Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
czwartek, 21 czerwca 2007
Kłamstwa Wyborczej

"Prezes Stoczni Gdańsk Andrzej Jaworski (PiS) oddał się do dyspozycji rady nadzorczej

To reakcja prezesa na reklamówkę telewizyjną Platformy Obywatelskiej, w której przedstawiono Jaworskiego jako przykład działacza PiS-u czerpiącego korzyści z faktu, iż aktualnie rządzi ta partia. Zarobki prezesa stoczni - ponad 31 tys. zł miesięcznie Platforma skontrastowała z dochodami lekarza - ok. 1700 zł i pielęgniarki - ok. 1400.

Można to zobaczyć w reklamówce dostępnej obecnie tylko w internecie, ponieważ publiczne media kontrolowane przez PiS odmówiły jej emisji."źródło

Czytam i czytam ten fragment tekstu Wyborczej. To jak to jest, mamy w Polsce tylko zakneblowane media publiczne i wolny internet? A gdzie TVN i Polsat? Artykuł miałby mniej kategoryczny wydźwięk gdyby się napisało zgodnie z prawdą, że wszytkie stacje telewizyjne odmówiły emisji kontrowersyjnej reklamy. A tak brnie się w ślepy zaułek wmawiając czytelnikom ...że nie ma prywatnych stacji telewizyjnych.

I retoryczne dwa pytania na koniec. Ile zarabiali przed dwoma laty prezesi Orlenu, KGHM, PKO BP itp? I ile będą zarabiali prezesi tych spółek jeżeli tylko Bóg pozwoli PO wygrać wybory parlamentarne?

środa, 20 czerwca 2007
UE przemilczana tradycja i III wojna światowa

 

Unię Europejską w dzisiejszym wydaniu trzeba analizować w dwóch kontekstach. Pierwszy to zawłaszczenie idei zjednoczonej Europy przez partie lewicowe. Drugie to zawłaszczenie Unii przez największe państwa a zwłaszcza Niemcy.

Mieliśmy niedawno okrągły jubileusz o którym niewiele słychać ani na europejskich salonach ani w europejskich mediach. 25 marca minęło 50 lat od momentu podpisania Traktatów Rzymskich, na podstawie których 1 stycznia 1958 roku powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza. Ciekawe, że parlamentarzyści Unii pochylając się nad krwawymi holokaustem polskich homoseksualistów i faszystowskimi rządami PiSu nie zdobyli się na refleksję czym w intencji pomysłodawców miała być zawiązywana wtedy wspólnota europejska.

Prawda o korzeniach Unii Europejskiej jest banalnie wręcz niebezpiecznie prosta. Szlachetna idea gospodarczej wspólnoty państw europejskich opartych na wspólnych wartościach to pomysł prawicowych partii. To z inspiracji konserwatywnych elit Niemiec, Francji, Włoch,Luksemburga, Holandii i Belgii powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza. Obecnie jakoś zupełnie pomija się te fakty. Ciekawe , że wszędzie w historii państw, firm, instytucji, uniwersytetów przywołuje się tradycję, powołuje się na Ojców Założycieli. Wszędzie, ale nie w Unii Europejskiej.

W momencie gdy dorosło pokolenie 68 roku, gdy opanowali europejskie media, gdy zaczęli robić kariery w lewackich, gejowskich, ekologicznych i socjaldemokratycznych partiach przeszłość uległa zamazaniu. Nie było niczyim interesem aby w dobie odwracania się od wartości konserwatywnych, promować coś co miało naturalną koleją rzeczy trafić do lamusa. W efekcie mamy do czynienia z krzykliwym zawłaszczeniem Unii Europejskiej. Lewicowość struktur UE widać na każdym kroku. Pomijam już budzące powszechną wesołość próby brukselskich technokratów znormalizowania i opisania dyrektywami wszystkich przejawów ludzkiej aktywności. (patrz dyrektywa o właściwej krzywiźnie importowanych bananów). Z litości pomijam też całą kwestię polityki rolnej Unii. Płacenie jednym rolnikom w jednych państwach miliardy euro za to żeby nic nie robili, ustalanie kretyńskich parytetów musi skończyć się ogólnoeuropejską katastrofą.

Drugim niezauważanym trendem jest rosnące znaczenie największych państw europejskich. Dzisiejszy spór o system liczenia głosów to chwila kiedy interesy poszczególnych państw są widoczne jak na dłoni. Warto zauważyć, że największy opór, wręcz histeryczne reakcje na propozycje polskiego rządu dochodzą z Niemiec. Ciekawe dlaczego ponoć nieistotna różnica w ważeniu siły głosów wywołuje takie emocje, wręcz agresję? Tym bardziej, że strona polska nie domaga sie pierwiastkowego liczenia głosów ale jedynie podjęcia dyskusji na ten temat. Emocje niemieckich przyjaciół wydają się bardziej zrozumiałe jeżeli weźmie się pod uwagę dalekosiężny, strategiczny cel, który zdaje się przyświecać Niemcom. Otóż celem Niemców jest polityczne i gospodarcze przywództwo nad zjednoczoną Europą. To czego nie udało się dokonać Cesarzowi Wilhelmowi II i Adolfowi Hitlerowi ma się udać nowożytnym przywódcom Niemiec. Gorzki dowcip sprzed lat, że w trzeciej wojnie światowej nie zwyciężą armaty lecz marki niemieckie, modyfikuje się w nowej rzeczywistości o tyle że Niemcy tę wojnę wygrają nie dzięki swemu potencjałowi ale dzięki sile całej „zjednoczonej" Europy której potencjał będą wykorzystywali i reprezentowali.

Cóż się więc dziwić niemieckiej agresji gdy tak genialnym i dalekosiężnym planom przeciwstawia się nieoczekiwanie Polska. Polska , która od dwóch dziesięcioleci ustami i rękami swoich przywódców szła karnie w szeregu państw „wykorzystujących swoją szansę aby siedzieć cicho".

Postawa Polski powoduje wściekłość niemieckich elit z jeszcze jednego powodu. Polska jako jedyny kraj ma odwagę mówić o swoim interesie i wiązać go z interesem małych i średnich państw europejskich. Taka postawa to novum w polityce wewnątrz unijnej. Do tej pory zasadą była polityka zdrad zwana obłudnie polityką ucierania kompromisu. Przykładów jest tu wiele. Najczęściej działo się tak, że np. Hiszpania lub Grecja wetowała prawo unijne, szukała zwolenników po czym dogadując się z centralą zostawiała słabszych partnerów na lodzie.

Taka polityka , wbrew pozorów cieszyła się poparciem władz Unii ponieważ pozwalała skutecznie likwidować groźbę budowy frontu współpracy małych i średnich państw Unii Europejskiej. Nie może dziwić, że po kilkunastu ( wręcz kilkudziesięcu) latach uprawiania takiej polityki nikt do nikogo nie ma zaufania. Mniejsze państwa nie wierzą, że Polska załatwiając swój interes nie zdradzi ich tak jak to wielokrotnie czyniły inne państwa. Świeżość Polskiej polityki zagranicznej polega na tym, że Polacy kierują do większości krajów Unii czytelną propozycję budowy alternatywy dla rządzącej w Unii dyrektywy dyrektyw: „Dziel i Rządź". Ten plan to w największym skrócie stworzenie układu dwubiegunowego z uznaniem, że państwa wielkie i małe mają swoje odrębne interesy. I tu pojawia się problem.

Jeżeli jest tak, że Niemcy kierują sie wyłącznie interesem wspólnoty europejskiej to uprzedmiotowienie małych członków Unii powinno ich tylko cieszyć. Ponieważ jednak polityka polska spotyka się z tak zajadłym sprzeciwem niemieckich elit i mediów to można dojść do wniosku, że Niemcy doskonale zdają sobie sprawę ze skali zagrożenia. To zagrożenie to pojawienie się na arenie wewnątrz unijnej Polski jako tego podmiotu, który odważy się budować porozumienie małych i średnich państw wspólnoty. Zrealizowanie takiego scenariusza to koniec marzeń o dominacji Niemców w Europie. Ten scenariusz powoduje, że będący w ostatniej fazie realizacji, genialny, konsekwentnie realizowany od kilku dziesięcioleci plan wygrania III wojny światowej po prostu może się nie udać.

I na koniec. Jak zakwalifikować postawy Gieremków , Mazowieckich, Kwaśniewskich, którzy w tym cywilizacyjnym i zupełnie podstawowym sporze opowiedzieli się po stronie Niemiec?

poniedziałek, 11 czerwca 2007
Podziękowanie Jerzego Targalskiego
Warszawa, dnia 9 czerwca 2007 roku

Drodzy Przyjaciele

Myślę, że mam prawo zwracać się tak do wszystkich sygnatariuszy Apelu, którzy wyrazili mi swoje zaufanie i poparcie. Dziękuję wszystkim sygnatariuszom, zwłaszcza Andrzejowi i Joannie Gwiazdom oraz organizacjom kombatanckim, że nie zwątpiliście w moją uczciwość i bezkompromisowość w sprawach zasadniczych. To dzięki Wam nie zostałem wdeptany w ziemię przez funkcjonariuszy nieprzychylnych mi mediów. Trwająca blisko dwa miesiące akcja propagandowa, której autorzy posługiwali się kłamstwami i oszczerstwami, miała doprowadzić do likwidacji mnie jako osoby publicznej oraz zahamowania zmian w publicznym radiu. Gdyby ta kampania oszczerstw powiodła się, wkrótce zastosowano by podobnie zmasowany atak po kolei wobec wszystkich przeciwników Ubekistanu. Jednocześnie zapewniam, że pozostaję wiernym swym zasadom i nie dam się złamać.

Dr Jerzy Targalski

wtorek, 05 czerwca 2007
Noc Teczek czy Nocna Zmiana? Walka o słowa czy o coś więcej?

 

-Macierewicz: "Noc teczek" zmieniła historię Polski" PAP/IAR

-Premier Kaczyński:"Gdyby nie „noc teczek" nie byłoby obecnego rządu" IAR

-Przed domem Wałesy wypomnieli mu "noc teczek" Dziennik

-Olszewski z Kaczyńskim świętują "noc teczek" Wyborcza

Ciekawe, ale ani Macierewicz, ani Olszewski, ani Jarosław Kaczyński nie używali w ciągu ostatnich dni określenia „Noc Teczek". Wręcz nigdy nie używali tej zbitki słów. Skąd więc się one wzięły w lidach doniesień opiniotwórczych mediów? Wydarzenia z 4 czerwca 1992 roku znane są powszechnie jako Nocna Zmiana. Nazwa jak wiadomo pochodzi od tytułu filmu Jacka Kurskiego. Skąd więc nagła kariera „nocy teczek"? Kariera tak wielka, że słowa te wkłada się w usta liderów prawicy. Nawet wtedy gdy oni ich nie wypowiadają. Zadałem sobie trudu i prześledziłem 15 letnią karierę „nocy teczek". Trudno znaleźć ojca tego sformułowania. O „nocy teczek" pisali Tomasz Lis, Józefa Hennelowa, Grażyna Staniszewska, oczywiście Lech Wałęsa, Dominika Wielowiejska. Ale też sformułowania tego użył Antoni Dudek we Wprost i Lech Kaczyński w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.

Generalnie ( choć ze wskazanymi wyżej wyjątkami) o „nocy teczek" pisali ci, którzy niechętnie wypowiadali się o rządzie Olszewskiego. „Noc teczek" w powiązaniu z dezinformacją na temat osiągnięć tamtego rządu miała tworzyć atmosferę podejrzliwości, ratowania Polski przed siepaczami Macierewicza. "Noc teczek" to lustrzane odbicie Nocnej Zmiany. Proszę zauważyć, że w zależności od tego kto jakiego określenia używa można z dużą dozą dokładności zorientować się, po której stronie tamtego konfliktu się opowiada. Tak więc włożenie w usta Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego sformułowania "noc teczek' jest manipulacją, nadużyciem semantycznym.

Pomijam już oczywisty fakt, że nie było teczek tylko wykaz osób zarejestrowanych w archiwach cywilnych służb specjalnych. Jeżeli już to noc kopert, bo szefowie klubów otrzymali zalakowane koperty z listą przygotowaną na podstawie uchwały sejmu. Zresztą dostali je o 10 rano a nie w nocy. Nie trzeba zbytniej spostrzegawczości, żeby zauważyć że mamy tu do czynienia z manipulacją mediów. Jeżeli nie można sobie pozwolić na przemilczenie konferencji, która odbyła się w Sejmie w 15 rocznicę NOCNEJ ZMIANY to należy zrobić wszystko aby relacja uczyniła jak najmniej wyłomów w dotychczasowym traktowaniu tego tematu. „Noc teczek" niesie zupełnie inny przekaz emocjonalny niż Nocna Zmiana.

Włożenie w usta polityków prawicy niewypowiedzianych słów to twórcze rozwinięcie tricku stosowanego przez Gazetę Wyborczą. Tricku polegającego na zmanipulowaniu czytelnika poprzez oszukiwanie go tytułem. To Gazeta Wyborcza wyciągnęła twórcze wnioski z badań czytelniczych, z których wynika, że percepcja artykułu prasowego w większości opiera się na tytule i lidzie. Po prostu czytelnik bardzo często nie czyta artykułu, ewentualnie zapamiętując sam tytuł i wytłuszczony wstęp. W efekcie Gazeta Wyborcza z powodzeniem stosuje metodę polegająca na kłamaniu tytułem przy jednoczesnym opisywaniem prawdy w treści artykułu.

Tu mamy podobną metodę tyle, że celem nie jest już bieżączka polityczna tylko próba moderowania historii.

Bo tak naprawdę największa bitwa nie oczy się o słupki procentowe, lustrację, deubekizację. Największa wojna nowożytnej Polski toczy się o język. Od tego czy damy sobie narzucić politoprawne kalki językowe, tak naprawdę będzie zależała nasza wolność.

niedziela, 03 czerwca 2007
15 rocznica Nocnej Zmiany

W Sejmie odbywa się właśnie konferencja poświęcona rządowi Jana Olszewskiego i nocy 4 czerwca 1992. Nocy, która przeszła do historii jako Nocna Zmiana.

PS. 1

W WSI 24 na pasku w czasie trwania konferencji jest kłamliwy tytuł "15 lat od "Nocy teczek" a wystąpienie premiera jest tak kadrowane, że Kaczyński występuje na tle rosłego ochroniarza.

Ps.2

W poniedziałek 4 czerwca o 21 szykuje się demonstracja pod domem Lecha Wałesy. Warto zabrać znicze ...

czwartek, 31 maja 2007
Tusk, Kwaśniewski, Gdańsk i co z tego wynika

Wielkie zawirowania polityczne, zmagania kolosów mają swoje konsekwencje w terenie. Walczący o immunitet parlamentarny Kwaśniewski nieoczekiwanie zmienił układ sił. Do tej pory to Tusk mógł wykorzystywać SLD jako zakładnika w przygotowywanym starciu z PiS. Słupki poparcia, trauma po aferach nie kwalifikowały SLD jako lidera antypisowskiego frontu. Jednak powrót Kwaśniewskiego do polityki zmienił wszystko. Wbrew faktom lewicowi i centrowi wyborcy kochają Kwaśniewskiego. Nie ma takiego bagażnika do którego by były prezydent nie wszedł i nie ma takiej drabiny z której by nie zszedł, a i tak pozostaje bożyszczem lewicy i wykształciuchów. Tym bardziej że po dwóch latach niechętne PiSowi środowiska mogą uznać PO za nie dość skutecznego obrońcę III RP. Jeżeli tak się stanie to dojdzie do lawinowego przepływu elektoratu do promowanego przez Kwaśniewskiego LIDU a osłabiona Platforma straci koszulkę lidera. Tym samym skończy się sen Tuska o PO jako partii rozgrywającej. Po przegranej walce o laur partii prawicowej za wirażem czai się następna porażka; klęska PO jako największej partii mogącej konkurować o zwycięstwo w następnych wyborach parlamentarnych. Oczywiście nie obejdzie się bez walki. Zagrożenie ze strony Kwaśniewskiego, faktyczna rejterada Olechowskiego z PO wymusza kontrakcję. Odstawia się do magazynu Rokitę, wystawia Komorowskiego licząc, że wdzięk tegoż sparaliżuje prezia. Tuskowi trudno będzie przyjąć do wiadomości, że przed sromotną klęską w następnych wyborczych może go uchronić jedynie Kaczyński ujawniając przestępstwa liderów lewicy. Konsekwencja taktycznego przesunięcia się Platformy na lewo jest odpuszczenie konserwatywnego elektoratu. Wycofywanie Rokity z pierwszej linii to ważny sygnał polityczny. Ciekawy czy będzie odczytany przez strategów PiSu.

Powrót Kwaśniewskiego do polityki ma swoje konsekwencje dla Pomorza. Otóż zastanawiam się co mają wspólnego gdańszczanie , Kaszubi z lewicowymi piruetami Platformy. Oczywiście nie można zapominać że twardy elektorat Platformy na Pomorzu to budowana od prawie 10 lat nomenklatura. Politycy, działacze samorządowi i gospodarczy, którzy swój los i interesy na trwale związali z Tuskiem w skali makro i Adamowiczem w wymiarze lokalnym. Oni w imię własnego interesu zawsze będą głosowali na PO. Co innego ludzie, którzy nie są związani bezpośrednio z PO. Zwłaszcza ci, którzy mają poglądy konserwatywne , prawicowe. Warto pamiętać o specyfice Pomorza. Fakt, że stąd wywodzili się i Tusk i Płażyński spowodował że całe środowiska w naturalny sposób lokowały się w ramach Platformy. Z punktu widzenia działaczy politycznych i samorządowych, wyborców z Pomorza Kaczyńscy byli gdzieś daleko. To wchłonięcie żywiołów prawicowych, post awuesowskich i konserwatywnych spowodowało praktyczną hegemonię PO w regionie.

Śmiech ogarnia gdy słyszy się zarzuty o zawłaszczaniu gospodarki i instytucji przez partie koalicji rządowej. W przypadku ewentualnego (na co sie nie zanosi) zwycięstwa PO w następnych wyborach tak na dobrą sprawę większość struktur pozostałaby bez zmian. Tyle tylko, że wycięłoby się parunastu prawicowych oszołomów. Ale ich nie ma co żałować bo przecież tylko PO zna się na gospodarce i ma kompetentnych ludzi. Nie mam racji? Prawda jest taka, że wszędzie, łącznie z Urzędem Wojewódzkim, bez przeszkód urzędują ludzie PO. Nawet wydawałoby się tak czułe i wartościowe dla PiSu frukty jak media publiczne znajdują się pod dużym wpływem PO. Zarządy Radia Gdańsk, TVP Gdańsk, Rady programowe, rady nadzorcze to w istocie kompromis pomiędzy najważniejszymi ugrupowaniami politycznymi w regionie. Ale o tym się nie mówi. Lepiej urządzać konferencje i oskarżać Kaczorów o totalitaryzm i łamanie demokracji. O skali tego kompromisu mówi fakt , że przewodniczącym Rady Programowej gdańskiej TVP jest do dziś człowiek, którego w momencie powoływania nawet Tusk nie chciał uznać jako przedstawiciela powstającej właśnie PO i twierdził, że reprezentuje on (nieistniejącą już) Unię Wolności.

Obecna sytuacja PO na Pomorzu jest niejednoznaczna. Z jednej strony jest potęgą skupiającą większość zaangażowanych działaczy samorządowych. Wywiera przemożny wpływ na poglądy prezentowane w mediach. Głosem PO przemawiają dziennikarze, działacze gospodarczy i społecznicy. Platformerskie polemiki wobec programu PiSu z lubością są powtarzane w środowiskach uniwersyteckich. Z całą pewnością prawnicy, notariusze, lekarze kochają PO bo widzą w niej szansę na utrzymanie status quo.

Z drugiej zaś strony najliczniejsze nawet zastępy drżących przed lustracją akademików, broniących swoich korporacyjnych przywilejów prawników i strajkujących lekarzy na zasadzie „nie pozwalacie brać nam łapówek to kasa na stół" nie zadecydują o skali wyborczego poparcia w następnych wyborach.

Labilność poglądów jest największą słabością PO. Partia, która wymyśla hasło IV RP (Paweł Śpiewak) i w ciągu niewielu miesięcy staje się tej IV RP najbardziej zaciekłym wrogiem musi liczyć się z kłopotami. Jednak nawet największa ideowa ekwilibrystyka to nic w stosunku do tego co może zdarzyć się za powiedzmy rok. Ciekawe jak zachowają się działacze, dzisiejszości sympatycy Platformy gdy okaże się, że na ich grzbietach i przy poparciu ich i Tuska , Kwaśniewski staje do wyścigu o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych jako główna siła opozycyjna. Myślę, że takiego obrotu rzeczy platformerski elektorat może najzwyczajniej nie wytrzymać.

środa, 23 maja 2007
Uniwersytet Gdański NZS lustracja i anonimowość

Mam problem. Mój problem to Uniwersytet Gdański. Miesiąc temu popełniłem kilka wpisów na temat lustracji na UG, ale tak naprawdę wpisy były o atmosferze panującej na tej uczelni. Atmosferze, w której agent SB kieruje wydziałem historii i filologii, rektor jest podejrzewanym o współpracę ze SB a tzw list warszawski (będący głosem za lustracją środowiska akademickiego), pod którym podpisało się kilkuset pracowników naukowych z polskich uczelni podpisała 1 ( słownie: JEDNA) osoba z UG. Pisałem o 100 osobowej Radzie Wydziału, która przy 1 ( słownie: JEDNYM) głosie wstrzymującym się pozostawiła byłego agenta na stanowisku dziekana Wydziału Historycznego. Pisałem też o przedstawicielach Samorządu Studenckiego, którzy w tym głosowaniu jednogłośnie poparli tegoż byłego agenta.

Zastanawiałem się co dzieje się na tej uczelni. Jakie procesy spowodowały, że w gronie kilku tysięcy inteligentnych przecież ludzi, nikt nie zdobył się na odwagę złamania środowiskowej solidarności. Zdumiewające, że gorąca dyskusja, spory, debaty na temat wartości, moralności, autorytetów szerokim łukiem ominęły tę uczelnię. Te same albo podobne refleksje naszły pewnie moich czytelników jeżeli skłoniły ich do wysłania do mnie maili z podziękowaniem za poruszenie tego tematu.

Ponieważ często były to osoby tak jak i ja konspirujące w latach 80 tych właśnie na Uniwersytecie Gdańskim podjąłem próbę skontaktowania ich z uniwersyteckim NZSem, czyli z organizacją, którą tworzyli 20 , 25 lat temu. Wydawało mi się, jak teraz wiem naiwnie, że takie pokoleniowe spotkanie starych i nowych działaczy NZSu, ale także prostych absolwentów zainteresowanych kondycją swojej dawnej uczelni wniesie coś nowego. Kontakt z NZSem wydawał mi się oczywisty.

Niewiele się zastanawiając wysłałem następujący list do zarządu uniwersyteckiego NZS:

„Witam Was,
jestem autorem prawicowego bloga Gdańszczanin (
www.gdanszczanin.blox.pl). Ostatnio popełniłem kilka wpisów na
temat antylustracyjnych działań na UG i agenturalności nauczycieli
akademickich (wpisy od 20 marca do 17 kwietnia). Wpisy spotkały sie
z bardzo żywą reakcją ze strony czytelników. Otrzymałem
kilkadziesiąt maili od osób , które studiowały w latach 80 tych na
naszym/waszym Uniwerku. Generalnie tym ludziom jest wstyd za takie
postawy kadry i części studentów. Szczególnie boli fakt, że nasi
koledzy, którzy zostali na uczelni okazali sie w większości
przypadków koniunkturalistami. Generalnie zauważam chęć tych ludzi
do zaangażowania się w sprawy uczelni. Tym bardziej , że większość
z nich w latach 80 drukowała i kolportowała książki i ulotki,
organizowała spotkania, odczyty itp. Jeżeli bylibyście
zainteresowani jakąś formą współpracy to czekam na odzew :).

gdańszczanin „

a oto odpowiedź, którą otrzymałem:

„Od:

NZS UG Filip Czuchwicki
Data:

2007-05-18 15:56
Do:


adax4@gazeta.pl
Temat:

Re: niwersytet Gdański . Agenci w gronostaja


----- Original Message -----
From: "NZS UG Filip Czuchwicki"
To:
Sent: Friday, May 18, 2007 3:55 PM
Subject: Re: niwersytet Gdański . Agenci w gronostajach


> Witam,
>
> W nawiązaniu do Pana/ Pani anonimu, inforumję iż Niezależne Zrzeszenie
> Studentów Uniwersytetu Gdańskiego jest organizacją apolityczną. W
związku
z
> czym Pana/Pani prośbę pozostawiam bez odpowiedzi.
>
> Z poważaniem,
>
> Filip Czuchwicki
> Przewodniczący NZS UG
> 507160477

Oczywiście biorę pod uwagę, że jedyną przyczyną wysłania takiej odpowiedzi jest fakt, że list pisałem jako osoba anonimowa. Możliwe. Zwracam jednak uwagę, że występowałem jedynie jako osoba inicjująca, pośrednicząca . Osoby, które zwróciłyby sie do NZSu byłyby już realne. Anonimowy listonosz chciał dostarczyć nieanonimową przesyłkę. To wszystko. Podejrzewam jednak, że pies pogrzebany jest gdzie indziej. Otóż wydaje mi się, że najistotniejsze jest stwierdzenie o apolityczności NZS.

Jak się czujecie, zwracam się to tych którzy mieli jakiś związek z UG w latach 80 tych, gdy organizacja w obronie której zawalaliście studia, byliście relegowani, organizowaliście strajki, demonstracje, wyjazdy na pogrzeb ks. Popiełuszki, na Papieża, drukowaliście ulotki, kolportowaliście je, staje się organizacją apolityczną? Apolityczną tak bardzo, że wzbrania się przed zabieraniem głosu w najważniejszych sprawach swojego środowiska. Uczy nas były agent? A cóż to szkodzi jeżeli to równy chłop? Na uniwersyteckich korytarzach aż czuć smród strachu przed lustracją ale cóż nam do tego, lepiej się nie wychylać bo zaliczenie, bo egzamin bo w konsekwencji kariera.

Jestem ostatnim, który widziałby NZS jako forpocztę PiSu czy PO na uczelni. Ale brak dyskusji, brak poglądów, serwilizm, uniformizm jest czymś dla mnie niezrozumiałym i po prostu nie do przyjęcia. Uniwersytet Gdański nie może, nie powinien być oblężoną twierdzą gdzie solidarnie ramię w ramię agenci, studenci, działacze samorządowi i członkowie NZSu leją smołę na na głowy tych którzy maja czelność domagać się pluralizmu, swobody głoszenia poglądów, tworzenia przestrzeni do debaty publicznej. A przecież temu powinien służyć uniwersytet, Taka jest jego rola. Wręcz po to go wymyślono.

I jeszcze jedno na koniec . Rak, który toczy UG to oczywista wina sitw akademickich, źle pojętej solidarności, zwykłej małości tzw autorytetów akademickich. To z pewnością też wina państwa, polityków którzy nie potrafili przez kilkanaście lat przywrócić zupełnie oczywistych standardów. Ale jakąś część winy ponosimy też my, którzy dwadzieścia parę lat temu kończąc edukację potraktowaliśmy to jako epizod w swoim życiu. I teraz mamy to co mamy.

czwartek, 10 maja 2007
Błąd prezesa Stępnia i dowód na upolitycznienie TK

Prezes Stępień a i chyba cały skład orzekający nie poradził sobie z w sumie nieskomplikowaną materią. Najważniejszym efektem dzisiejszego dnia jest wyłączenie przez prezesa Stępnia dwóch sędziów. Wyłączenie nastapiło po wniosku reprezentanta Sejmu, posła Mularczyka. Sposób odwołania sędziów wydaje się kuriozalny. Prezes Stępień podjał decyzję na podstawie ręcznych zapisek posła Mularczyka. W jaki sposób te zapiski mogły być dowodem przemawiającym za wykluczeniem? Przecież, puszczając wodze fantazji, poseł Mularczyk w ciągu dwóch godzin przerwy mógł spłodzić jakiekolwiek notatki. Dlaczego prezes TK zrezygnował z normalnej, wydawałoby się, w tym przypadku procedury polegającej na zażądaniu od IPN źródłowych dokumentów? Decyzja podjęta na ich podstawie byłaby nie obarczona ryzykiem błędu.

Odpowiedź na pytanie dlaczego Stępień tak postąpił jest kluczowe dla oceny zachowania Trybunału. Nie wierzę w prosty błąd prezesa. To zbyt doświadczony sędzia żeby nie zdawał sobie sprawy z ryzyka podjęcia decyzji na podstawie tak kruchych przesłanek. Wydaje się , że to co zdecydowało to determinacja wydania wyroku przed 15 maja. Prezes Stępień zdawał sobie sprawę, że odroczenie rozprawy celem wyjaśnienia zarzutów wobec dwóch posłów spowoduje opóźnienie w wydaniu wyroku a tym samym praktycznie uruchomi procedurę lustracyjną.

Skutki tej decyzji są następujace.

Po pierwsze, ma rację poseł Mularczyk , że pośpiech nie służy skompikowanej materii rozsądzanej sprawy. Przypominam , że SLD zaskarżając ustawę wniosło ponad 40 zastrzeżeń. Ten spory katalog wątpliwości prawnych Trybunał za wszelką cenę chce rozstrzygnąć w ciągu zaledwie 3 dni.

Po drugie, dzisiejsze zachowanie prezesa Stępnia dowodzi upolitycznienia prac Trybunału przy rozpatrywaniu tej sprawy. Trybunał chce wydać orzeczenie przed 15 maja i należy wnioskować,że będzie to orzeczenie niekorzystne dla ustawy. Bo przecież gdyby miało być inaczej TK dałby sobie dłuższy czas na zbadanie przedmiotu sporu.

Niewątpliwie sędziowie TK zdają sobie sprawę, że "uwalenie " ustawy lustracyjnej tak na "żywca" spowoduje upadek autorytetu Trybunału i w konsekwencji inne jego umocowanie w strukturze państwa. A mimo to decydują sie na takie nerwowe , ba wręcz histeryczne ruchy. Ciekawe dlaczego.

Pozostaje jeszcze sprawa wcześniejszych wniosków Mularczyka o wykluczenia sędziów wypowiadających się negatywnie na temat lustracji i ustaw lustracyjnych.Stępień decydując się na wykluczenie tych sędziów stwierdził, że nie dają rękojmi niezależności w rozpatrywaniu tej sprawy. Trzeba pamiętać, że owa niezdolność nie powstała w momencie wydawania decyzji o wykluczeniu a obiektywnie istniała cały czas. Tym samym wykluczeni sędziowie nie powinni glosować poprzedniego dnia w sprawę wykluczenia sędziów negatywnie odnoszących się do idei lustracji. Sąd powinien usunąć wady, które mogły wpłynąć na błędy w podejmowaniu wczorajszej decyzji.

A skoro tak to Mularczyk powinien wnioski ponowić. Niewykluczone zresztą, że jutro  przedstawi nowe, interesujące wnioski dowodowe.

Apel w sprawie Targalskiego
Jerzy Targalski (Józef Darski) wiceprezes zarządu Polskiego Radia S.A. w ostatnich tygodniach stał się obiektem niebywałej nagonki medialnej. Akcja „Gazet Wyborczej” i innych mediów budowana na kłamstwach, półprawdach i przeinaczeniach ma na celu zniszczenie tego wspaniałego człowieka oraz podkopanie zaufania do publicznego radia. Jerzy Targalski jest jednym najwybitniejszych polskich sowietologów, byłym współpracownikiem KOR, założycielem pisma „Obóz”, pierwszego w państwach komunistycznych pisma poświęconego problematyce Europy Środkowo-Wschodniej, założycielem i redaktorem podziemnego miesięcznika „Niepodległość”. Od 1983 r. był współpracownikiem Radia Wolna Europa, paryskiej „Kultury” czy miesięcznika „Kontakt”. Jest jedną z osób, której Polska zawdzięcza swoją niepodległość. My niżej podpisani zwracamy się do Państwa, aby Wasze sumienie rozstrzygnęło, czy staniecie po stronie patrioty czy też dacie wiarę dziennikarzom działającym w złej wierze i służącym złej sprawie. Poparcie proszę wysyłać na ten adres: fundacja@abcnet.com.pl Dowód na manipulacje Gazety Wyborczej: http://www.abcnet.com.pl/images/oswiadczeniedzieci.jpg
Trybunał Konstytucyjny Bitwa o lustrację

Sędzia TK Ewa Łętowska podpisuje antylustracyjne apele , sędzia TK Marek Mazurkiewicz w wystąpieniu sejmowym porównuje ustawę lustracyjna do ustaw norymberskich. A dzisiaj okazało sie, że sędziowie Jamróz i Grzybowski byli Kontaktami Operacyjnymi służb specjalnych PRL. Myślę, że takiego obrotu sprawy nie spodziewali się występujący w TVN 24 dziennikarze tradycyjnie zwalczający lustrację. Bo rzeczywiście sytuacja jest dość mało komfortowa. Nawet jeżeli TK zdecyduje sie w geście rozpaczy zanegować lustrację to tym samym wyda wyrok na samego siebie.

Używając określenia Stanisława Michalkiewicza można zadać pytanie : czy rozwiedka poświęci Trybunał Konstytucyjny po to oby opóźnić lustracje elit? Tego nie wiem. Ale sadzę, że jeżeli TK zaneguje ustawę lustracyjną to zmiana charakteru tej instytucji stanie się nieuchronna. Warto zauważyć, ze w ciągu ostatniego 1.5 roku TK stał się instytucją, która usiłuje nie dopuścić do realizacji programu wyborczego PiSu. Ten sposób instrumentalnego wykorzystywania TK to efekt utraty przez rozwiedkę urzędu prezydenckiego. W czasie gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski ustawy  AWSu nie musiały dochodzić do TK bo były już utrącane na poziomie prezydenckiego weta.

Wcale się nie zdziwię jeżeli zaplątani we współpracę ze służbami PRL okażą się i inni członkowie Trybunału Konstytucyjnego. Kluczem jest kwerenda dokumentów i likwidacja Zbioru Zastrzeżonego. Idea zbioru zastrzeżonego u swojego zarania sprowadzała się do umieszczenia w nim akt osób, które jeszcze w 1987- 1989 współpracowały na rzecz SB. Potem już, w latach III RP stosowaną procedurą było przekwalifikowanie zagrożonych dekonspiracją salonowych elit do zbioru zastrzeżonego. To działanie uniemożliwiało dotarcie do prawdy.

środa, 09 maja 2007
Hodowla elit. Białe karty historii

 

  Kto tworzy elitę w Polsce i skąd się ona wzięła? Niektórzy twierdzą, że elit w Polsce nie ma, bo te których się dorobiliśmy w ciągu dziejów rozstrzelano nam Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku. Swoje też zrobili Niemcy. Pytanie jest następujące: czy polskie elity to prosta kontynuacja elit przedwojennych? Pytanie jest właściwie retoryczne. Okres stalinowski to nie tylko gwałtowne odcięcia się od dorobku intelektualnego II RP, ale głównie hodowla nowych elit.

Okres powojenny to obok przesiedleń, zmiany granic to także gigantyczna operacja socjotechniczna, której celem była legitymizacja władzy komunistycznej i przeoranie struktury społecznej. Władza potrzebowała na gwałt lojalnych dyrektorów, prezesów, inżynierów po to aby sprawnie (na miarę swoich możliwości) administrować państwem i jego gospodarką. Ale potrzeby były znacznie większe. Potrzebowano prawników, literatów, dziennikarzy, księży aby stworzyć intelektualne uzasadnienie dla wprowadzanego systemu. Po to aby stworzyć w ramach podległego a więc iluzorycznego państwa równie iluzoryczną kulturę, literaturę , wymiar sprawiedliwości. Oczywiście tak skonstruowano państwo było groteska. Woźny po 3 miesięcznych kursach stawał się prokuratorem, pisarzy hodowano obejmując patronatem ich wypociny. Jeżeli „pisarz" dawał szansę wyrobienie odpowiedniej ilości literatury zasługiwał na mieszkanie, żołd i opierunek. Związek Literatów Polskich po obdarciu go z ozdóbek okazywał się tak naprawdę kombinatem dostarczającym czytelnikom ogłupiającej, fałszującej prawdę i historię literatury. Podobnie było na froncie dziennikarskim.

Zastanawia skąd brały się zastępy chętnych do uczestniczenia w tak budowanym państwie. Chętnych ale jednocześnie zaufanych. Nie jest zadowalającym wyjaśnieniem jakoby nowa władza oparła się na lewicowej partyzantce i przedwojennych komunistach. Oczywiście propaganda wykorzystywała te środowiska ponad miarę i przyzwoitość. Faktem jest jednak, że i przedwojennych komunistów i partyzantów spod znaku AL było stosunkowo niewielu. Nie dość aby zapełnić nimi sądy, policję, prokuratury i centralne urzędy. Naturalnym źródłem pozysku były korzystające z awansu społecznego rzesze ludzi przybywających do miast, wstępujących do partii. Tak naprawdę to oni byli w pierwszym rzucie pierwszymi ofiarami rozkręcającego się dopiero systemu. Awansując, przyjmując ideologie tworzyli podwaliny dla nowej elity. Zawierali czasami świadomie a czasami nie pakt z diabłem. Za popieranie komunizmu prestiż, bezpieczeństwo i pieniądze.

Osobnym zasobem wykorzystywanym w budowie komunistycznego państwa byli Żydzi. Po zakończeniu wojny do Polski wróciło ok 200 - 250 tys Żydów, którzy bądź uciekli przed Niemcami do Rosji sowieckiej, bądź znaleźli się tam na skutek ataku z 17 września i późniejszych porozumień rosyjsko niemieckich. Wraz z tymi, którzy przeżyli wojnę na obszarze Polski można przyjąć założenie, że Żydów zaraz po wojnie było około 300 tysięcy. O fakcie takiego masowego powrotu wspomina miedzy innymi Władysław Bartoszewski.
Nie można postawić tezy, że owe 300 tysięcy ludzi opanowało wszystkie sfery życia państwa. Nie da sie tak powiedzieć choćby dlatego, że większość z nich (ok 200 tys) wkrótce potem wyjechała z Polski. Warto się jednak zastanowić jaką rolę spełnili w państwie ci , którzy pozostali. Czy nie zostali użyci jako fundament do stworzenia nowej elity? Nie mamy możliwości prześledzenia ich losów. Wiadomo, że podstawową metodą naturalizacji była zmiana nazwiska. Często przyjmowano nazwiska tych, którzy nieśli im pomoc w czasie okupacji.
Dzisiaj, bez narażania się na zarzut o antysemityzm, nie można podejmować badań. A szkoda bo to ciekawy i zupełnie nieznany fragment naszej historii. Ta biała karta w polskiej historii ma zresztą swoje konsekwencje. Brak rzetelnych badań, spuszczenie kurtyny milczenia nad tym niedawnym przecież momentem w naszej historii skutkuje brakiem zaufania do wiedzy oficjalnej. To stąd się biorą listy polskich Żydów w internecie. Nie wiadomo czy opisują rzeczywistość( może i kaleką ale trzeba brać pod uwagę brak środków i materiałów źródłowych) czy są fałszywką służącą do skompromitowania problematyki.

Poniżej przedstawiam artykuł dr Leszka Skonki. Artykuł ten jest jedną z nielicznych prób prześledzenia korzeni polskich elit. Może lektura pozwoli z mniejszym zażenowaniem i zdziwieniem reagować na ich antypolskie wybryki. Zapraszam do lektury.

STALINOWSKIE KORZENIE

Pan Paweł Siergiejczuk dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską, Samoobronę.

Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(…) 1996 r.).

„Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield ( dziś minister Spraw Zagranicznych , przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami ("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).

Od UB do UW

Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam Święciki był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR, przyp. L.Skonka) członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.

Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.

"Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych

Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (…). Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.

Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.

Korzenie Ruchu Stu

Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał" Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).

Towarzystwo z "Wyborczej"

Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika. Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z dominującą regułą - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).

Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.

Dziennikarze czerwoni od pokoleń

Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczących w Hiszpanii "dąbrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczną rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.

Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego.

Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.

W kulturze - jak za Bieruta

Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studeckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.

Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuźnica", który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.

Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy stwierdzeniem, że chciał „pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska „. I stawia retoryczne pytanie: „Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"?

całość tekstu TUTAJ

poniedziałek, 07 maja 2007
Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu o Geremku

Wiem, wiem, zaprzątanie czytelnikom głowy wyborami i postawami obecnych autorytetów w czasach stalinowskich to antysemityzm i oszołomstwo. Ale niech tam....

"Od wielu lat Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu zwracał uwagę kolejnym ekipom władz PRL , a także III RP i IV, na stalinowską przeszłość Bronisława Geremka. Bronisław Geremek w najbardziej ponurym okresie PRL, w latach 50-tych należał do grupy uprzywilejowanej, wyróżniał się nadgorliwością i służalczością wobec reżimu stalinowskiego. Jako aktywny działacz partyjny na Uniwersytecie Warszawskim sprawił lub przyczynił do uwięzienia nieprawomyślnych studentów. W wyniku jego nadgorliwości jeden z naszych członków –( założycieli Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu) więziony był we Wronkach. Od roku 1989, od momentu powołania Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu, pan Józef Chlabicz, bezskutecznie domagał się, przynajmniej publicznych przeprosin. W złożonej deklaracji członkowskiej pisze on. m.in. ...pragnę prosić stalinowca, doc. Geremka, aby mnie publicznie przeprosił . Oprócz niego przyjmę przeprosiny od płka Baumana ”.(1) Geremek za swoją nadgorliwą współpracę ze stalinowskim reżimem nagrodzony został stypendium naukowym we Francji, a następnie stanowiskiem dyrektora Ośrodka Kultury Polskiej w Paryżu. W tamtych okresie paszporty wydawano tylko zasłużonym i pewnym aktywistom reżimu. Także w następnych latach władze PRL korzystały z jego służalczości i nagradzały za gorliwość. To haniebna przeszłość, a nie jakieś względy moralne, skłoniły B. Geremka do odmowy podpisania oświadczenia o nie uwikłaniu we współpracę ze służbami specjalnymi i SB. Dlatego tego rodzaju oświadczenia nie może on podpisać, bo musiałby skłamać."

piątek, 04 maja 2007
A co jeśli PiS wygra wybory?


W odgłosach dochodzących z mediów i opozycyjnych partii politycznych, oprócz jęków i skowytów tzw. elit w temacie „zagrożenie demokracji”, pojawia się nowy ton. Coraz częściej słychać „Aby do wyborów”i „Jeszcze tylko dwa lata”. Media, SLD i PO jako oczywistość traktują porażkę PiSu w następnych wyborach. Politycy i wiadomi dziennikarze przypominają garusów w więźniu, którzy pracowicie odkreślają każdy dzień dzielący ich od upragnionej wolności. Niestety, juz parokrotnie okazywało się, że to co pewne jakoś nie może się ziścić. Ani Rokita nie został premierem, ani Tusk prezydentem.

Nie chcę krakać, ale z następnymi wyborami może być podobnie. Kaczyńscy mają bardzo dużą szansę zrealizować obietnice wyborcze. To fenomen w warunkach Polski bo dotychczas każda partia po objęciu rządów realizacje obietnic wyborczych miała głęboko w ... nosie. A tu nagle może się okazać, że następna kampania wyborcza PiSu po raz pierwszy w historii będzie się koncentrowała na pokazywaniu Polakom, że zrobiono to co obiecywano. Czy będzie co pokazywać? Oczywiście każdy lewicowiec prychnie w tym miejscu pogardliwie i pojedzie litanią argumentów made in GW czy konferencji programowych Platformy Obywatelskiej. Niestety, i to jest główne zmartwienie politpoprawnych mediów i POLiDu, argumentów przemawiających za PiSem będzie całkiem sporo.

Ale Platforma Obywatelska ma jeszcze jeden potężny problem. Otóż PiS zrealizuje program wyborczy nie tylko swój ale także Tuska z czasu gdy starał się o prezydenturę i o jak najlepszy wynik dla swojej partii. Tyle tylko, że starał się tak jak wszyscy do tej pory, nie po to żeby zrealizować a po to aby wygrać. Jeżeli PiS poprawi stan bezpieczeństwa, oczyści państwo z korupcji , uścisku tajnych służb, zreformuje finanse państwa, pobuduje jakieś tam autostrady to dla każdego kto cokolwiek wie o kampaniach wyborczych jest jasne że będzie to potężna amunicja. Zrealizować program nie tylko swój ale też swojej najsilniejszej i najbardziej zaciekłej opozycji to naprawdę rzadkość. Sytuację Platformy pogarsza też powracający do polityki Kwaśniewski. I o ile do tej pory można było podpierać się lewicową demagogią to dzisiaj także to odbija się czkawką. Bo, okazuje się, że lewica swojej wizji państwa i elektoratu odebrać sobie nie da.

Cóż więc pozostaje Platformie Obywatelskiej gdy jest bardzo poważne niebezpieczeństwo, że ich często sensowny program zrealizuje za nich PiS przy pomocy wyrzuconych z PO Religi i Gilowskiej ?

O ironio, los Platformy i osobiste szczęście Donka zależy od Kaczyńskich i od siepaczy tego wstrętnego Ziobry. PO ma szansę na dobry wynik wyborczy i pozostanie na boisku jako liczący się zawodnik tylko wtedy kiedy PiS wyczyści dla nich lewą część sceny politycznej. A może to zrobić jedynie poprzez odkłamanie historii, deubekizację, lustrację, likwidację WSI, odcięcie postkomunistów od procesu nauczania itd. Czyli robiąc wszystko to przeciw czemu najgorliwiej i najbardziej żarliwie panowie z Platformy protestują .

Że co? Że to komiczne, że partia elit, fachowców zachowuje się jakby kierowali nią wariaci? Że rzucają się z jednej skrajności w drugą? Cóż. Takie są efekty jak się komuś wszystko dokładnie pokopytkuje.

wtorek, 01 maja 2007
Kwaśniewski i cała reszta
piątek, 27 kwietnia 2007
TVN kupuje Tygodnik Powszechny

 

Grupa ITI kupiła 49 proc. udziałów w "Tygodniku Powszechnym". Pragniemy podkreślić, że nasze uznanie wzbudza ugruntowany autorytet pisma - powiedział Wojciech Kostrzewa, Prezes Zarządu Grupy ITI. - Inwestycja zapewni nam nie tylko wsparcie kapitałowe, ale także dostęp do nowoczesnych technologii - podkreślają przedstawiciele "Tygodnika Powszechnego" „ źródło

No to mamy pierwszy ważny krok do utworzenia sbeckiej wersji TV Trwam. Już niebawem, ponoć jesienią, TVN uruchomi swój kanał katolicki. Szefem będzie, zapewne znany wszystkim, ksiądz Sowa. Szykuje się wielki dzień dla wszystkich donosicieli w sutannach. Agenci w cywilu przygotowali im wszak godną przystań. Już nic i nikt im nie przeszkodzi w głoszeniu Kościoła konformizmu, hipokryzji, tchórzostwa i dwulicowości.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS