Strach pisać o GW. A jak już człowieku coś napiszesz, targany spazmami autocenzury,to potem całymi tygodniami tępo wpatrujesz się w drzwi nerwowo wyczekując listonosza wręczającego Ci pozew od papugi Michnika. W nocy nie możesz spać, bo po kilkakroć budzisz się zlany potem, przeklinając swoją niewczesną odwagę. Ziemkiewiczowi się upiekło , zawarł sądową ugodę z Michnikiem. Ba, nawet adwokat Michnika w przypływie dobrego humoru powiedział , że nie będzie procesu o Michnikowszczyznę. Naprawdę ludzkie paniska. Na wszelki wypadek gdyby dopadł Was dziennikarz Wyborczej zalecam odmowę zeznań i żądajcie adwokata. Są tacy którzy twierdzą, że zamykanie na 48 godzin z podpisem zaledwie zast. red. nacz. to nielegalka i jako takie nie jest obowiązującym aktem prawnym. Inni z kolei mówią, że na nakaz rewizji i konkwiskatę komputera z podpisem Pacewicza i Cuchnowskiego nic się nie poradzi. Ja tam nie wiem. Acha, jeszcze jedno, macie też prawo do jednego telefonu. Jakby co to się nie znamy. Ok ?
środa, 24 stycznia 2007
Dwa oblicza Michnika ?

Motto: " Panowie, dajcie poruchać do końca " Adam Michnik

 Taką nietypową prośbą zatrzymał przed drzwiami swojego mieszkania mających go aresztować eSBeków. To fragment wspomnień z czasów opozycji demokratycznej. Artykuł dotyczył prozy życia dzisiejszych autorytetów i bohaterów. Adam Michnik w tych wspomnieniach jawił się jako przemiły młodzian mający wprost niesamowite powodzenie u płci pięknej.

Dekadę później chyba o powodzenie już trochę trudniej skoro pojawiają się tego typu zarzuty jak w najnowszej Gazecie Polskiej. Dla niepoinformowanych. W dzisiejszej Gazecie Polskiej został wydrukowany materiał o molestowanej od dwóch lat właścicielce warszawskiego biura podróży. Anna R-K twierdzi, że od momentu gdy poprosiła Adama Michnika o 50% rabat na reklamę swojego biura w Wysokich Obcasach spotyka się z nocnymi smsami, mailami z propozycjami seksualnymi. Zdesperowana kobieta złożyła zawiadomienie w prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście i poprosiła o wyjaśnienie sprawy.

To zdarzenie przypomina znany bon mot; kto sieje wiatr, zbiera burzę. Michnik pławiąc się w oskarżeniach i tanim moralizatorstwie nagle znalazł się w roli podejrzanego. Wierzę, że to niezbyt przyjemna sytuacja. Trybun ludowy, drogowskaz moralności okazać się może niespełnionym Don Juanem. Nie ma sensu rozwodzić się nad mrocznymi zakamarkami duszy red. nacz. Gazety Wyborczej. Może tylko wspomnę o trójmiejskiej sensacji sprzed wielu lat. Pamiętacie Barbarę Piasecką Johnson i jej plany ratowania Stoczni Gdańskiej ? Ponoć to pijany Adam Michnik dobijający się do jej pokoju w hotelu Hevelius śmiertelnie wystraszył miliarderkę. Odtrącony i zalany w trupa noc spędził na ławce niedalekiego dworca kolejowego. Tę historię słyszałem z kilku ust a kilka lat temu od gdańskiego korespondenta Rzeczpospolitej. Finałem była rezygnacja z zakupu i zmarnowanie 7 milonów dolarów na niepotrzebne już ekspertyzy.

Czy Adam Michnik prowadzi podwójne życie ? Wiele wskazuje , że tak. Z jednej strony mamy Michnika, redaktora naczelnego najbardziej opiniotwórczej polskiej gazety, człowieka kreowanego na intelektualistę, moralizatora. Z drugiej strony pojawiające się zarzuty mogą zniszczyć ten szlachetny obraz. Cały sztab, używając słów Jacka Kurskiego, całe combo od ćwierćwiecza kreuje Adama Michnika na wybitną osobowość. I prawie by się udało gdyby nie on sam. Wypowiedzi red. nacz. GW w czasie przesłuchań Komisji ds Rywina a zwłaszcza taśmy Guzowatego pokazują człowieka miękkiego, wulgarnego, posługującego się prostackim językiem. Kontrast między budowaną legendą a knajacką rzeczywistością jest porażający.

Myślę, że to nie koniec informacji pokazujących Michnika z tej ciemnej, nieznanej dotychczas strony.

piątek, 12 stycznia 2007
Gazeta Pięcionaczelna
poniedziałek, 23 października 2006
O tym się nie dowiesz z WSI 24

"Gazeta Wyborcza" przegrała proces o sprostowania z KK SKOK.

Sąd Okręgowy w Warszawie wydał w ubiegłym tygodniu wyrok w procesie wytoczonym "Gazecie Wyborczej" przez Kasę Krajową SKOK i członków jej kierownictwa w sprawie o nakazanie publikacji sprostowań i odpowiedzi.

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie zobowiązuje "Gazetę Wyborczą" do publikacji sprostowań związanych z artykułami pisanymi na temat systemu SKOK - poinformował Andrzej Dunajski, Rzecznik prasowy Kasy Krajowej.

- "Gazeta Wyborcza" w swoich publikacjach w nieprawdziwy sposób pokazywała działalność Kasy Krajowej oraz Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, odmawiając zamieszczania na swoich łamach przesyłanych jej przez Kasę Krajową sprostowań - dodał Andrzej Dunajski.

czwartek, 19 października 2006
Nagrali Michnika czyli Nosił wilk razy kilka...

Bardzo ciekawy program, Ciekawszy niż taśmy były reakcje Pacewicza i Najsztuba. Okazuje się , że skandalem jest nagrywanie prywatnych rozmów. Można nagrywać Mojzesowicza bo to urzędnik państwowy, ale Michnika już nie bo to prywatna osoba. Ciekawe w takim razie, jaką funkcję publiczną pełnił Rywin gdy był nagrywany przez Michnika. Wygibasy intelektualne aby ochronić wizerunek Michnika i Wyborczej budzą co najwyżej uśmiech politowania. Proszę zwrócić uwagę na manewr Pacewicza, który juz w pierwszej minucie programu przeszedł do ataku stawiając autorom bzdurny zarzut, że nie poinformowali go że będzie na wizji. Gdyby nie Ziemkiewicz to przez resztę programu Najsztub pospołu z Pacewiczem zadziobywali by Nieświętych Młodzianków.

Co zaś do samych taśm. Gazeta Wyborcza to miejsce , gdzie w III RP wykuwały się opinie, kolportowane i powielane potem przez inne media. Jest niemożliwe a przynajmniej mało prawdopodobne aby taka Centrala wytyczająca kurs komentarzom w innych mediach nie była przedmiotem zainteresowania służb. Przecież agent, czy chociaż zaufany dziennikarz w Wyborczej stukrotnie bardziej rezonował niż wspólpracownik z takiej Trybuny czy Życia Warszawy. Jeżeli znajdą się świadkowie lub dokumenty potwierdzające istnienie agentury wpływu w Wyborczej, a taką jaskółką są dzisiaj publikowane taśmy, to mamy do czynienia z niewyobrażalnym i spektakularnym kryzysem całego koncernu Agory.

I jeszcze jedna refleksja. Czytałem kilka ciekawych analiz na temat rynku prasowego i problemów Dziennika związanych z budową nakładu i sprzedaży reklam. Opinie wieszczyły kryzys w Dzienniku spowodowany między innymi umocnieniem się Rzeczpospolitej po mianowaniu redaktora naczelnego o konserwatywnych poglądach. Otóż wyrażam pogląd ( i nadzieję), że celem, który postawił sobie zespół Życia ups przepraszam Dziennika jest budowanie pozycji rynkowej wprost kosztem Gazety Wyborczej.

środa, 20 września 2006
Uwolnić orkę i zwolnić Maleszkę
Rrreeedukcje
 
 
"W dniu 19 września 2006 r. zarząd Spółki poinformował Rejonowy Urząd
Pracy o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych w Agorze SA, które
obejmą do 250 osób w okresie od 20 września 2006 r. do 31 grudnia 2006 r"
 
Agora chcąc zaoszczędzić  36 mln zł zdecydowała się na zwolnienia grupowe. To jeden z efektów zaciętej walki konkurencyjnej z Dziennikiem.  Z pewnością atmosfera w zespole jest nieciekawa; nerwowość, plotki szalejące po korytarzach. Po opadku projektu Nowy Dzień tuszowano porażkę polityką wchłaniania  do projektów Agory  tracących  pracę dziennikarzy i "pesonelu wspomagania". Okazuje się jednak, że praw ekonomi się nie nagnie i to czego nie zrobiono po upadku Nowego Dnia, trzeba zrobić dzisiaj w o wiele większej skali i bez gwarancji, że oszczędności okażą się wystarczające. Ciekawe czy wśród zwalnianych osób znajdzie sie Lesław Maleszka. W czasie ostatnich zwolnień, gdy z zapowiadanych 250 skończyło się na prawie 500, Maleszka się ostał. Sądzę, że i  tym razem redakcja nie zdecyduje się na rozstanie. Ciekawe czy dla dziennikarzy odchodzących z redakcji będzie miało jakiekolwiek znaczenie, że  dziennikarze przychodzą i odchodzą a Maleszka trwa. 
     

wtorek, 15 sierpnia 2006
Gunter Grass i Piotr Farfał

Równe standardy. Odkreślamy kolejny autorytet moralny

"Piotr Farfał pisał do "Szczerbca" w 2000 r. Pięć lat wcześniej - co ujawniła "Gazeta" - redagował rasistowskie pisemko )"Front". Po naszej publikacji wyparł się autorstwa większości tekstów we "Froncie" i tłumaczył: - Dałem się zmanipulować, jako szesnastoletni chłopak nieroztropnie pozwoliłem wykorzystać moje nazwisko i adres." Wyborcza

"Czy noblista Günter Grass, jeden z najwybitniejszych niemieckich pisarzy, przyznając się dopiero teraz do swej służby w Waffen SS, stracił prawo do bycia moralnym autorytetem? Niemcy są podzieleni."
 
Wyborcza  Niemcy sądzą Güntera Grassa

Dzięki Wyborczej znamy juz dylematy Niemców. A co o całej sprawie sądzi przewodniczka dusz, Gazeta Wyborcza? Zabrakło  pary? Dziennikarze na urlopach? Zadrżało pióro? Jak to możliwe? Przecież Polacy powinni wiedzieć co myśleć o całej zawierusze. Jeszcze nie daj Boże pomyślą, że skoro Farfała  redakcja chciała skazać na śmierć cywilną za  grzechy młodości to tak samo trzeba napiętnować Grassa.  Skąd to opóźnienie w kreowniu Grassa na bohatera ujawniającego prawdę o samym sobie?

 Tak szczerze mówiąc  zachowanie Wyborczej jest  do bólu przewidywalne. Takie manipulacje juz nawet nie oburzają. To zjadanie własnego ogona jest po prostu żałosne. A kolejny autorytet moralny szlag trafił.

wtorek, 04 lipca 2006

Im gorzej tym lepiej

Dlaczego prezydent nie pojechał do Niemiec na szczyt weimarski? Według naszych informacji jedną z przyczyn niespodziewanego pogorszenia zdrowia prezydenta był artykuł, który przed szczytem w Weimarze zamieścił niemiecki dziennik "Tageszeitung    GW

Ciekawe, że z taśmą  na którą Michnik nagrał Rywina czekano prawie pół roku bo Agora nie chciała aby afera odbiła się  na pozycji międzynarodowej Polski. A tu kierując się tylko i wyłącznie chęcią dokopania nie swojemu prezydentowi, snując domysły i spekulacje: dokładnie na poziomie niemieckiego szmatławca, robi się szkodę  Polsce o wiele większą. Bez żadnych dowodów kierując się domysłami,  pokazuje się w jak najgorszym świetle prezydenta. Ciosem dla wizerunku Polski w świecie nie jest choroba  prezydenta i odwołanie wizyty, nie jest nawet artykuł w berlińskiej gazecie.  Prawdziwą katastrofą i dowodem , że gazeta nie myśli kategoriami państwa polskiego i wprost zwalcza wybrane w legalnych wyborach władze jest dzisiejszy artykuł w Wybiórczej. Gazecie gratulujemy oddziału w Berlinie.Ta współpraca może przynieść jeszcze wiele satysfakcjonujących obie strony artykułów.

sobota, 24 czerwca 2006

Adam Michnik

LUSTRACJA BŁOTEM SIĘ TOCZY


Ustawa lustracyjna miała uniemożliwić manipulację i "grę teczkami" - tak przynajmniej argumentowali jej zwolennicy. Stało się odwrotnie:
począwszy od oskarżeń pod adresem premiera Jerzego Buzka poprzez kolejne
osoby, np. Mariana Jurczyka, przywódcy strajku w Stoczni Szczecińskiej w
pamiętnym sierpniu 1980 r., aż po ostatnie oskarżenia - lustracja błotem się
toczy.

Zważmy bowiem: kto i w jakim celu właśnie teraz - a nie wcześniej czy
później - zdecydował się oskarżyć tych właśnie - a nie innych - ludzi?
Kto decyduje o selekcji kandydatów? Jakie kryteria? Kto i w jakim celu
udostępnił te informacje redakcji "Życia", bo przecież nie uwierzę,
że Tomasz Wołek wykradł tę wiedzę nocą z sejfu ministra Pałubickiego czy
sędziego Nizieńskiego.

Ktokolwiek był sprawcą tego "przecieku" - Urząd Ochrony Państwa czy też Urząd
Rzecznika Interesu Publicznego - mamy do czynienia z głębokim kryzysem
zaufania do tych instytucji. Jak wierzyć w rzetelność i profesjonalizm ludzi,
którzy nie są w stanie przestrzegać elementarnych reguł prawa?

Nie będę tu bronił oskarżonych, bowiem bronią ich własne życiorysy.
Marian Jurczyk nigdy nie był bohaterem moich politycznych marzeń.
Był to jednak dzielny człowiek, który w trudnym czasie rzucił wyzwanie
komunistycznej dyktaturze. Włodzimierz C. - mój wieloletni przeciwnik
polityczny, a dziś kolega - udowodnił przez ostatnie 10 lat, że należy do
najuczciwszych polskich polityków. Najbardziej zawzięci krytycy przyznawali,
że był najlepszym ministrem sprawiedliwości minionej dekady.
Maciej K., mój znajomy od lat trzydziestu, był głównym oskarżonym w jednym z
najgłośniejszych procesów politycznych schyłku epoki gomułkowskiej. Później
spędził kilka lat w więzieniu. Następnie był wybitnym publicystą tygodnika o
najwyższym standardzie moralnym w naszym kraju. Słowem - zajmował się
działalnością opozycyjną, gdy jego dzisiejsi oskarżyciele wierni służyli
komunistycznemu aparatowi sprawiedliwości.

W tym manipulowaniu nazwiskami ludzi jest coś wyjątkowo odrażającego. I jest
coś paskudnego w postępowaniu naszych kolegów z redakcji "Życia", którzy
postanowili opublikować te oskarżenia. Piszę o tym ze smutkiem. Szef "Życia"
Tomasz Wołek doskonale wie, że wedle tych samych kryteriów oskarżano już
ludzi tak mu bliskich jak Lech Wałęsa czy Wiesław Chrzanowski. Czy mało wam
tych świństw? Czy całą Polskę chcecie utopić w błocie pomówień?

........................................................
PYTANIE

Czym się różni  opisywana przez Michnika sytuacja od dzikiej lustracji Gazety wobec Zyty Gilowskiej?

 Donos w Sprawie Rzepa

niedziela, 18 czerwca 2006

Weekend z Maleszką cz 4

JAK "GAZETA WYBORCZA" ZJADŁA TĘ ŻABĘ

OSTATNIE ŻYCZENIE MALESZKI - NAJWAŻNIEJSZE SĄ WIĘZI SPOŁECZNE - PRZEPRASZAMY - IDZIEMY W ZAPARTE!

"W jednej sprawie starałem się programowo nie zabierać głosu. Nie byłem zwolennikiem lustracji i mówiłem o tym w wielu rozmowach - uważałem jednak, że nie mnie wyrokować na łamach gazet, czy lustracja jest potrzebna. Raz jeden pozwoliłem sobie na polemikę w sprawie dekomunizacji. Nadal uważam, że w demokratycznym państwie obywatela można pozbawić części praw publicznych jedynie prawomocnym wyrokiem sądu - i że twierdzenie to pozostaje prawdziwe niezależnie od biografii osoby, która je wygłasza. (...)
Mam tylko jedno życzenie. Chciałbym, by moje akta osobowe gromadzone przez SB były pierwszymi - i ostatnimi, które zostaną publicznie otwarte. Policja polityczna w komunistycznym państwie złamała kręgosłupy moralne wielu osób. Szantażem, strachem, prowokacją, biciem. Nie z każdym udało się to zrobić tak łatwo jak ze mną, ale skutki musiały być równie opłakane. Przez ostatnie 12 lat każdy z tych ludzi starał się zapomnieć o przeżytym dramacie. O tym, że czynił zło swoim najbliższym - sam żyjąc w poczuciu, iż padł ofiarą gwałtu. Dziś każda z tych osób czeka na sądny dzień - gdy otwarcie kartoteki rozbije krąg jej znajomych, czasem rodzinę, uczyni z niej banitę. Rozumiem, że aparat administracyjny państwa powinien wiedzieć, jaka jest przeszłość urzędnika na wysokim szczeblu, któremu powierza się informacje szczególnej wagi. Jakie jednak będą korzyści z tych paru pręgierzy hańby, w imię których jesteśmy gotowi dewastować różne więzi społeczne?
Wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę - także tych, którzy po przeczytaniu tego tekstu nigdy już nie wyciągną do mnie ręki - gorąco przepraszam. W tej chwili nie jestem w stanie zrobić więcej".
(Lesław Maleszka, "Byłem "Ketmanem". Wyjaśnienia Lesława Maleszki na temat jego współpracy z SB", "Gazeta Wyborcza", 13 listopada 2001)

*

"Ujawniony niedawno fakt wieloletniej współpracy naszego kolegi, redaktora i publicysty Leszka Maleszki z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa był ciosem dla całego zespołu i środowiska "Gazety Wyborczej". (...)
Przez 25 lat nikomu nigdy nie powiedział, co robił. I żył z tym przez 25 lat. Jest to świadectwo człowieka złamanego i zakłamanego, ze wszystkimi straszliwymi tego konsekwencjami. I, niestety, jest to świadectwo wymuszone - gdyby fakt współpracy z SB nie wyszedł na jaw, Leszek Maleszka prawdopodobnie sam by się nie przyznał. Pogrzebałby w sobie tę prawdę. (...)
Zawsze uważaliśmy i nadal uważamy, że w wolnej Polsce więcej złego niż dobrego przynosi sądzenie i skazywanie takich ludzi, publiczne roztrząsanie jako dowodów w ich sprawie raportów, zeznań, SB-ckich fałszerstw - świadectw ludzkiej słabości, strachu i upodlenia. O tym wszystkim pamiętamy i będziemy pamiętać; o tym trzeba wiedzieć, to także budzi moralne obrzydzenie.
Nikt ze środowiska "Gazety" nie znał prawdziwej przeszłości Leszka Maleszki. Znaliśmy kogo innego. Dzisiaj musimy się zmierzyć z faktem, że przez wiele lat cieszył się w zespole autorytetem znakomitego redaktora i autora, ogłaszał na naszych łamach teksty, do których publikowania - dzisiaj już to wiemy - nie miał tytułu moralnego. Leszek Maleszka stracił w naszych oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata zniknąć z łam "Gazety", bo to nazwisko wprowadzało nas i Czytelników w błąd.
Czy można się podnieść z moralnego upadku? Czy człowiek może wrócić z tak dalekiej podróży? Czy możemy i powinniśmy mu w tym pomóc?
Nie wiemy. Ale byłoby okrutną pychą z naszej strony wykluczyć pozytywne odpowiedzi na te pytania".
Redaktorzy naczelni: Adam Michnik, Helena Łuczywo, Juliusz Rawicz, Piotr Pacewicz, Piotr Stasiński
("Stanowisko redaktorów naczelnych "Gazety Wyborczej" w sprawie Lesława Maleszki", "Gazeta Wyborcza", 13 listopada 2001)


całość tutaj

Weekend z Maleszką cz 3

SOLIDARNOŚĆ UBEKÓW

Niestety, nie wszyscy potrafili powstrzymać się od pospiesznych komentarzy, dlatego jeszcze dwa cytaty:

"Krzysztof Kozłowski, powiedział "GK": - Brzydzi mnie ten sposób załatwienia sprawy. Nie wiem, czy Maleszka był czy nie był agentem. Ale zwalczanie współpracy agenturalnej przez donos, jest absurdem. Zastanówmy się, czy mówimy o plotkach, czy o faktach. Jest to sprawa grupy ludzi, którzy razem działali w SKS. Nie wszyscy oni podpisali list otwarty, opublikowany w "Rzeczpospolitej". Zawarta w nim wiadomość jest żadna. Nie podano skąd ona pochodzi, nie przedstawiono żadnych dowodów. Gdyby był jakiś wyrok sądu lustracyjnego i odwoływanie się do niego... ale tak nie jest. Nikt nigdy oficjalnie nie powiedział o współpracy Leszka Maleszki ze służbami bezpieczeństwa PRL".
("Gazeta Krakowska", 7 listopada 2001)

"W dniu, w którym wydrukowano Pański komentarz, ukazało się oświadczenie oskarżonego potwierdzające współpracę, więc co do faktów nie ma już chyba wątpliwości. Ale 19 osób, które podpisały list otwarty, w tym ja, ma prawo zapytać, dlaczego Krzysztof Kozłowski (redaktor "Tygodnika Powszechnego", którego przyjaźnią i poparciem cieszył się SKS w Krakowie) od razu założył naszą nieuczciwość i nierzetelność? (...)
Dziwi mnie też, że (...) redaktor katolickiego pisma ma też poważne kłopoty z rozróżnianiem podstawowych pojęć moralnych. Jakoś w Pańskiej wypowiedzi nie zauważyłem wyrazów obrzydzenia do systematycznego, trwającego przez wiele lat denuncjowania najbliższych przyjaciół. Znalazł je Pan dla poszkodowanych, którzy ten fakt ujawnili. To po prostu niepojęte. (...)
W wielu opozycyjnych środowiskach SB werbowało swoich agentów. Wiadomo Panu jednak, że w naszym przypadku jest pewna szczególna okoliczność. SKS był studenckim ruchem, który powstał po zamordowaniu Staszka Pyjasa przez SB. (...) Zresztą zaraz potem nastąpiła kolejna zbrodnia. Kiedy prokuratura - w odpowiedzi na naszą akcję - wszczęła lipne dochodzenie, SB zamordowała świadka, Staszka Pietraszkę, który widział, jak Pyjasa eskortowano z akademika i podał rysopis esbeka.
Tak więc wielu studentów, którzy zaangażowali się w ruch, przystąpiło do niego z pobudek moralnych, a nie z powodu czystego buntu politycznego. Zdrada w tym gronie nie jest tylko zdradą polityczną, a współpraca z tajną policją była współpracą z mordercami kolegów. W przypadku Leszka Maleszki - zabójcami najbliższego kolegi. Przyzna Pan, że to trochę zmienia standardową sytuację. (...)
Szanse na ukaranie zabójców Staszka Pyjasa i Staszka Pietraszki są bliskie zeru. Po 1989 roku "gruba kreska" i czyszczenie akt zrobiły swoje. (W ideologii i realizacji "grubej kreski" miał Pan i swój bezpośredni udział jako czołowy polityk, senator, a także pierwszy niekomunistyczny minister spraw wewnętrznych.) Wszelkie śledztwa utknęły wobec solidarności ubeków".
(Józef Ruszar, "List do Krzysztofa Kozłowskiego", "Rzeczpospolita", 9 listopada 2001)

Weekend z Maleszką cz 2

Lesław Maleszka o lustracji

"Podzielam obawy, że wiele wystąpień polityków prawicowych podminowuje autorytet prawa i kruszy instytucje demokratycznego państwa. Apele o rozliczenie PRL, z iście inkwizytorską pasją wzywające do dekomunizacji, lustracji, delegalizacji SdRP, zrealizować by można jedynie w warunkach stanu wyjątkowego i zawieszenia swobód obywatelskich".
(Lesław Maleszka, "Historia nie lubi kompromisów", "Gazeta Wyborcza", 11 września 1995)

"4 czerwca minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz przekazuje szefom klubów parlamentarnych listę posłów i senatorów zarejestrowanych w archiwach MSW jako tajni współpracownicy SB. Wybucha skandal. Klub "S" popiera inicjatywę ministra. (...) Wielu związkowców zatraciło rozsądek. Mówili o kryptokomunistycznych rządach agentów z SB".
(Lesław Maleszka, "Druga Solidarność w Trzeciej Rzeczypospolitej", "Gazeta Wyborcza", 31 sierpnia-1 września 1996)

"ZChN uczestniczył w dwóch gabinetach - Olszewskiego i Suchockiej. Oba leczyły ich z różnych złudzeń. "Zasługą" rządu Olszewskiego było pokazanie, co w praktyce oznacza lustracja: ZChN-owski minister umieścił na liście agentów komunistycznej bezpieki prezesa Zjednoczenia".
(Lesław Maleszka, "Pochwała oszustwa", "Gazeta Wyborcza", 18 września 1997)

"Przypominam te fakty tak obszernie, by uświadomić dwie rzeczy. Po pierwsze: że ustawa dekomunizacyjna nie rozwiązuje wszystkich problemów i rozwiązać nie może, niepodobna bowiem w państwie demokratycznym wyrzucić poza nawias prawa dziesiątek tysięcy ludzi".
(Lesław Maleszka, "Co można zdekomunizować?", "Gazeta Wyborcza", 14 lutego 1996)

"Lesław Maleszka: - Rozmaite sondaże wskazują, że hasła dekomunizacji i lustracji są dziś najbardziej popularne nie gdzie indziej, tylko w elektoracie UW.
Andrzej Celiński: - Bo ta kwestia najbardziej dziś dzieli Polaków. (...) Ja sam w 1990 r. uważałem, że Unia jest za bardzo chrześcijańska w podejściu do dekomunizacji i lustracji, w końcu jednak sądziłem, że nie ma innych, sensowniejszych rozwiązań niż te, które proponował rząd Mazowieckiego. Dziś myślę nieco inaczej. (...) Bezczelność SLD idzie zresztą tak daleko, że ludzie w rodzaju posłanki Sierakowskiej postulują lustrację księży i biskupów.
Lesław Maleszka: - Równocześnie żądają pełnego rozgrzeszenia, ba - wyrazów uznania dla funkcjonariuszy SB, którzy szantażem i groźbami werbowali księży".
("Sprawy merytoryczne, personalne i symboliczne". Lesław Maleszka rozmawia z Andrzejem Celińskim, "Gazeta Wyborcza", 18 kwietnia 1997)

"Wierzbickiego zawiedli wreszcie... Polacy. Oburza się, że Kwaśniewski jest prezydentem, a lewicowa koalicja przez cztery lata była u steru rządów. Pomija milczeniem fakt, że ktoś wybrał tych ludzi na najwyższe stanowiska w wolnej RP. (...)
Warto, by pamiętali o tym politycy, którym dziś - w dziewięć lat po upadku komunizmu - marzą się ustawy dekomunizacyjne. (...) Konsekwencje takich ustaw łatwo sobie wyobrazić: gwałtowne pomnożenie nienawiści i różnego rodzaju konfliktów społecznych (...)
Myśl o przebaczeniu jest Wierzbickiemu obca. (...) Ze wzgardą odrzuca więc Wierzbicki wielkoduszność wobec kogoś, kto przed laty zapisał się do PZPR, bo uznał, że oportunizm jest ceną, jaką warto zapłacić za robienie rzeczy pożytecznych".
(Lesław Maleszka, "W pułapce antykomunizmu", "Gazeta Wyborcza", 9 kwietnia 1998)

"Nie chciałbym dezawuować całej książki Kuli; ciekawe są zwłaszcza fragmenty dotyczące przebiegu walk ulicznych w Gdańsku. Jednakże spiskowa wersja wydarzeń grudniowych nakreślona przez autora wydaje się jedynie płodem jego fantazji. (...)
A jeśli powołuje się na taką wypowiedź: (...) "Nie ulega wątpliwości, że wielu organizatorów zajść w zakładach i na ulicach było agentami aparatu bezpieczeństwa, który sterował ich działalnością" - to powinien wiedzieć, że akurat pamiętniki Piotra Jaroszewicza są wyjątkowo niewiarygodne".
(Lesław Maleszka, "Czytajcie a znajdziecie. Grudzień '70", "Gazeta Wyborcza", 27-28 stycznia 2001)

"A gdybym był emerytowanym pułkownikiem SB, napisałbym: Drodzy towarzysze z AWS! Ze szczerego serca gratuluję Wam, że nadszedł czas opamiętania. (...) Mam nadzieję, że już wkrótce ofiarni pracownicy Urzędu Kontroli Prasy powrócą na stanowiska. Ale na tym nie można poprzestać. Musimy odbudować bohaterską Służbę Bezpieczeństwa".
(Lesław Maleszka, "Porno jest git", "Gazeta Wyborcza", 18 stycznia 2000)

"Owszem, istnieją poważne poszlaki, że pogrom kielecki został sprowokowany. Jeśli jednak byli prowokatorzy, byli też ludzie, którzy dali się sprowokować. (...) Niezależnie od intencji o. Salija jego wypowiedź spodoba się politykom, którzy dziś wkładają wiele wysiłku w rozgrzeszanie Polaków. (...)
Są na szczęście chrześcijanie, dla których racje etyczne są ważniejsze od polityki. Bp Jaworski i członkowie Komitetu Kościelnego przypominają, że rozgrzeszenie musi poprzedzić pokuta".
(Lesław Maleszka, "Pokuta czy polityka", "Gazeta Wyborcza", 5 lipca 1996)

"Miałem też okazję przeczytać felieton Stanisława Michalkiewicza w ostatnim numerze "konserwatywno-liberalnej" gazety "Najwyższy Czas!". (...) Nie jest to, powiedzmy sobie szczerze, jakiś przypadkowy wybryk pana Michalkiewicza, publikującego także na łamach antysemickiej "Naszej Polski". (...) Władze Unii Wolności Michalkiewicz zwykł był nazywać "Sanhedrynem". Felietoniście wszystko się jakoś tak kojarzy... (...)
Przypisanie polskiemu inteligentowi antysemityzmu stanowi dzisiaj faktycznie wyrok śmierci - frasuje się Ryszard Legutko w piątkowym "Życiu". Dobry Boże, gdyby w tym była choć krzyna prawdy... (...) Jak na osobę zmarłą śmiercią cywilną, nasz nieboszczyk ma się całkiem nieźle".
(Lesław Maleszka, "Nieboszczycy mają się nieźle", "Gazeta Wyborcza", 26 czerwca 2000)

"Była w tej formacji niekłamana wielkość. Po 1945 r. ludzie z AK nie dali się uwieść obietnicom nowego ładu, nie wstępowali do PZPR, starali się - na ile to było możliwe - nie angażować w proces stalinizacji Polski. Ale była też słabość. "Obrona substancji narodowej" sprowadzała się do rocznicowych mszy za ojczyznę i składania wiązanek pod pomnikami czynu narodowego. Odmowa zaangażowania w sprawy publiczne - wyrastająca z pragnienia, by nie ubrudzić się w kontaktach z "czerwonymi" - prowadziła do coraz większej izolacji od dokonujących się w Polsce przemian, do zamknięcia w "okopach św. Trójcy".
(Lesław Maleszka, "Tu nie chodzi o Jedwabne", "Gazeta Wyborcza", 25 maja 2001)

"Lesław Maleszka: - W czasach powszechnej ucieczki w prywatność, przekonania, że władza wszystko może, my uczyliśmy zachowań obywatelskich i głośnego mówienia o polityce. Pokazaliśmy, że można walczyć o ważne dla ludzi sprawy podpisując się pod żądaniami, petycjami".
(Jerzy Sadecki, "Czarny marsz. Siódmego maja 1977 roku zabito Stanisława Pyjasa", "Rzeczpospolita", 7 maja 1997)

"Lesław Maleszka mówił, że nie pamięta, by Pyjas opowiadał o inwigilacji SB. - Sam również niczego bym nie zauważył - stwierdził. (...) Stwierdził, że prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa starali się wydobywać informacje świadczące o alkoholizmie i samobójczych skłonnościach zmarłego. - Nie stroniliśmy od alkoholu. Staszek był wesołym człowiekiem, optymistycznie nastawionym do życia - opowiadał".
(Maciej Kuciel, "Zeznawali opozycjoniści", "Rzeczpospolita", 14 października 2000)

"Jesteśmy rzecznikami Studenckiego Komitetu Solidarności, ośrodka opozycji, który funkcjonował w latach 1977-1980. Działalność w tym komitecie uznajemy za tytuł do dumy. Tym większy wstrząs wywołała w nas wiadomość, że jeden z nas, nasz przyjaciel i działacz SKS Lesław Maleszka przez cały ten czas współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa".
(List otwarty [kilkanaście podpisów], "Rzeczpospolita", 6 listopada 2001)

"Latem tego roku "Tygodnik Powszechny" opublikował fragmenty pracy magisterskiej o rozpracowaniu przez SB środowiska SKS w Krakowie, pisanej na uczelni peerelowskiego MSW przez oficera SB. W tekście jako źródło informacji wymieniano tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ketman". Postać o tym kryptonimie pojawia się też m.in. w materiałach, związanych z inwigilacją przez SB tragicznie zmarłego - prawdopodobnie pobitego na śmierć przez ludzi SB - krakowskiego opozycjonisty Stanisława Pyjasa. Na podstawie zawartych w pracy magisterskiej szczegółów dawni działacze SKS skojarzyli tę postać z Maleszką. "Zapytałem go wprost; przyznał mi się, że "Ketman" to on" - mówił PAP Bronisław Wildstein, jeden z sygnatariuszy listu".
(PAP, 7 listopada 2001)

"Podejrzenia skonkretyzowały się w połowie tego roku, kiedy dotarliśmy do pracy magisterskiej funkcjonariusza SB o działaniach operacyjnych wobec SKS - mówi Józef Ruszar, jeden z członków SKS. W pracy pojawił się agent o kryptonimie "Ketman". To on miał m.in. uczestniczyć w zakładaniu podsłuchu w domu Ruszara. (...) Drogą analizy doszliśmy do wniosku, że "Ketmanem" jest Maleszka - dodaje Ruszar. (...) Według Józefa Ruszara, o roli Maleszki uczestnicy SKS poinformowani zostali 22 września. (...) Na zebraniu pojawiły się jednak propozycje, aby dać Maleszce szansę. Padły propozycje, aby wszystko publicznie wyjaśnił. Maleszka niestety nie zareagował. O wszystkim poinformowano też Adama Michnika".
(mk, "Zapytałem go wprost", "Gazeta Krakowska", 7 listopada 2001)

"We wtorkowej "Rzeczpospolitej" ukazał się list otwarty 19 moich koleżanek i kolegów z krakowskiego i wrocławskiego Studenckiego Komitetu Solidarności, w którym stwierdzono, że w latach 1977-80 jako działacz SKS byłem współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.
Informacja ta jest zgodna z prawdą. Za swoje winy i za zło, jakie wyrządziłem moim przyjaciołom, ponoszę oczywistą odpowiedzialność. Także i za to, że po 1989 r. nie umiałem nikomu opowiedzieć o tym ponurym okresie mego życia - nawet tak bliskim mi ludziom z "Gazety Wyborczej".
Nie potrafię, niestety, cofnąć czasu, ale mogę spróbować go odtworzyć. Wkrótce przedstawię obszerne wyjaśnienie w tej sprawie. Dziś mogę tylko prosić wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę, o wybaczenie".
(Lesław Maleszka, "Oświadczenie Lesława Maleszki", "Gazeta Wyborcza", 7 listopada 2001)

Z twórczości i biografii Lesława Maleszki wybrał i pozostawił bez komentarza Lech Stępniewski.

całość tutaj


 
1 , 2 , 3 , 4
teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS