Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
środa, 25 kwietnia 2007
Geremkowi puściły nerwy?

"W 1995 r. w paryskiej "Kulturze" (nr 9/516) Tomasz Mianowicz opublikował niezwykły, ze względu na treść, dokument tajny i pilny telegram Horsta Neubauera (ambasadora NRD w PRL) z 2 grudnia 1981 r. do ścisłego kierownictwa wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Czytamy w nim m.in. wypowiedź Stanisława Cioska: Część wpływowych doradców "Solidarności" zrozumiała obecne położenie i zmianę sytuacji. Boją się bardziej niż sądzimy i zaczynają ratować własną skórę. Odbyłem właśnie osobliwą rozmowę z szefem sztabu ekspertów "Solidarności" [Bronisławem] Geremkiem (bliskie związki z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Krayskim i innymi). Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie i realnym socjalizmem [jest] niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieunikniona. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Organy władzy państwowej muszą zlikwidować aparat "Solidarności". Po konfrontacji siłowej "Solidarność" mogłaby powstać na nowo, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego charakteru i bez ambicji sięgania po władzę. Być może - kontynuował Geremek - zostaną zachowane siły umiarkowane, takie jak Wałęsa. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w oparciu o odmienną sytuację polityczną kontynuować określone procesy demokratyzacji.
Dalej jeszcze Ciosek zwierzał się Neubaueromi: doradcy zdali sobie ostatecznie sprawę z beznadziejności swych projektów. Ponadto stracili kontrolę nad aparatem "Solidarności". Aparat "Solidarności" składa się w 90 procentach z antykomunistycznych fanatyków i awanturników." Źródło

Geremek nie złożył oświadczenia lustracyjnego i starcił mandat eurodeputowanego. Media gotowe są raczej traktować tę sytuację jako kolejny, wrogi akt wobec kaczystowskiej Polski. Geremek miałby celowo nie złożyć oświadczenia po to aby móc w świetle kamer i fleszów jeszcze bardziej wydajnie i krwawo atakować rząd. Może i tak. A może prawda jest taka, że Geremek nie odważył się świadomie złożyć fałszywego oświadczenia? Wiem, wiem. Geremek już pewnie kilkukrotnie składał oświadczenia lustracyjne. Ale może jest coś o czym nie wiemy? Wszystkim przecierającym oczy ze zdumienia i oburzającym się ujadaniem na wujka Bronka przypominam o karierze dyplomatycznej Geremka w latach 60 tych i funkcji dyrektora Centrum Kultury Polskiej w Paryżu.

Czasami jest tak, że agenturalna przeszłość politykowi przeszkadza a czasami nie. Przypominam Belkę, który w prywatnych rozmowach odmawiał objęcia rządowych stanowisk z powodu "kwitów" by kilka miesięcy potem objąć fotel ministra finansów a potem nawet premiera. Zresztą cóż tam Belka. Przecież każdy z byłych prezydentów ( za wyjątkiem obecnego) był agentem. Jak się czujesz Czytelniku gdy pierwszym prezydentem III RP był TW Wolski , kolejnym TW Bolek a a trzeci z kolei to łatwy do odszyfrowania TW Alek ? I jakoś tak się złożyło, że żaden z nich nie miał problemów z lustracją.

Idąc tym śladem dopuszczam myśl, że z Geremkiem może być podobnie. To co dawniej było nieznane, nieważne, nieistotnie, nie do udowodnienia ( wybierz właściwe) nagle okazać się może rzeczywistą przeszkodą w sprawowaniu mandatu i w konsekwencji spowodować upadek kolejnego autorytetu. Nikt z nas nie wie jakie zardzewiałe zamki w skrzyni z tajemnicami się właśnie otwierają.

Jako osoba, która kwestionuje uczciwość Okrągłego Stołu nie mogę nie brać tej ewentualności pod uwagę. Tym bardziej, że to Geremek obok Michnika był głównym konstruktorem porozumień 1989 roku.

I oczywiście można sobie do woli gaworzyć na blogach, snując mniej lub bardziej obrazoburcze i odjechane wątki. Ale pytanie jest inne.

Czy media zainteresują się Geremkiem? Czy w mediach elektronicznych, wysokonakładowej prasie ktoś podniesie rękę na profesora przełamując strach, że ktoś mu tę rękę może odrąbać?

piątek, 20 kwietnia 2007
Co ze zbiorem zastrzeżonym IPN?

"Profesor przyznał, że przed wyjazdem na stypendium w Niemczech był wzywany przez milicję, a po powrocie złożył sprawozdanie z dwuletniego pobytu i je podpisał. Miodek oświadczył, że jest niewinny, ma czyste sumienie i nie musi się niczego bać. " źródło

W TVN24 podano informację, że  dokumenty na które powołuje się  wrocławski dziennikarz  Grzegorz Braun, wypłynęły  tzw. zbioru zastrzeżonego IPN.  Zbiór zastrzeżony to ok. 300 metrów bieżących teczek.  W toku prac nad ustawą lustracyjną zakładano zniesienie klauzuli tajności zbioru.   Z dzisiejszej wypowiedzi Kieresa  wnioskuję ze zdumieniem, że tajemnica obowiązuje nadal. Nie ochłonąwszy ze zdumienia nad  życiem pośmiertnym zbioru wpadam w kolejne osłupienie.   Jak to możliwe, że teczka profesora Miodka znalazła się w zbiorze zastrzeżonym IPN? Nie znam kryteriów  tworzenia zbiorów zastrzeżonych ale niemożliwe wydaje się umieszczanie w nich teczek osób, które składały  jedynie sprawozdanie ze swojego wyjazdu zagranicznego.

Warto pamiętać, że to głównie zbiór zastrzeżony kryje największe tajemnice o elitach III RP.

wtorek, 17 kwietnia 2007
Uniwersytet Gdańsk. Elity czy wykształciuchy

I

"Włodarskiego solidarnie poparli studenci

- Mamy 22 głosy i przyszliśmy w komplecie, by bronić dziekana - mówi Tomasz Neumann, przewodniczący Rady Samorządu Studentów Wydziału Filologiczno-Historycznego UG. - Być może w młodości profesora Włodarskiego działy się niedobre rzeczy, ale na pewno nie powinno to decydować o całym jego życiowym dorobku." źródło

Studenci wydziału Filologiczno Historycznego UG jednomyślnie głosowali za pozostaniem profesora Włodarskiego na stanowisku dziekana wydziału. Przykład Uniwersytetu Gdańskiego jest szczególnie wymowny. Zarzut współpracy z SB nie spotkał matematyka, fizyka czy ornitologa. Dotknął historyka. Tu już nie można mówić, że nieważne co naukowiec robił w przeszłości, że liczy się jedynie dorobek i skuteczność przekazywania wiedzy. Osobiście uważam, że i uczciwość i przyzwoitość jako wartości uniwersalne powinny być wymagane nawet od znawcy mechaniki kwantowej.

Szczególnie szokujący jest fakt, że ahistoryczne podejście demonstrują przyszli historycy. Po co studiować przeszłość jeżeli zamiast próby dotarcia do prawdy, w ocenie historii wystarcza akt spontanicznego poparcia? Obecni zapewnie wśród owych 22 studentów młodzi historycy tak naprawdę nie interesują się historią. Po co w takim razie studiują? Szkoda czasu, energii i pieniędzy. Przecież każdy problem, który przyjdzie im rozstrzygać w przyszłej pracy zawodowej zależeć będzie od ich osobistej sympatii a może i koniunktury. W ten sposób szkoła wyższa nie kształci elit a jedynie produkuje wykształciuchów kierujących się myśleniem stadnym. Ludzi, którym papier jest potrzebny do kariery lub do zaspokojenia ambicji własnych i rodziców. Ale taka postawa nie wzięła się znikąd. Czego można wymagać od studentów jeżeli historię na Uniwersytecie Gdańskim uprawiają ludzie odwróceni od prawdy.

Cały katalog argumentów na temat lustracji takich jak potrzeba poznania prawdy, napiętnowania osób robiących kariery kosztem kolegów wzbogaca się o argument chyba najcięższej wagi. Tym argumentem jest prawda historyczna. Czy historycy agenci są w stanie napisać rzetelną historię ? Przecież nawet pisząc pracę naukową na temat starożytnych Chin (właśnie w chińszczyźnie specjalizuje się profesor Włodarski) jest ważne jakimi standardami moralnymi kieruje się naukowiec. Historyk, zakamuflowany agent nawet pisząc o Chinach czy Gabonie może, lecząc swoje ego, inaczej rozłożyć akcenty, ocenić wydarzenia historyczne, postawy ludzi tworzących historię. A co jeżeli kompleks agenta, jego starch przed dekonspiracją i próbę zrelatywizowania wyborów sprzed lat przeniesiemy na grunt najnowszej historii Polski? Jeżeli opracowania historyczne będą/są motywowane chęcią nadania cech heroizmu swojej podłości ? Jaką my , czytelnicy mamy możliwość dotarcia do prawdy jeżeli tę prawdę ukuglują nam autorzy agenci? ? Może to jest jedna z przyczyn, dla której mitologizowany jest Okrągły Stół i środowiska go tworzące?

Zadaję sobie pytanie czy na wydziale kierowanym przez profesora Włodarskiego możliwe są wolne studia na temat naszej historii najnowszej. Załóżmy, że młody, nie znający realiów pracownik naukowy nosi się z zamiarem opracowania historii UG w czasie stanu wojennego. Opracowanie takiego tematu wymusza wizytę w IPNie. Pytanie. Jak na takie próby odkopywania grobów zareagowałoby środowisko? A zwłaszcza znani powszechnie rektor i dziekan ? Obawiam się, że niezbyt entuzjastycznie.

II

"W największej auli Uniwersytetu Gdańskiego we wtorek 17 kwietnia odbyła się konferencja popularnonaukowa pod hasłem "Miłe życia drobiazgi". Naukowcy gdańskiej uczelni zajmowali się mikrologią - badaniem najmniejszych drobiazgów codziennego życia. Prof. Małgorzata Czermińska mówiła o samochodowych lusterkach, dr Piotr Millati o napisach na ławkach w akademickiej auli, dr Wojciech Owczarski o małych fiatach, a prof. Jan Ciechowicz o kulturowym wymiarze meczu piłkarskiego." źródło

W największej auli Ugie trójmiejscy naukowcy dyskutują o napisach na ławkach w akademickiej auli, lusterkach samochodowych i małych fiatach. Chcąc też się przyczynić do rozwoju kultury wysokiej i dotrzymać kroku autorytetom mam też kilka swoich autorskich propozycji. Badania na temat napisów na ławkach poszerzyłbym o napisy w toaletach, z podziałem na męskie i damskie. Wykład o małych fiatach ująłbym w szerszym kontekście wartburgów i trabantów. Chętnie też wypowiedziałbym się publicznie na temat lusterek samochodowych bo złodzieje ukradli mi ich w sumie z 10.

Może bez związku, bo przecież elity o duperelach nie dyskutują ale wystawa IPNu pt." Serca dla Partii bijące. Ludzie gdańskiej bezpieki1945 - 1990 " została zorganizowana na ostatnim piętrze domu handlowego Manhattan w niewykończonej sali.

III

Wielce szanownemu gronu pedagogicznemu, rozlicznym profesorom, docentom i dzielnym studentom znakomitego Uniwersytetu Gdańskiego polecam źródłowy tekst Ludwika Dorna o wykształciuchach.

Przejrzyjcie się w nim.

sobota, 14 kwietnia 2007
Na złość Kaczorom media III RP gotowe bronić dzieci nienarodzonych

 

Marek Jurek opuszcza PiS ponieważ nie uzyskał wystarczającego poparcia Kaczyńskich w zmianie konstytucji. Wszystkie media III RP popierając kompromis aborcyjny przedstawiały Giertycha i Jurka jako zapiekłych konserwatystów z których jeden, ten wyższy myśli tylko o słupkach sondażowych a drugi to klasyczny kruchtowy oszołom. Wystarczyło jednak, że Jurek opuścił szeregi PiSu a sytuacja zmieniła się diametralnie. Szukające każdej okazji do dowalenia Kaczorom media wywindują Jurka jako strażnika wartości moralnych i lidera prawdziwej prawicy. Prawicy tak cywilizowanej, że nawet sam Donald Tusk deklaruje współpracę, szacunek , gotowość podania ręki itd. itp. Przez kilka najbliższych dni będziemy mieli festiwal Marka Jurka w mediach III RP.

Podejrzewam , że i Kolenda Zaleska i Monika Olejnik, ba, nawet Lis wraz z Żakowskim usłyszą w sobie ten głos moralny, który przewartościuje ich pogląd na życie nienarodzone. Wielu publicystów zwracało już uwagę, że droga do sympatii mediów wiedzie ciernistą drogą upokorzeń zgotowanych przez faszystowski rząd Kaczyńskich. Gościu może być beznadziejnym fachowcem, wręcz znienawidzonym przez media. Wystarczy jednak, że popadnie w konflikt z Kaczyńskimi a natychmiast jest kreowany na męczennika. Tak było na przykład z Marcinkiewiczem (to taki nauczyciel z Gorzowa) czy z Giertychem. A teraz zaczyna się polka z Markiem Jurkiem. Od teraz zacznie się budowanie pozycji Jurka, w nadziei że może on stanie się tym, który rozbije PiS lub koalicję. Nie udało się z Lepperem, Giertychem, Marcinkiewiczem, Dornem więc może uda się z Jurkiem, Cóż szkodzi spróbować. Od dzisiaj (sobota 14 kwietnia) zaczyna się przemiana prawicowego oszołoma w szlachetnego człowieka z zasadami, ideowca, lidera, przywódcę.

I tylko ciekawe jak zachowa się sam bohater.

piątek, 13 kwietnia 2007
Agenci w gronostajach czyli degrengolada

"- Proszę pani... To dla mnie szalenie trudne, właśnie dlatego, że był moim przyjacielem. Wykorzystał mnie, rozumie pani? Nigdy niczego nie podpisałem, nie brałem żadnych pieniędzy. Powiem więcej, miałem częste kontakty z podziemiem, dlatego w latach '80 nie mogłem znaleźć pracy w szkolnictwie...." całość

"Profesor Józef Włodarski, któremu tygodnik "Wprost" zarzucił współpracę z SB, przyznał, że w 1974 roku podpisał zobowiązanie do współpracy. Działał jednak pod presją. Takie wyjaśnienia złożył dziś przed Radą Wydziału Filologiczno-Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego." całość

 

Okazuje się, że profesor Włodarski kłamał. Organizował wspólnie z rektorem UG front oporu przed lustracją środowisk akademickich by ukryć swoją przeszłość. Wydawałałoby się, że przyłapanie naukowca, nauczyciela młodzieży na kłamstwie dyskwalifikuje ... Niestety. W dzisiejszym głosowaniu, Rada Wydziału Filologiczno Historycznego udzieliła dziekanowi wotum zaufania (lista członków Rady Wydziału) . Na 100 członków Rady tylko jedna osoba była przeciw. To głosowanie bardziej niż cokolwiek innego pokazuje jak bardzo potrzebna jest lustracja tego środowiska. Ten moment warto zapamiętać; utytułowani i nobliwi historycy, poloniści, lingwiści wszyscy oni uznali że przeszłośc jest nieważna, że może ich reprezentować człowiek, który współpracował z SB i kłamał opowiadając swoją historię. Co więcej, człowiek który został przez media ( w tym blogi) przyłapany na próbie zmanipulowania swojego środowiska.

Cóż. Zwyciężyła środowiskowa solidarność. Ta sama , która każe kolegom kryć lekarza łapówkarza i nieuka, sędziego pijaka, adwokata współpracującego z mafią. Wbrew pozorom to te same zachowania. Nie dajmy się zwieść napuszonym słowom i nadętym pozom. Pod gronostajami kryją się karierowicze, agenci i tchórze.

czwartek, 12 kwietnia 2007
Najciekawsze blogi według Wprost

 

wtorek, 03 kwietnia 2007
Wymowne milczenie gdańskich elit...

Oświadczenie pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego

"W związku z aktywnością przeciwników składania oświadczeń lustracyjnych, starających się sprawić wrażenie, iż wszyscy pracownicy naukowi podzielają ich stanowisko, informujemy publicznie, że złożyliśmy takie oświadczenia, nie czując żadnej niedogodności z tym związanej. A uczyniliśmy tak nie tylko z tego powodu, że nie mamy się czego wstydzić, ale przede wszystkim dlatego, iż uważamy, że tak pracodawca, jak młodsi koledzy i studenci mają prawo wiedzieć, jak postępowaliśmy niegdyś jako osoby prywatne oraz jako nauczyciele akademiccy związani etyką zawodową i obywatelską. Pośród protestujących są tacy, którzy akt odmowy uzasadniają ideowo. Nie przeszkadza im konieczność informowania władz o różnych aspektach życia prywatnego i publicznego, lecz polecenie złożenia oświadczenia na temat tego, czy współpracowali z organami represji Polski komunistycznej wywołuje wewnętrzny opór. Pozostali protestujący to ci, którzy kiedyś okazali słabość, starając się wszelako nie szkodzić innym, jak również tacy, którzy działając ze zgoła nieszlachetnych powodów wyrządzili swoim kolegom krzywdę. Nasze stanowisko w kwestii oświadczeń jest inne. Uważamy, że funkcja wykładowcy wyższej uczelni, a zwłaszcza tak zasłużonej dla kultury polskiej jak Uniwersytet Jagielloński zobowiązuje do szczególnej odpowiedzialności za to, co czynimy teraz, a także za to, co czyniliśmy w przeszłości. Konsekwencją tej odpowiedzialności świadome poddanie się procedurze lustracyjnej."

Kraków, 30 marca 2007

Uchwały senatów Uniwersytetu Warszawskiego i Jagiellońskiego potępiające lustrację pracowników wyższych uczelni spotkały sie z oporem środowisk naukowych. 41 pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego napisało list, w którym popierają ideę lustracji i dystansują się od stanowiska Senatu UW jako wikłającego środowisko w bieżące spory polityczne. Podobnie sytuacja ma się w Krakowie, gdzie 48 pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego złożyło podpis pod listem popierającym lustracje środowisk akademickich. Od tego czasu ilość naukowców opowiadających się po stronie idei lustracji społeczności akademickiej rośnie. List Warszawski podpisują kolejni naukowcy z Warszawy, Krakowa, Lublina, Poznania, Wrocławia, Łodzi, Przemyśla...

Oba listy do dzisiaj podpisało prawie 250 pracowników akademickich z całego kraju. Daremnie jednak szukać na nich nazwisk naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego. Na chwilę obecną jedyną osobą z Trójmiasta, która podpisała list popierający lustrację jest dr inż. Ryszard Sobczak, matematyk z Politechniki Gdańskiej.

Pracownicy naukowi, którzy chcieliby podpisać się pod Listem Warszawskim mogą to zrobić wysyłając e-mail na adres lustracja@rp.pl

poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Dwie wersje rektora Ceynowy czyli Wielgus Bis

Wersja I

"„Jako pełnomocnik rektora UG d.s. amerykańskiego stypendium Fulbrighta w drugiej połowie lat 70. byłem wzywany przez SB. Opiekowałem się zagranicznymi wykładowcami, sam kilka razy wyjechałem do USA. Namawiano mnie do donoszenia na uczelnianych kolegów i gości UG. Funkcjonariusze SB szybko zrozumieli, że żaden ze mnie pożytek, bo o przesłuchaniach natychmiast opowiadałem – powiedział Ceynowa „Gazecie Wyborczej”.

Wersja II

"Fragment stenogramu z rozmowy prof. Andrzeja Ceynowy z dziennikarką ?Wprost"

- Czy pamięta pan swój pierwszy kontakt z SB?
- Nie, nie pamiętam.
- Znalazłam pana podanie, kiedy starał się pan jako student o wyjazd za granicę. Czy wtedy rozmawiał pan z przedstawicielem Służby Bezpieczeństwa?
- Nie.
- A gdy wyjeżdżał pan na stypendium Fulbrighta?
- Też nie.
- A kiedy doszło do kontaktu?
- Nie jestem świadomy, żebym miał jakiekolwiek kontakty z oficerami Służby Bezpieczeństwa."

Posłuchaj nagrania rozmowy

źródło  

Uniwersytet Gdański. Agenci w gronostajach 2

Nie trzeba było długo czekać. 20 marca napisałem o antylustracyjnych pomysłach rektora Ceynowy, a już dzisiejszy Wprost informuje, że główni inicjatorzy obrony gdańskiego środowiska uniwersyteckiego przed lustracją okazali się Tajnymi Współpracownikami SB. Potwierdza się zasada, że ci najgłośniej gardłujący przeciwko otwarciu archiwów i pokazaniu prawdy mają najwięcej do ukrycia. Z artykułu Doroty Kani dowiadujemy się, że profesor Włodarski, pseudonim Zydran i Jan, donosił SB od 1974 roku. Współpraca zakończyła się dopiero wraz z upadkiem PRL. Podobnie rzecz się ma z rektorem Ceynową, który jako TW Lek donosił na zagranicznych dyplomatów i dziennikarzy odwiedzających Gdańsk i Wałęsę.

Jakim sposobem agenci mogli dojść do tak wielkiego znaczenia w gdańskim środowisku uniwersyteckim ? Jeżeli rektor UG i dziekan Wydziału Filologiczno Historycznego okazali się w świetle dokumentów IPNu agentami to lustracja tego środowiska staje się sprawą ze wszechmiar palącą. Były agent stojący na czele uczelni to kompromitacja całego środowiska. Ważnym też dla uprządkowania historii jest zbadanie jakie okoliczności sprawiły, że możliwe okazało się uwicie przez postubecką agenturę na Uniwersytecie Gdańskim ciepłego i przytulnego gniazdka. Powinny być zlustrowane osoby obecnie funkcjonujące w środowisku ale także i te, które w ciągu ostaniego ćwierćwiecza wpływały na klimat intelektualny tej uczelni i kariery naukowe. Słowem, powstaje pytanie: ilu rektorów i dziekanów UG, było agentami donoszącymi na swoje środowisko ?

Obawiam się, że odpowiedź na to pytanie może być wstrząsem dla nas wszystkich.

środa, 28 marca 2007
Scenka

Późny wieczór. Właściwie noc. Premier Dorn, strudzony dniem, ogląda TVN 24 i mruczy:

- zalejemy Was oceanem miłości,

-zalejemy Was oceanem miłości,

-zalejemy Was oceanem miłości, sk...ny

sobota, 24 marca 2007
Kradzież stulecia i taśmy Guzowatego

W każdym dobrym kryminale w rozwiązaniu zagadki zwykle pomaga dedukcja. Jeżeli zamordowano lorda to pierwsze hipotezy lokują w kręgu podejrzanych tych , którzy z zabójstwa mogą osiągnąć korzyść. Zgodnie z zasadą,"czyja korzyść tego wina". Kto odniósł największą korzyść z ujawnienia taśm Oleksego? Kaczyński? Wolne żarty. Jeżeli prawdą jest, że taśmy nie wyciekły z prokuratury to oczywistym jest że PiS nie miał nawet technicznych możliwości upublicznienia tych taśm. Poza tym jakiż Kaczyńscy mieliby interes w obronie pozycji najbardziej zawziętej partii opozycyjnej jaką jest dzisiaj PO?

Bo chyba nie jest żadną nowością stwierdzenie, że nowa inicjatywa Kwaśniewskiego stanowi poważne zagrożenie dla PO ? Z trzech tenorów ostał się ino jeden bo Płażyński w PiSie a Olechowski własnie zaprzyjaźnia się z byłym prezydentem. Jeżeli powstanie centrolewicowa partia Kwaśniewskiego i Olechowskiego to dla PO mogą nadejść czarne dni. Nic nie jest dane na zawsze. Ani popularność, ani sondaże. A Tusk od półtora roku miota się, nie umiejąc stworzyć antypisowskiej alternatywy. Potwierdzi się zasada, że partia centrowa nie jest w stanie zdominować sceny politycznej, może co najwyżej być języczkiem u wagi czyli współkoalicjantem.

Twierdzę, że dzisiejsze problemy Tuska są tak naprawdę pochodną kampanii prezydenckiej. Dzisiejsza, a właściwie wczorajsza rola Tuska i jego partii brała się ze świetnego wyniku osiągniętego przez Tuska w kampanii prezydenckiej. Warto jednak pamiętać o okolicznościach tamtego zwycięstwa.

Zgodnie z analizami i badaniami socjologicznymi, ostateczna batalia o prezydenture miała się rozegrać między obozem prawicowo postsolidarnościowym a lewicowym. Pierwsza tura wyłoniłaby zwycięzcę obozu postsolidarnościowego i lewicowego. Moje przeświadczenie, że Kaczyński wygrałby z Tuskiem a Cimoszewicz z Borowskim jest bliskie pewności. Taka druga tura zakładałaby realną walkę biegunowych elektoratów. Zakładałaby gdyby nie pułkownik Molimbden ups Konstanty Miodowicz. Jakoś media nie przejęły się zbytnio okolicznościami wycofania się Cimoszewicza z kampanii prezydenckiej. Afera z Jarucką spowodawała nie tylko rezygnację kandydata SLD ale miała też i inny równie ważny skutek; zniechęciła wiodące media do lokowania sympatii na lewicy. Pamiętacie to błyskawiczne i całkiem jednoznaczne przeorientowanie mediów i opowiedzenie się po stronie Tuska? To w nim, wobec porażki lewicy, media upatrywały szansy na zatrzymanie PiSu. I to mediom zawdzięcza Tusk przepływ elektoratu i trwające po dziś dzień prosperity sondażowe. W efekcie powstała kuriozalna sutuacja, w której Tusk - liberał, stał sie reprezentantem elektoratu lewicowego. Taki stan nie może jednak trwać wiecznie .

Bo Tusk i Platforma, mimo ich wad i ograniczeń, nie są reprezentantem interesów postkomuny i tradycyjnej małomiasteczkowej i wielkomiejskiej lewicy. Ostatnie półtora roku, które mogło być szansą zawalczenia o ten elektorat ( może o ucywilizowanie ?) okazało się zmarnowane ponieważ Tusk tak naprawdę nie rozumie sytuacji w której się znalazł. Jego uporczywa walka z PiSem o laur partii prawicowej była zupełnie bez sensu. Dla ludzi , którzy głosowali na Tuska w wyborach prezydenckich a potem ujawniali swoje preferencje w sondażach głos oddany na Tuska nie był głosem na lepszą od PiSu prawicę. Był tęsknotą za lepszą wersją Kwaśniewskiego. A tego Tusk albo nie umiał albo nie chciał zrozumieć. I teraz przyjdzie mu zbierać owoce swojego zaniechania i braku zdecydowania.

Wracając zaś do przyziemnej i bieżącej polityki. Czy nie ma podobieństw między "kradzieżą" elektoratu półtora roku temu a precyzyjną, niemal chirurgiczną akcją zmierzającą do utrącania kłopotliwej konkurencji już na samym starcie? Brawo, pułkowniku Miodowicz.

Na marginesie

Przejrzałem swoje wpisy z działu Polityka . Dwa z nich pozwalam sobie w części przypomnieć.

O Kwaśniewskim 28 marzec 2006

"Problem w tym , że ucieczka do góry to był pomysł na uniknięcie odpowiedzialności karnej i oceny moralnej. Zajęcie prestiżowego stanowiska zamyka usta argumentami o polskiej racji stanu, mściwości PiSu itp. Ponieważ ten scenariusz z tygodnia na tydzień traci szansę powodzenia najlepszym sposobem uniknięcia odpowiedzialności jest ucieczka w immunitet parlamentarny. Za chwilę usłyszymy, że Kwaśniewski wraca na krajową scenę by zjednoczyć lewicę. I nawet może mu się to uda. Chyba, że prokuratorzy i Komisje Śledcze będą szybsi niż termin następnych wyborów parlamentarnych."

O Platformie 27 pażdziernik 2005

"Zapomnieć trzeba o rozpychaniu się na prawej stronie sceny politycznej i licytowaniu się na prawicowość z Kaczyńskimi . To droga do nikąd. Kaczyńscy są bardziej wiarygodni czego dowiodły wybory parlamentarne i prezydenckie. Szansa taka została zresztą bezpowrotnie zmarnowana w momencie odejścia z Platformy Macieja Płażyńskiego. Teraz jedyną możliwością jest zagospodarowywanie centralnej i lewej części sceny politycznej."

wtorek, 20 marca 2007
Uniwersytet Gdański. Agenci w gronostajach

"Uniwersytet Gdański pomoże wykładowcom, którzy nie chcą składać oświadczeń lustracyjnych - będą na własną prośbę degradowani przez rektora do stanowiska asystenta.

A asystenci lustracji nie podlegają. - Ta forma lustracji jest niesprawiedliwa - mówi prof. Andrzej Ceynowa, rektor UG. - Zrobię wszystko, by uchronić moich ludzi." żródło

Czyż nie ciekawa inicjatywa? I czy nie budzi podejrzeń co do skali agentury na UG? Istotne jest to,  że głównym argumentem nie jest upokarzenie wynikające z konieczności składania oświadczenia. Profesor Józef Włodarski dziekan Wydziału Filologiczno Historycznego twierdzi wręcz " Niemal każdy, kto prowadził działalność naukową w latach 70. i 80., powinien przyznać się do winy. SB non stop kręciła się w tym środowisku. Nie wspomnę o tych, co wyjeżdżali na stypendia. SB nagabywała ich bez przerwy. Kto wie, co tam powypisywali."

To jak to w końcu było ? Jak przez 18 lat esbeckie archiwa były niedostępne, to na wszystkich akademiach, we wszystkich wywiadach prasowych czy oficjalnych wypowiedziach słyszeliśmy, że pracownicy naukowi Uniwersytetu Gdańskiego esbeckim kulom się nie kłaniali. A tu nagle, gdy archiwa się otwierają, taka rewelacja ze strony przedstawiciela środowiska uniwersyteckiego. Naukowca przedstawionego przez dziennikarkę Gazety Wyborczej jako badacza służb specjalnych (do XIX wieku :) . Takie dookreślenie specjalności profesora było być może potrzebne aby wytłuścić opinię o niewiarygodności archiwów i samego IPN).

Ciekawe jest to, że nawet nie ma pojedyńczego głosu o konieczności zlustrowania się środowiska akademickiego . Nikt nie mówi , że ujawnienie skompromitowanych akademików oczyści atmosferę i przywróci autorytet uczelni. Przez kraj przetacza się fala dyskusji. Wbrew staraniom mediów Polacy w swojej większości chcą rozliczenia z przeszłością. Boleśnie odczuwa to Kościół Katolicki ale nawet tam cytowany wyżej sposób myślenia nie jest już dominujący i przeważa świadomość konieczności przeprowadzenia lustracji. Każde środowisko zostało dotknięte i oszpecone piętnem współpracy z totalitarnym państwem ale żadne w tak szczery i rozbrajający sposób nie przyznało się to swojej słabości.

A teraz pobawię się w Sherlocka Holmesa :). Kto mógł być pomysłodawcą akcji ? Hmmm. Ponieważ mamy do czynienia z aktem prawnym pierwsze kroki kieruję na strony Wydziału Prawa i Administracji . Wsród licznych, utytułowanych i zapewne dostojnych docentów i profesorów mój bystry wzrok zauważa Katedrę Teorii i Filozofii Państwa i Prawa z profesorem doktorem habilitowanym Jerzym Zajadło jako kierownikiem Katedry na czele. Zaraz, zaraz. Jakieś znajome nazwisko .... No, tak... Swego czasu opisując mafijne korzenie sopockiej Hestii pisałem o Jerzym Zajadle jako prawej ręce Nikosia Skotarczuka. Zgadłem?

PS. Na koniec wywiad z rektorem Ceynową

niedziela, 18 marca 2007
Kto się boi Lecha W. ?

Strach przed ujawnieniem list TW powoduje, że teraz każdego tygodnia będziemy mieli spowiedź skruszonego agenta, który dochodzi do wniosu, że lepiej uprzedzić to co nieuchronne. Mieliśmy Piwowskiego. Teraz pora na Lecha Wałęsę. Wałęsa wielokrotnie zapewniający o swojej niezłomności okazał się w ostatnim Wprost bardziej rozmowny. Ciekawe, czy wspominajac o błędach, śmiesznostkach powie kto stoi za pseudonimem Bolek. Wydaje się, że to kluczowe pytanie, które powinni zadać dziennikarze Wprost. Wałęsa przyznaje się do enigmatycznych błędów ale poniedziałkowy artykuł będzie przełomowy tylko o ile padła odpowiedź na pytanie kim jest TW BOLEK. Tylko to jest naprawdę ważne. Dopiero powiązanie Wałęsy z jego pseudonimem pozwoli historykom zacząć odkrywać prawdę. Wałęsie kilkakrotnie puszczały nerwy i wtedy opinia publiczna dowiadywała się ciekawych rzeczy. Najbardziej przy okazji odwoływania rządu Olszewskiego. Zawsze potem, gdy mijało bezpośrednie zagrożenie dekonspiracją, retoryka wpadała w wyjeżdżone koleiny kombatanctwa i świętego oburzenia.

Jeżeli pytanie o Bolka nie padło, a zwłaszcza jeżeli nie padła na nie odpowiedź to zastanawiam się Kto i Kiedy odważy się publicznie postawić i udokumentować tezę o agenturalności Lecha Wałęsy? Ten z dziennikarzy, który to zrobi dokona przełomu w naszym postrzeganiu historii najnowszej. Ciekawe tylko, że jakoś nikt się nie pali. Cóż, łatwiej robić wywiady z Anetą Krawczyk czy organizować prowokację z udziałem Renaty Beger niż podjąć ważny, odnoszący się do naszej historii materiał. Ale dość szyderstw. Tak naprawdę wcalę nie oczekuję, że prawdę o Lechu Wałęsie napiszą dziennikarze typu Żakowski, Lis czy Sekielski z Morozowskim.

Ale dziwię się, dlaczego nie piszą na ten temat Ziemkiewicz, Janke, Michalski? Dlaczego dysponujące profesjonalnymi działami śledczymi Rzeczpospolita czy Dziennik nie wzięły na tapetę Wałęsy? Dlaczego nasza wiedza o nim jest podskórna, nieoficjalna? Jeżeli w internecie mamy dostęp do filmów, nieocezurowanych wypowiedzi ludzi znających okoliczności współpracy Wałęsy, budowę jego pozycji przy wykorzystaniu postpeerelowskich służb a w mediach oficjalnych panuje jedynie głucha cisza przerywana porykiwaniam Wałęsy to mam poczucie rozdwojenia jaźni. Przecież udokumentowane jest praktycznie wszystko. Są świadkowie, są dokumenty . Dowody wykradania dokumentów tw Bolek w okresie prezydenckim.

A mimo wszystko jest potężny opór przed pokazaniem prawdy. Do czasu gdy prawda stanieje...

czwartek, 15 marca 2007
Trybunał Antykonstytucyjny

Kto pisze wyroki dla Trybunału? Podejrzewam Ewę Łętowską, która chyba jako jedyna jest w tym gronie teoretykiem prawa. I jako jedyna potrafi ubrać każdy absurd w szaty uczonego wywodu prawnego. Tę zdolnośc już wykorzystywała jako rzecznik Praw Obywatelskich u schyłku PRLu. Fakt, że Łętowska tłumaczyła orzeczenie uprawdopodabnia tę tezę. Po zabijającym poprzednią ustawę lustracyjną orzeczeniu polegającym na prawie wglądu w teczki przed złożeniem oświadczenia lustracyjnego, dzisiaj mamy kolejne orzeczenie, tym razem wywiedzione z faktu że sąd w Luksemburgu inaczej traktuje kierowcę, który nie ma prawa jazdy a inaczej kierowcę który prawa jazdy nie odebrał z wydziału komunikacji.

Do historii wprzęgania instytucji prawnych w bieżącą politykę przejdzie niezrozumiałe dla TK sformułowanie "dzień wyboru". Dziennikarzom proponuję wizytę w dowolnym warszawskim przedszkolu i przeprowadzenie sondy jak 5 latkowie rozumieją "dzień wyboru". A już zupełnym kuriozum jest stwierdzenie o niewielkim uchybieniu terminu.

Szczególnej też uwadze polecam stwierdzenie TK, że sądy rozpatrujące sprawy o wygaśnięcie mandatów powinny brać pod uwagę przedmiotowe orzeczenie. Mamy tu bardzo ważny moment. Oto bowiem TK nie naprawia prawa, nie określa terminu w jakim PRAWO (przepis) powinien być zmieniony aby był zgodny z Konstytucją RP ale wydaje dyspozycje co do stosowania go wstecz. Właściwie TK staje się ustawodawcą. Skąd Trybunał wywiódł swoje uprawnienie do stanowienia prawa? Twierdzę, że wbrew pieniom mediów TK raczej rozwala kiepski i źle funkcjonujący system prawa niż go naprawia. Pomysł polegający na nominowaniu emerytowanych polityków był chybiony. Psudo sędziowie nie stają się arbitrami a przenoszą swoje poglądy na mechanizm wyrokowania o prawie. Efektem takiego stylu działania TK jest anarchizacja państwa. Każda grupa społeczna, pod warunkiem że jest dość silna a przynajmniej pyskata w mediach, jest w stanie negować legalnie uchwalone przez parlament prawo." Bo czekamy na orzeczenie Trybunału". Tak jest w przypadku rokoszan herbu Ketman. Ale tego jakoś sędziowie Trybunału nie zauważają. Są w stanie utkać każdy wyrok wywodząc go z artykułu Konstytucji mówiącym o demokratycznym charakterze państwa. Kaczyńscy przyjęli założenie ewolucyjnych zmian w TK. Okazuje się jednak, że ograniczony wpływ na nominowane osoby, klimat korporacyjności, wszystko to powoduje, że wynaturzanie się tej instytucji postępuje nadal.

Trybunał wymaga natychmiastowej reformy, która powinna polegać na nominowaniu uznanych i nie związanych z polityką autorytetów prawnych i stworzeniem warunków (zapisów prawa) uniemożliwiających używanie TK w bieżącej walce politycznej.

Scenka

Panie docencie, ile osób obejmie wchodząca dzisiaj ustawa lustracyjna?

- Hmmm, a z jakiej Pan jest stacji?

- TVN24...

- Ooo, to bez kozery powiem ; 2 miliony, 5 milionów, pińćset milionów....

teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS