Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
piątek, 05 października 2007
Adam Michnik - Ojciec Chrzestny III RP

Adam Michnik od momentu utraty przez Gazetę Wyborczą monopolu na tłumaczenie Polakom rzeczywistości nie ustaje w szkodzeniu Polsce. Niestety , z wielką szkodą dla wizerunku naszego kraju na świecie, głównym polem aktywności RED NACZ GW nie jest jego własna gazeta a zagraniczne media. Sposób ogłaszania przez Adama Michnika swoich racji uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję. Co gorsza, próba odniesienia się do nauk Mistrza kończy się zwykle pozwem sądowym.

Zastanawiając się nad następnymi ruchami sztabu PiSu uważam, że ciekawa mogłaby być kontynuacja debaty Michnik Kaczyński z 1990 roku. Kwaśniewski to rzeczywiście ikona III RP, ale były prezydent byłby nikim gdyby nie potężne wsparcie udzielone mu przez głównego rozgrywającego. To nie Kwaśniewski był najważniejszą postacią ostatniej dekady. Być może był, stosując pewną przenośnię najważniejszą kukiełką w teatrze lalek. Nie wolno jednak zapominać, że teatrzyk należał do Michnika , który szarpał za sznurki jak chciał.  To Michnik  ukształtował III RP. Zadecydował  jakie wartości zostaną wyniesione na ołtarze a jakie  będą zwalczane i ośmieszane. Miał moc stwarzania i niszczenia polityków. Rozliczenie , nazwanie i zrozumienie III RP jest niemożliwe bez ukazania roli Michnika i jego familii.  Poglądy, sposób myślenia Michnika  jeszcze długo  będą zatruwały życie społeczne i wypaczały znaczenie słów i idei.

Tak, brakuje mi tej konfrontacji po latach. Gdyby tak przy okazji kolejnej konwencji wyborczej Kaczyński zaproponował udzielenie wywiadu Adamowi Michnikowi... Prawda, że mogłoby być ciekawie? Czy redaktor naczelny największej , opiniotwórczej gazety w kraju mógłby odmówić ? A gdyby odmówił czy nie byłoby to powszechnie odbierane jako tchórzostwo i rejterada? Jako ucieczka przed skonfrontowaniem z tym , którego obszczekuje poza granicami kraju?

 Pewnie do takiej debaty już nigdy nie dojdzie. Michnik od dawna unika konfrontacji ze swoimi oponentami. Wypowiada sie jedynie tam gdzie nie ma ryzyka sporu, gdzie w sposób autorytatywny może wyładować wściekłość , wylać żale na swoich przeciwników.

Cóż,  jeżeli nie ma szans na debatę to może warto byłoby Polakom przypomnieć tę debatę sprzed 16 lat ? Ciekawe jak czas i historia ostatnich lat potraktowałaby wypowiedzi obu panów.

wtorek, 02 października 2007
Debata: Monika O. czyli fatalne skutki przyspieszonego awansu

Oceniając debatę nie sposób nie zauważyć, że typowanie zwycięzcy zależy od upodobań politycznych. Komentatorzy wskazują na wygraną Kaczyńskiego a co sądzą Polacy to pokażą tak naprawdę dopiero wybory. Ja chciałbym się skupić na równie ważnych aktorach wczorajszej debaty, dziennikarzach prowadzących. Krzysztof Skowroński, Monika Olejnik i bliżej nieznana mi pańcia z Polsatu redagując pytania i prowadząc debatę mieli wcale niemały wpływ na jej kształt i przekaz.

 Czy dobrze wywiązali się ze swojej roli? Otóż uważam, że jedynie trzecią część debaty prowadzoną przez Krzysztofa Skowrońskiego można uznać za naprawdę profesjonalną. Dwie pierwsze części były po prostu żenujące. Reprezentantka Polsatu nieprzygotowana, zestresowana zupełnie nie radziła sobie z trudną materią. Ale i tak największą porażką była druga część debaty prowadzona przez Monikę Olejnik. Ta diva mainstreamowych mediów wystrzeliwała niczym z cekaemu kilkanaście pytań tak na prawdę wcale nie oczekując na nie odpowiedzi. Totalną kompromitacją było przynajmniej dwukrotne pomylenie kolejności. Nie chcę się pastwić ale w warunkach polowych redaktorka Olejnik okazała się po prostu nieporadna warsztatowo.
Niestety ale błąd popełniło zaplecze Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego. Godzinna debata to czas wystarczający na ciekawy spór. Warunkiem powodzenia jest jednak profesjonalizm dziennikarzy. Tu tego niestety zabrakło.

Poniżej owoc  pracy dziennikarskiej, w  której MO najbardziej się sprawdza:

Nowy wpis na Reaktywacji: 
reaktywacja
czwartek, 27 września 2007
Świat według "Gazety Wyborczej"

 Artykuł Jana Polkowskiego został wcześniej odrzucony przez "Gazetę Wyborczą". "Rzeczpospolita" postanowiła go opublikować, uznając, że powinien ujrzeć światło dzienne dla dobra debaty publicznej. Jednocześnie zapraszamy Teresę Bogucką lub innego publicystę "Gazety Wyborczej" do polemiki z powyższym tekstem na naszych łamach.  źródło

"Zakwestionowanie nieomylności "Wyborczej" wywołało szok i frustrację. Tylko tak można tłumaczyć publiczne połajanki pod adresem kierownictwa telewizji publicznej, że nie stosuje tych samych przemilczeń i manipulacji co "Gazeta" - pisze dyrektor Biura Zarządu i Spraw Korporacyjnych TVP SA Jan Polkowski

Gazeta Wyborcza" kłamie. Dla wielu środowisk nie jest to szokująca nowość czy odkrycie ostatnich dni. Jednak fakt, że "Wyborcza" kłamie piórem legendy demokratycznej opozycji Teresy Boguckiej ("Świat według TVP" , "GW" 18 września 2007), może być dla wielu prawdziwym zaskoczeniem.

Redaktor Bogucka pod pozorem obrony dziennikarskiego obiektywizmu i rzekomo łamanych w TVP "dziennikarskich kręgosłupów" występuje de facto w obronie monopolu "Gazety Wyborczej" na określanie, kto jest w polityce "dobry", a kto "zły". Bogucka broni prawa "Gazety" do bycia wyrocznią w sferze "postępowości" i "demokracji". Bo dziennikarze i redaktorzy "Gazety Wyborczej" mają poglądy polityczne! I wcale ich nie ukrywają. W każdych wyborach "Gazeta" wyraźnie dawała do zrozumienia, na kogo należy głosować. Obecnie "masterplan" stworzony przez Agorę zakłada powstanie rządu tymczasowego PO - LiD i każdy, kto się tym zamierzeniom sprzeciwia lub choćby ich entuzjastycznie nie podziela, jest wrogiem. W ramach tego planu Bogucka atakuje TVP.

Pieniądze przed prawdą

Jest w tej sprawie drugie dno - ekonomiczne. Chodzi o wielkie pieniądze i nowe rozdanie na rynku mediów elektronicznych. Na tym rynku zakończył się trwający blisko 16 lat okres pionierski. Dotąd telewizje komercyjne rozwijały się kosztem TVP, ale nie naruszały w istotny sposób pozycji nadawcy publicznego. Teraz nadszedł ten moment. Dzieje się to u progu procesu cyfryzacji, przy postępującej globalizacji rynku telewizyjnego i mocniejszym wchodzeniu kapitału zagranicznego.

W tym kontekście krytyka TVP to najtańszy oręż walki konkurencyjnej. Telewizji publicznej próbuje się więc narzucić ustawowy kaganiec, aby przejąć rynek reklam. Gdy to nie skutkuje, następuje atak "publicystyczny". Chodzi o to, aby maksymalnie osłabić TVP przed wejściem w okres cyfryzacji. Chodzi o miliardy złotych. A gdy w grę wchodzą tak wielkie pieniądze, przegrywa zwykła prawda i przyzwoitość.

Znikające fakty

Wróćmy jednak do głównego wątku. W swoim tekście "Świat według TVP" redaktor Bogucka postawiła tezę, iż telewizja publiczna "została zaprzęgnięta do promocji jednej partii". Z publicystyką Boguckiej nie mam zamiaru polemizować: w wolnej Polsce każdy może głosić tezy, jakie chce, a ograniczony jest jedynie przepisami prawa i obawą przed śmiesznością. Tym, co w tekście Boguckiej wymaga polemiki, to próba ubrania jej (i "Gazetowych") marzeń, fobii i obaw w pozory obiektywnego dziennikarstwa. W owym "ubieraniu" przekroczono - moim zdaniem - granicę przyzwoitości i dobrego smaku.

Pisze Bogucka na przykład, iż "widzowie TVP nie dowiedzieli się, że prokuratura oddała doktorowi Mirosławowi G. 170 przedmiotów zabranych mu w czasie aresztowania, a zatrzymała tylko dwie butelki alkoholu i pudełko cygar". Rzeczywiście - widzowie telewizji publicznej nie dowiedzieli się o tym, bo... nie jest to prawdą. Jak w każdej tego typu sprawie są dwie strony prezentujące swoje stanowiska i poglądy: "Gazeta" z nieznanych powodów postanowiła bezkrytycznie przyjąć punkt widzenia obrońców Mirosława G. i stanowczo obstaje przy tezie, że "prokuratura [...] zatrzymała tylko dwie butelki alkoholu i pudełko cygar".

Tymczasem 12 września (na tydzień przed artykułem red. Boguckiej) Ministerstwo Sprawiedliwości wydało komunikat, w którym można przeczytać: "informacje, jakoby zostały oddane wszystkie rzeczy, nie są prawdziwe, wciąż bowiem nie zostało zwróconych około 500 przedmiotów (butelek z alkoholem, piór, wartościowych zegarków)". Zatem może jednak nie trzy sztuki - jak chce "Wyborcza" ("dwie butelki alkoholu i pudełko cygar"), ale 500 przedmiotów, jak zapewnia Ministerstwo Sprawiedliwości ("500 przedmiotów - butelek z alkoholem, piór, wartościowych zegarków").

Nie jest to jednak zwykły błąd, dziennikarskie przeoczenie. "Gazeta" uznała po prostu, że fakty niepasujące do jej aktualnej linii politycznej... nie istnieją. Zostały "unieważnione" decyzją kolegium redakcyjnego. Bo to "Gazeta Wyborcza" nie poinformowała swoich czytelników o stanowisku resortu sprawiedliwości i prokuratury. Uznała, że nie pisząc o pewnych faktach i przemilczając pewne zjawiska, sprawi, że będą one znikały z obszaru dyskursu publicznego.

Z reakcji redaktor Boguckiej wnosić należy, że zakwestionowanie nieomylności "Wyborczej" w tych kwestiach wywołało szok i frustrację. Tylko tak można bowiemtłumaczyć publiczne połajanki pod adresem kierownictwa telewizji publicznej, że nie stosuje tych samych przemilczeń i manipulacji co "Gazeta". To właśnie istota sprawy: "Gazeta Wyborcza" postanowiła poprawić rzeczywistość i zmyśliła fakty ("dwie butelki alkoholu i pudełko cygar"), ignorując stanowisko drugiej strony. Po czym zaatakowała TVP, że tego "Gazetowego" zmyślenia nie podała na antenie jako prawdy obiektywnej.

Złe przeszczepy "Wyborczej"

Zresztą nie jest to jedyny tego typu zabieg w tekście Boguckiej. Pani redaktor twierdzi, że przyczyną kryzysu polskiej transplantologii jest postępowanie pewnego "medium [które] zaczęło nagonkę". W domyśle: przez TVP bez przeszczepów umierają ludzie, bo telewizja publiczna nagłośniła zarzuty ministra Ziobry wobec doktora G. Zarzut dość absurdalny - wystarczyłoby przejrzenie serwisów informacyjnych wszystkich telewizji (także komercyjnych), aby się przekonać, że konferencja w Ministerstwie Sprawiedliwości "zrobiła czołówkę" we wszystkich programach. W imię czego właściwie TVP miałaby ocenzurować tę wiadomość?

Co zaś do kryzysu polskiej transplantologii, to rzeczywiście ilość przeszczepów istotnie się zmniejszyła. Jednak dane statystyczne pokazują, że nie spadła liczba przeszczepów serca (doktor G. jest kardiochirurgiem), ale... wątroby. Co ciekawe, spadek ten miał najgwałtowniejszy przebieg przed... konferencją ministra Ziobry.

Co się więc stało i jakież to "medium" odpowiada za kryzys w polskiej transplantologii? Otóż wielu lekarzy uważa, że głównym powodem tego stanu rzeczy są... teksty w "Gazecie Wyborczej" z początku roku, opisujące w histerycznym tonie przypadki "zarażenia" białaczką trzech pacjentów po przeszczepach wątroby i nerek. O tonie tych publikacji mogą choćby świadczyć ich tytuły: "Zły przeszczep" ("GW" 29.12.06), "Kolejny chory po przeszczepie" ("GW" 30.12.06), "Przy przeszczepach potrzebna jest czujność" ("GW" 5.01.07), "Białaczka na skutek przeszczepu" ("GW" 8.02.07) lub na przykład "Czy to był błąd lekarzy?" ("GW" 3.02.07). To właśnie po tych tekstach liczba przeszczepów wątroby spadła z 76 zabiegów (styczeń 2007) do 34 (kwiecień), a nerek z 22 do 9 (w tym samym okresie).

Skandalicznie dobrotliwy premier

Oczywiście "Gazeta" może się nie zgadzać z pewnymi działaniami obecnego rządu, może nie lubić pewnych ugrupowań i określonych polityków, ale może lepszym sposobem wyrażania tej niezgody byłoby polemizowanie bezpośrednio z tymi politykami, a nie krytykowanie innych mediów. Tymczasem najgorszą zbrodnią wydaje się być nieprzyjmowanie punktu widzenia "Gazety" przy relacjonowaniu rzeczywistości. Jeżeli fakty nie zgadzają się z linią "Wyborczej" ustaloną na kolegium redakcyjnym, tym gorzej dla faktów tych mediów, które je rzetelnie relacjonują.

Tym bardziej że nie bardzo rozumiem, co właściwie jest głównym zarzutem pani redaktor. Raz "Gazeta" ma za złe TVP, że pokazuje za dużo PiS (ba, przerywa nawet mecz, aby pokazać konwencję tego ugrupowania), by za chwilę tę samą telewizję zaatakować za to, że nie pokazuje wszystkiego i trzeba pokazywać więcej PiS (aby zmieściły się - jak chce redaktor Bogucka - także "obelgi i insynuacje pod adresem przeciwnika").

Najgorszy zarzut, jaki formułuje redaktor Bogucka wobec telewizji publicznej, dotyczy jednak tego, że - o zgrozo! - "TVP lansuje premiera w wersji dobrotliwej, uśmiechniętej i niejadowitej". Zarzut co najmniej dziwny ze strony przedstawicielki redakcji, która świadomie opóźniła o blisko pół roku upublicznienie informacji o największym skandalu III RP (aferze Rywina) tylko dlatego, aby nie psuć w czasie unijnych negocjacji wizerunku dobrotliwego, uśmiechniętego premiera Millera.

Doprawdy trudno zadowolić redaktor Bogucką - ma za złe TVP, że "wycina" niektóre wypowiedzi premiera, ale kiedy "Wiadomości" zamieszczają jego wypowiedź na temat odejścia ministra Sikorskiego, Bogucka stwierdza autorytatywnie, że akurat w tym wypadku wypowiedzieć się powinien poseł Kurski.

Wypieranie ze świadomości

Podobnie z innymi zarzutami. Wbrew temu, co widziała 10 września na "gazetowym" telewizorze redaktor Bogucka, "Wiadomości"poinformowały, że plany podniesienia składki zdrowotnej to wycofanie się premiera z poprzednio zajmowanego stanowiska. Z kolei 12 września "Wiadomości" rzetelnie poinformowały o postanowieniu sądu w sprawie Janusza Kaczmarka. Zarzut redaktor Boguckiej, że zupełnie niepotrzebnie pojawiła się w materiale informacja, iż "środki zapobiegawcze wobec Kaczmarka muszą być wyznaczone jeszcze raz", wydaje się nieco śmieszny, jeżeli porówna się go z tym, co następnego dnia napisała "Gazeta Wyborcza": "Sąd uchylił postanowienie i zwrócił je prokuraturze "do ponownego rozpatrzenia". Ta może teraz wszystko? nie stosować tzw. środków zapobiegawczych, jeszcze raz je nałożyć, a nawet wystąpić do sądu, by b. szefa MSWiA aresztować". (B. Wróblewski, "Nie ma powodu, by Janusz Kaczmarek wpłacał kaucję i nie mógł wyjeżdżać"; "GW" nr 214, wydanie waw z 13.09.2007, Kraj, str. 4 ). Jak to się dzieje, że według redaktor Boguckiej ten sam tekst podany w "Wiadomościach" jest manipulacją, a zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" już nie?

I dalej: 13 września TVP podała, że Ryszard Bender to osoba rekomendowana przez krąg Radia Maryja. Szkoda, że redaktor Bogucka nie wychwyciła tego szczegółu. Chyba że jest to dobrze opisany w literaturze psychologicznej mechanizm wyparcia - kiedy umysł odrzuca wszelkie informacje niepasujące do przyjętego i zaakceptowanego wzorca i wypiera je ze świadomości.Z kolei 14 września nie przemilczeliśmy, jak chciałaby tego redaktor Bogucka, informacji, że oskarżona o korupcję Arka Gdynia należy do Prokomu. Zobaczmy jednak, jak potraktowała tę kwestię "Gazeta Wyborcza": "W aferę korupcyjną zamieszanych jest kilkanaście klubów piłkarskich, ale prokuratorzy niespodziewanie zdecydowali się wyłączyć jeden - jak sami przyznali bardzo wąski - wątek sprawy i złożyć akt oskarżenia w sądzie. Dotyczy on Arki Gdynia, klubu należącego do firmy Prokom, której właścicielem jest Ryszard Krauze podejrzewany o udział w przecieku dotyczącym akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa" ("Arka oskarżona o korupcję", Artur Brzozowski; "GW" nr 216, wydanie waw z 15 - 16.09.2007, Sport, str. 35). Kali ukraść krowa - dobrze, Kalemu ukraść - źle.

Dyrektywa Heleny Łuczywo

Przyznajemy się także do innego poważnego "przestępstwa" przeciwko rzetelności dziennikarskiej: oto pozwoliliśmy komentować sprawy związane ze służbami specjalnymi redaktorowi Jerzemu Jachowiczowi. A przecież powinniśmy wiedzieć, że redaktor Jachowicz miał prawo być "autorytetem" w tej dziedzinie tylko do momentu, kiedy pracował w "Gazecie Wyborczej". Po odejściu z redakcji nie powinien być nigdzie zapraszany.

Tak na marginesie: czy nadal obowiązuje w "Gazecie Wyborczej" dyrektywa Heleny Łuczywo z początku lat 90., że dziennikarze "Gazety" nie mogą wyrażać publicznie poglądów sprzecznych z linią programową gazety?

Kompletnym zaskoczeniem jest jednak zmiana stanowiska "Gazety" w kwestii lustracji. Redaktor Bogucka wręcz oczekuje od telewizji publicznej odnotowywania w najważniejszych programach informacyjnych kolejnych przypadków "dzikiej" lustracji. Albowiem "grzechem" TVP było przemilczenie artykułu "Wprost" o rzekomych związkach Jerzego R. Nowaka z wywiadem PRL. Kolejnym zarzutem miało być pominięcie milczeniem rzekomego odkrycia teczek najbogatszych Polaków inwigilowanych przez WSI. A gdzie dziennikarski obiektywizm? Gdzie weryfikowanie rzekomych sensacji?

Powyższe przykłady pokazują, jak nieprawdziwe, wręcz absurdalne są zarzuty stawiane przez "Gazetę Wyborczą" TVP. Dla Teresy Boguckiej zarzutem okazuje się nawet to, że TVP informuje o czymś dokładnie tak samo jak... jej macierzysta redakcja. Przy takim natężeniu złej woli trudno o spokojny dyskurs i wymianę racjonalnych argumentów.

Jan Polkowski"
reaktywacja
wtorek, 25 września 2007
Pomysł PiSu na parlamentarną większość

Od kilku tygodni można zauważyć jak ewoluują opinie komentatorów politycznych na temat spodziewanych wyników wyborów. Pamiętacie Państwo? Jeszcze 16 sierpnia Gazeta Wyborcza z triumfem obwieściła, że PO ma szansę rządzić samodzielnie. A dziesięć dni później informowała , że PiS ma najniższe poparcie od wyborów z 2005 roku. Niestety, potem już było tylko gorzej. Stopniowo, powoli zaczęły się pojawiać w mediach komentarze poddające w wątpliwość bezdyskusyjne zwycięstwo Platformy. Publicyści i politycy jak kania dżdżu wyczekujący nowego rozdania nagle zaczęli się orientować, że wymodlone przyspieszone wybory mogą, o ironio, wzmocnić krwawych Kaczorów. W tym momencie drugą linią propagandowego frontu staje się połączenie sił Platformy i Lidu. Następuje nowa fala komentarzy. Publicyści koją swoje skołatane nerwy wizjami rządów ludzi cywilizowanych. Trzeba przecież zawrzeć sojusz aby nie dopuścić do władzy szaleńców

I wszystko byłoby pięknie gdyby nie Kaczyński. Jarosław Kaczyński nie pierwszy raz psuje przyklepane i wydawałoby się nieuchronne scenariusze. Pamięta ktoś jeszcze obściskiwania się Kwaśniewskiego i Michnika i ich nocne, pijackie rajdy po Zatoce Czerwonych Świń? Pamiętacie co wtedy świętowali? To wtedy po raz pierwszy mieli nadzieję na sojusz strony solidarnościowej z postkomunistami. Wtedy się nie udało bo bracia Kaczyńscy zmajstrowali sojusz z ZSL . Nie mniej jednak idea budowania ponad podziałami nadal przyświeca Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i redaktorowi naczelnemu Gazety Wyborczej.

Warto wrócić do wspomnianego już artykułu Gazety Wyborczej i szans na samodzielne rządy PO. Istotą rozważań było szacowanie ilości objętych przez PO mandatów w zależności od procentowego poparci dla reszty partii politycznych. Zakładano, że z poparciem zaledwie 32 % PO jest wstanie objąć prawie 230 mandatów poselskich i powołać swój rząd bez uciekania się do żadnej koalicji. Minęło kilka tygodni i sytuacja zmienia się diametralnie. Teraz to PiS ma około 35 % poparcia w sondażach. Wydaje się, że w sytuacji gdy zarysuje się większa różnica pomiędzy PO a PIS można rozpatrywać scenariusz zawalczenia o większość w przyszłym sejmie.

Temu tak naprawdę służy pomysł debaty Kaczyński kontra Kwaśniewski. Publiczna debata z Szefem a nie z  Pomocnikiem spowoduje przelanie części elektoratu z PO do LiDu. Obie partie z z sumą poparcia w granicach 35 – 40 % ale rozkładająca się po połowie uwolnią taką ilość mandatów dla PiSu, która umożliwi samodzielne rządzenie ( zakładam wzrost poparcia dla PIS w okolicach 40%).

Manewr jest tylko pozornie ryzykowny. Nawet w przypadku nieosiągnięcia zakładanego celu PO po wyborach wychodzi osłabiona. Ryzyko sojuszu z LiDem będzie niewielkie z dwóch podstawowych powodów. Powód pierwszy to emocje. Dokładnie te same, które uniemożliwiły powstanie POPISU. Tusk i jego dwór nie będą w stanie podjąć współpracy z LIDem który przejmie 8-10% ich elektoratu. Drugi powód to strach przed secesją niezadowolonych z kampanii i jej wyników członków z partii. W przypadku normalnej partii pominąłbym emocje no ale w końcu mamy tu do czynienia z Platformą.

Dalej już mamy z górki. Osłabiona i sponiewierana Platforma tworzy tak przez wielu wyczekiwany POPIS i przyczynia się do budowy IV RP zapisując się złotymi zgłoskami w nowożytnej historii Polski.....


 

                         Informacja dla trójmiejskich czytelników mojego bloga

    Zapraszam wszystkich studentów, pracowników naukowych , absolwentów Uniwersytetu Gdańskiego do odwiedzenia bloga Uniwersytet Gdański Reaktywacja. Wszystkie osoby, które chciałyby się zaangażować w przywrócenie pluralizmu na UG zapraszam do współpracy.

poniedziałek, 24 września 2007
Inteligentne, dowcipne, zabójczo skuteczne
niedziela, 23 września 2007
Debata Kaczyński Kwaśniewski i co z tego wynika dla Donaldu Tusku

 Zwykle myśli się o walce politycznej w sposób tradycyjny jako o działaniach z których jedne przynoszą nam korzyść a inne niepowodzenie. Ale w polityce są sytuacje gdy każde posunięcie przeciwnika jest korzystne. Przykładem ostatnich dni obrazującym taką sytuację może być tu reakcja rządu na żądanie OBWE wpuszczenia swoich obserwatorów i domaganie się od Dorna podjęcia działań zmierzających do wstrzymania przesłuchań wolontariuszy PO.

Mamy tu do czynienia z sytuacją gdy każde zachowanie rządu i Dorna otworzy pole do agresywnej retoryki. Bo zgoda rządu na żądanie OBWE to kolejny, wręcz  koronny, dowód na to że Polska ma niestabilną demokrację. Podobnie ze oczekiwaniem od Dorna zaangażowania się na rzecz wstrzymania prokuratorskiej maszynerii. Naciskając Dorna na wykonanie takiego ruchu Gazeta Wyborcza nagłaśniała głosy opozycji podnoszących niezręczność i dwuznaczność przesłuchań młodzieży PO w czasie trwania kampanii wyborczej. Efektem tej atmosfery był list Dorna do MS z ostrożnym pytaniem co do możliwości czasowego zawieszenia przesłuchań. Jaki był efekt? Już następnego dnia z czołówki Wyborczej Gazety krzyczał tytuł, że rząd ręcznie kieruje prokuraturą. Słowem co by nie robić i tak jest się przedmiotem krytyki.

Umiejętność uprawiania polityki tak aby w efekcie każda reakcja przeciwnika uruchamiała pozytywne dla nas scenariusze to wyższa szkoła jazdy i klucz do uprawiania naprawdę skutecznej polityki.

Dlatego z ogromnym zainteresowaniem odebrałem dzisiejsze wypowiedzi premiera Kaczyńskiego. Wygrać wybory można na dwa sposoby. Pierwszy, najbardziej oczywisty to taki w którym za pomocą programu, liderów i odpowiednich nośników przekazu przekonuje się wyborców do swoich racji. Ale jest też metoda polegająca na takim budowaniu strategi wyborczych aby konfrontować się z takimi przeciwnikami z jakimi różnimy się najpiękniej.

Tak odbieram zgodę Jarosława Kaczyńskiego na debatę z Aleksandrem Kwaśniewskim. Co ciekawe reakcje tzw"fachowców od PiaRu" w momencie rzucenia rękawicy przez Kwaśniewskiego sprowadzały się do banalnego stwierdzenia, że partia silniejsza nie ma interesu w promowaniu trzeciej w sondażach partii. Tradycyjnie pojęta strategia walki nakazywałaby zignorowanie zaproszenia. Ale Kaczyński zaproszenie przyjął.

Warto się zastanowić jakie mogą być konsekwencje tej decyzji.

Wydaje mi się że celem zasadniczym jest powrót to zdrowej dychotomii polegającej na walce obozu postsolidarnościowego z obozem postkomunistycznym. To zakłócenie tego fundamentalnego podziału w społeczeństwie zaowocowało wszystkimi problemami ostatnich dwóch lat. Trzeba pamiętać że dzisiejsza pozycja PO to zasługa prowokacji pułkowników Miodowicza i Brochwicza, w wyniku której Cimoszewicz zrezygnował z walki o prezydenturę osłabiając przy okazji wynik wyborczy SLD. 

    Warto zauważyć, że już w kilka dni od momentu założenia koszulki lidera sondaży przedwyborczych Jarosław Kaczyński zaczyna wykorzystywać możliwości wypływające z tego faktu. Otóż to lider ma największe możliwości wybierania pól przedwyborczych sporów. Ale lider ma w zanadrzu jeszcze jeden oręż. Wykorzystując plebiscytowy charakter wyborów można wybierać też przeciwnika. A LiD jest przeciwnikiem o wiele wygodniejszym dla PiSu. Bo niezależnie od wyników sondaży, obrona III RP to być albo nie być dla SLD. Udział PO w tej wojnie jest tak naprawdę wtórny, to rola rozhisteryzowanych najemników, wykorzystujących każdą okazję do odreagowania frustracji na swoim niedawnym sojuszniku i szukających racji bytu dla swojej partii.

Warunkiem zbudowania IV RP jest wygrana z połączonymi siłami PO i LiD. Zakładając, że Debata będzie spektakularnym sukcesem Jarosława Kaczyńskiego ( czego mu życzę) istnieje szansa zdobycia poparcia większego niż połączone siły LiD i PO.

Zakładając jednak, że cel główny nie zostanie zrealizowany i w Sejmie Kaczyński będzie miał mniej szabel niż Kwaśniewski i Tusk razem. Co wtedy? Otóż interesem PiSu jest przegrać ( jeżeli wygrać się nie da) z LiDem a nie z PO. Trzeci wynik w wyborach dla PO to praktycznie koniec tej partii. Słaba Platforma nie zdecyduje się na koalicję z postkomunistami. A jeżeli się zdecydują to rozłam i przejście części posłów do PiSu będzie nieuchronne. Najbardziej oczekiwany i możliwy scenariusz w takiej sytuacji to zawiązanie koalicji PiS z PO z korzyścią dla programu naprawy państwa. Czego sobie i Czytelnikom życzę....

piątek, 14 września 2007
Platforma Obywatelska czyli La bella Katastrofa

 

Nie sposób nie zauważyć, że PO pod przywództwem Donalda Tuska konsekwentnie dąży do porażki w najbliższych wyborach. Szary z przerażenia Tusk oganiający się od reporterów próbujących uzyskać informacje na temat odejścia Rokity to zaledwie ostatni akord długiego ciągu zupełnie podstawowych błędów. Pierwszy z brzegu to uczynienie Sławomira Nowaka szefem kampanii wyborczej. W Trójmieście Nowak ma opinię niezbyt rozgarniętego aparatczyka. Nie jest w stanie sprostać zadaniom związanym z kampanią wyborcza. Nowak to jeden z pierwszych dworzan Tuska ale żaden przeciwnik dla Kurskiego, Kamińskiego czy Bielana. Takich jak Nowak to oni chrupią na pierwsze śniadanie.

Jakoś nikt nie podnosi faktu, że PO wyborów po prostu nie jest w stanie wygrać. Wszystko, dosłownie wszystko sprzysięga się przeciwko Donaldowi. Okres kampanii wyborczej będzie czasem wypominanie PO tych wszystkich głupstw i oskarżeń kierowanych od dwóch lat pod adresem pisowskiego rządu. Nie wątpię, że czarne wizje Gabinetu Cieni wieszczące upadek państwa, benzynę za 5 zł i hiperinflację zostaną zostaną skonfrontowane z rzeczywistym stanem gospodarki.

Kolejny problem PO to program polityczny. Dzisiaj podobnie jak dwa lata temu racją nadrzędną jest takie granie emocjami przez PO żeby na dyskusję nad programem nie starczyło już czasu. Pomysły związane z prywatyzacją służby zdrowia, rezygnacją z wpływu państwa na strategiczne interesy polskiej gospodarki, mogą doprowadzić do katastrofy. Niestety ale mentalnie Tusk jest nadal uroczym blondynkiem z czasów Kongresu Liberalno Demokratycznego klepiącym bezrefleksyjnie liberalne slogany . Wtedy naiwni liberałowie głosili swój program wprost. Konsekwencją było porażka w wyborach i koniec KLD. Prawda jest taka, że pomysły na gospodarkę, rolę państwa nie zmieniły się u nich w ciągu tych niemal 20 lat ani o jotę. I nadal są tak samo nieprzystawalne do rzeczywistych potrzeb Polaków. Oczywiście można przy pomocy zaprzyjaźnionych mediów wmawiać Polakom, że walka z korupcją, przestępczością, troska pozycję państwa na świecie to tematy zastępcze. W wirtualnej rzeczywistości można mówić wszystko co łyknie Gazeta Wyborcza. Ale próba przekonywania do swoich wizji wyborców  zakończy się porażką.

środa, 05 września 2007
Nie osądzajcie Ryszarda Krauzego pochopnie - apelują pomorscy politycy

 

Marszałek Jan Kozłowski (PO) jest przykładem na to, że na interesach ze spółkami prezesa Krauzego można też sporo stracić. Kozłowski kupił 53 tys. akcji Biotonu. W czasie kilkunastu miesięcy wartość akcji znacznie spadła, pakiet marszałka jest dziś wart blisko 100 tys. zł mniej. - Nie zamierzam ich sprzedawać. Wierzę, że ich kurs wzrośnie - zapowiada Kozłowski."

tenże sam Jan Kozłowski:

Kiedyś przyjąłem chińską delegację, która przyjechała tu w związku z inwestycją Biotonu w ich kraju. Rozmawiałem z nimi i wspierałem Bioton, tak jak wspieram każdą inną pomorską firmę, która ma szansę wejść na zagraniczny rynek", i dalej:

"Nie ukrywam, że spotykaliśmy się nieraz, ale ja nigdy nie czułem żadnej presji ze strony prezesa Krauze. On nigdy nie naciskał, żeby coś załatwiać." Jan Kozłowski, marszałek województwa, przewodniczący PO na Pomorzu

Ryszard Krauze to wzór biznesowej skuteczności - mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni i doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. samorządów. - Mógłby wybrać każde miejsce na świecie, a został w rodzinnej Gdyni, którą nieustannie wspierał."

Uderzono w reprezentanta narodowej gospodarki." Jacek Karnowski (PO), prezydent Sopotu

On nie zapomina o korzeniach i to mu daje szacunek otoczenia. Ale on tego nie wykorzystuje w środowiskach politycznych." Jerzy Jędykiewicz, były baron pomorskiego SLD, partner Krauzego w interesach

Czegoś Państwu brakuje w tych wypowiedziach?

Mi brakuje, wydawałoby się, oczywistego stwierdzenia, że jeżeli ktoś kogo nawet szanujemy popełniłby przestępstwo to powinien ponieść tego konsekwencje jak każdy obywatel tego kraju. Proszę zauważyć, że żaden z przepytywanych przez Wyborczą ważnych person trójmiejskiej aglomeracji na takie stwierdzenie się nie odważył. Cóż, ten brak pokazuje, że mamy tu do czynienia ze zwykłą sitwą.

Warto też zwrócić uwagę na rozbrajającą szczerość Jana Kozłowskiego w streszczeniu swoich związków z Biotonem i Ryszardem Krauze. Wypada się cieszyć, że marszałek województwa kupił akcje Biotonu. Strach pomyśleć co działoby się gdyby zainwestował, na przykład, w Gazprom. Może wtedy z kolei argumentowałby, że pomaga każdej firmie, która chce wejść na trójmiejski rynek?

Źródło

czwartek, 30 sierpnia 2007
Trójmiejska Ośmiornica

Sprawa to niesłychana, ABW zamknęło Pana... Współczuć tylko wypada członkom trójmiejskiej Ośmiornicy. Skończył się czas poczucie bezpieczeństwa. Teraz z lękiem będą lustrowali gości przez judasza w drzwiach. Okazuje się , że powoływanie się na przyjaźń z prezydentem nie stanowi żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Tym samym pryska złudzenie wszechwładzy.

Właściwe już można pokusić się o opis całego korupcyjnego środowiska funkcjonującego w Trójmieście.

Trójmiejski półświatek to ciekawy twór polegający na koegzystencji i wzajemnym przenikaniu się różnych środowisk. Powstał i stopniowo krzepł w latach 80 tych by w III RP rozkwitnąć w pełnej krasie . Tworzył się z ludzi z obu stron barykady. Mamy tu dawnych cinkciarzy, milicjantów z obyczajówki, z wydziału przestępstw gospodarczych, oficerów Służby Bezpieczeństwa ale mamy też działaczy opozycyjnych, ba nawet działaczy duszpasterstwa akademickiego. W realiach budowania kapitalizmu po Okrągłym Stole jedni zrobili pieniądze , inni zdobyli wykształcenia a jeszcze inni pozycję polityczną bądź wpływy w mediach. Rodziła się szansa powstania hermetycznego środowiska wywierającego podskórny a jednak decydujący wpływ na życie trójmiejskiej aglomeracji. Bankiety, spotkania towarzyskie to był teren wzajemnych zalotów i umizgów. To na bankietach, między innymi na Prokom Open, dochodziło do zblatowania przedstawicieli różnych środowisk nawet tak wydawałoby się różnych jak nie cofająca się przed mordem gangsterka i najważniejsi prokuratorzy i policjanci. W atmosferze spijania sobie miodku z dziubków rodziła się solidarność tego środowiska i poczucie wspólnego interesu. A ponieważ każdy z nich miał swoje wstydliwe tajemnice to tym bardziej cementowało to te związki. Przedziwne środowisko, w którym każdy z osobna powinien być obiektem napiętnowania a razem, w grupie, tworzą system wzajemnego budowania w oczach opinii publicznej wizerunku uczciwych i nieskazitelnych.

Działacze Solidarności tak naprawdę pozostający na wikcie Służby Bezpieczeństwa, prokuratorzy ukrywający swoją pezetpeerowską przeszłość, szef więzienia chcący ukryć swój związek z pałowaniem działaczy Solidarności w areszcie na Kurkowej. Działacz duszpasterstwa akademickiego prowadzący firmę gangsterom. Kaczmarek organizujący prowokację w wyniku , której dociera do teczki Bolka, po czym teczka się dematerializuje zaś dzielny prokurator startuje do Sejmu z listy wałęsowskiego BBWRu. To tylko te najbardziej znane trójmiejskie realia.

Ważnym elementem ośmiornicy jest lokalna telewizja publiczna. I nie chodzi tu nawet o udowadnianie aferalnych relacji między Ośmiornicą a kierownictwem TVP i dziennikarzami. Myślę, że to głupota i brak przyzwoitości powoduje, że gdański ośrodek buduje te trójmiejskie, pożal się Boże, elity. Jednym z większych curiosum w skali całego kraju może być cykl rozmów redaktora Trusa z nobliwym profesorem prawa znanym ze swoich związków z trójmiejskimi gangsterami . Zapytacie o czym były te rozmowy? No jak to o czym? Oczywiście o przyzwoitości w życiu publicznym, o moralności , o zasadach.

Na ten ponury obraz Trójmiasta nakłada sie jeszcze dwuznaczna rola biskupa Gocłowskiego. Pal licho udzielenie Tuskowi ślubu w czasie kampanii prezydenckiej. Liberał, niektórzy twierdzą że libertyn, ale głowa gdańskiego Kościoła daje/chce/ się wykorzystać w kampanii wyborczej. Jeszcze raz mówię: pal to licho. Gorzej gdy arcybiskup otacza się byłymi sbekami , byłymi pracownikami cenzury, gdy daje wykorzystać Kościół do prania brudnych pieniędzy ( afera Stella Maris). A już zupełnie trudne do zrozumienia jest odprawiania przez gdańskiego arcybiskupa mszy żałobnej na pogrzebie Nikodema Skotarczuka. Przypomnijmy: mafiosa zamordowanego w burdelu.

Tym wszystkim, którzy na Trójmiasto patrzą przez pryzmat Sierpnia 1980 roku warto przypomnieć, że trójmiejskie teczki SB z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zostały zniszczone w 90 %. Wszędzie ocalały wcale pokaźne zasoby, przykład 250 tys. nazwisk na tzw liście Wildsteina, a Gdańsku totalny pogrom. W efekcie w Trójmieście roi się od farbowanych lisówi. Wszyscy oni są żywotnie zainteresowaniu w budowaniu swojego pomnikowego wizerunku. Znamienna jest tu pozycja Lecha Wałesy. Jak to możliwe, że prawda o TW Bolek nie jest w stanie przebić się do ludzi? Są świadkowie, są filmy, są dokumenty ale nic z tego nie wynika bo ludzie typu Wyszkowski, Gwiazda, Cenckiewicz mają większą szansę wystąpienia w WSI 24 niż w gdańskiej telewizji.

Ważnym czynnikiem ułatwiającym życie Ośmiornicy jest dyktatura jednego środowiska politycznego. Bo, tak naprawdę Trójmiastem od 18 lat rządzą ci sami ludzie. Nie ma wymiany elit. W efekcie patologie, koterie się powielają i umacniają. Czasami przechodzą z pokolenia na pokolenie. Postępuje degeneracja elit. Czas pokaże, że taki brak realnej konkurencji jest zabójczy także dla rządzących Trójmiastem  "elit".

Tu, w Trójmieście od dawna nie chodzi o zasady.Tu nawet nie chodzi o licytowanie się kto jakim autem jeździa czy jaki dom kupił w Górnym Sopocie. Tu chodzi o zdobywanie nowych terytoriów. Po osiągnięciu sukcesu ekonomicznego, mianowaniu się elitą, uzyskaniu wpływu na media, opanowaniu samorządów celem Trójmiejskiej Ośmiornicy stał się PiS a konkretnie osoby, co do których Lech Kaczyński poczuwał się do lojalności. Nie chcę krakać ale będzie z tym jeszcze sporo kłopotu i zgryzot dla premiera.

wtorek, 14 sierpnia 2007
Ballada o Januszku Odsłona druga

„Rok 1987. Matka Kaczmarka przychodzi do I sekretarza KW PZPR w Gdańsku. Prosi, aby partia zlitowała się nad jej synem. Prymus, absolwent prawa, nie może znaleźć pracy w Trójmieście.

- Nie było egzaminów na aplikację, tylko rozmowa kwalifikacyjna. Zadano mi dwa pytania: czy chcę wstąpić do partii i czy wierzę w Boga - wspomina Kaczmarek. - Na pierwsze odpowiedziałem "nie", na drugie "tak". Kłopot miałem gotowy.
Sekretarz pracy nie załatwił. „
Ballada o Januszku GW

 

„W czasie ostatniego kryzysu rządzącej koalicji mało zauważona została w mediach odkryta przez „Rzeczpospolitą" informacja, że kariera byłego szefa MSW Janusza Kaczmarka w rządzie stworzonym przez PiS była możliwa dzięki kłamstwu, jakiego się dopuścił, wypełniając w kwietniu 2001 r. ankietę personalną. Napisał w niej, że w latach 1987-1989 był kandydatem na członka PZPR. Tymczasem z ankiety, jaką wypełniał w styczniu 1989 r., wynika, że był nie tylko członkiem partii, ale i lektorem Komitetu Miejskiego PZPR w Gdyni. W życiorysie tym Kaczmarek podał też informację o wiele istotniejszą: że odbył szkolenie w Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych w Łodzi. „ Piotr Lisiewicz Gazeta Polska

 

Cóż można dodać... Może tylko tyle, ze warto sprawdzić drogę zawodową Kaczmarka i prowadzone czy też nadzorowane przez niego śledztwa. Ciekaw jestem na przykład czy afera Stelli Maris ma jakieś drugie dno bo jakoś nie pasuje mi publicznie okazywana sympatia i życzliwość między prokuratorem Kaczmarkiem a biskupem Gocłowskim. No chyba że ktoś wierzy, że ksiądz biskup nic o praniu pieniędzy nie wiedział.

To na co szczególnie warto zwrócić uwagę to sprawdzić czy protegowani ministra nie trafili przypadkiem do gdańskiego CBA. Zakładam, że jest to możliwe. Jeżeli żródłem przecieku o aferze gruntowej jest Kaczmarek, to można postawić hipotezę , że rolą Kaczmarka było dostarczanie informacji a , kto wie, może wręcz paraliżowanie działań policji . Zresztą rola Kaczmarka jest wtórna. Istotne jest sprawdzenie czy w gdańskim CBA były próby wprowadzenia do służby osób, pośrednio powiązantych z najbogatszymi biznesmenami w Trójmieście. Że co? Że oszołomstwo? Bynajmniej, raczej konsekwetne myślenie. Skoro jeszcze dwa lata temu ważnym obszarem aktywności wielkiego biznesu było szukanie dojścia do służb, kupowanie do stajni byłych  sbeków, wysokich funkcjonariuszy policji i MSW to naiwością graniczącą z głupotą byłoby sądzić, że takie próby nie są podejmowane i teraz. Chodzi tu zwłaszcza CBA, która jawi się jako struktura hermetyczna i zdolna do podejmowania zdecydowanych działań. Z punktu widzenia oligarchii wiedza o tym co dzieje się za murami tej instytucji jest warta każdych pieniędzy.

sobota, 11 sierpnia 2007
Walka oligarchii z CBA

Co u licha robił minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek na 40 piętrze Marriotta wspólnie z Ryszardem Krauze i posłem Samoobrony Woszczerowiczem.? Taką informację podał Wprost i TVN 24. Jeżeli te newsy się potwierdzą to mamy do czynienia z z gigantyczną aferą, w której najbogatszy polski biznesmen wykorzystuje konflikty między starymi i nowymi służbami, żeby prowadzić własną politykę. Słowem; PiS, premier, prezydent mogą sobie rządzić ale pod warunkiem, że nie dzieje się to ze stratą dla oligarchii. Nie ma sensu powielać przetaczających się przez miasto plotek ale wydaje się bezsporne, że szef Prokomu tak jak dawniej zabiegał o wyjątkowe relacje z prezydentem Kwaśniewskim, tak dzisiaj stara się szukać dojścia do ludzi mających lub powołujących się na swoje dobre relacje z prezydentem Kaczyńskim.

Problem z Prezydentem polega na tym, że Lech Kaczyński przez długie lata był pracownikiem naukowym na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. W efekcie istnieje wcale liczna grupa osób, która stara się zdyskontować dawną lub trwającą do dzisiaj zażyłość. Ta swoista gra pozorów, mniej lub bardziej wyszukane blefy, zazębiające się interesy owocują rozrastaniem się środowiska, które w Trójmieście buduje się w opozycji do Platformy Obywatelskiej ale także obok, żeby nie powiedzieć: nad strukturami partyjnymi Prawa i Sprawiedliwości. Boję się , że tak wynaturzone , nieformalne i niejawne mechanizmy wpływania na gospodarkę i politykę mogą skończyć się potężną kompromitacją prezydenta i PiSu, nawet jeżeli dzieje się to poza ich wiedzą.

Istnieją przesłanki, żeby twierdzić że ta nieformalna grupa powołując się na kancelarię prezydencką orbituje wokół Ryszarda Krauze. Pojawiło się w ciągu ostatnich dwóch lat sporo materiałów prasowych dokumentujących wpływ ludzi ze stajni Wielkiego Informatyka na newralgiczne dziedziny polskiej gospodarki. Przykładem sposobu funkcjonowania Grupy może być spektakularne wyczarowanie Noetzla w roli prezesa PZU. Warto też pamiętać , że ludzie ze „stajni' zajmują ważne, często newralgiczne, stanowiska w zarządach i radach nadzorczych najważniejszych firm sektora bankowego, energetycznego i ubezpieczeniowego.

Stawiam tezę, że przyczyną nie był przypadkowy przeciek a celowe działanie zmierzające do fiaska akcji CBA. Patrząc szerzej mamy do czynienia z pierwszą zauważalną dla opinii publicznej, próbę całkowitego sparaliżowania CBA. Tu nie chodzi o Leppera ale o niepodatnych na wdzięk wielkiego biznesu, inteligentnych i nieprzekupnych pracowników CBA. Dla nikogo kto ma choćby mgliste pojęcie o styku polityki i wielkiego biznesu jest oczywiste, że kierowana przez Mariusza Kamińskiego agencja jest potężnym zagrożeniem dla dotąd obowiązującego stylu uprawiania wielkiego biznesu. Dotychczas było tak, że każdy odchodzący minister, szef policji , dyrektor departamentu był niemal automatycznie wchłaniany przez współzawodniczące ze sobą korporacje. W efekcie w stajni niemal każdego oligarchy znajdują się byli politycy. Ich wartość polega możliwości dotarcia do każdego środowiska. Mając w stajni byłego ministra rządu lewicowego i prawicowego można czuć się z grubsza zabezpieczonym na wypadek każdego scenariusza wyborczego. Między bajki można włożyć zapewnienia Walendziaka, że teraz „ Prokom jest transparentną firmą". „No, kiedyś bywało z tym różnie a zresztą robili tak wszyscy. Ale teraz takie metody to juz przeszłość" Tak jak wilk pragnie zeżreć owieczkę, jak kukułka podłożyć jajo w sąsiednim gnieździe, tak Ryszard Krauze jest niemal genetycznie zaprogramowany na szukanie dojścia do obozu rządzącego. Po prostu takie kontakty to jego być albo nie być. I nawet można to zrozumieć.

Gorzej jednak gdyby się miało okazać, że siła polityczna Ryszarda Krauze jest już tak duża, że motorem działań nie jest już chęć podpisania lukratywnego kontraktu ale wpływanie na bieg wydarzeń tak aby podejmowania przez rząd decyzje służyły jednemu człowiekowi. Takie działanie wypełnia znamiona definicji rosyjskiej oligarchii gdzie słabośc państwa zastępują przeżarte przez korupcję nieformalne sposoby podejmowania państwowych decyzji i stanowienia prawa.

Smutne to, ale jedyną strukturą zdeterminowaną i wyposażoną w środki i kompetencje jest CBA. Cała reszta to tak naprawdę popłuczyny po PRL. Brak lustracji, masowe przechodzenie Sbeków do innych służb mundurowych a zwłąszcza Policji wykoślawiło tzw. resorty siłowe. Stajnia byłych polityków, zastępy nowych lokujących swoją przyszłość w imperium Kulczyka, Krauzego, Solorza plus zdemoralizowane służby to obraz tak naprawdę rodem z III RP.

A mogło być tak pięknie. Nawet można by mówić o IV RP , ba wręcz chwalić nowe porządki...

Można by, gdyby nie ten przeklęty Kamiński.

niedziela, 29 lipca 2007
Niemieckie roszczenia

Zaczyna się od żądania manuskryptów Goethego i Mozarta a skończy się żądaniem oddania Zamku Krzyżackiego w Malborku, Wilczego Szańca pod Kętrzynem a wreszcie Szczecina, Wrocławia i Gdańska? Szokujące? Na dzisiaj tak ale co nam przyniesie przyszłość? Dobra kultury w polskim prawie ( Ustawa o ochronie dóbr kultury ) to dobra zarówno ruchome jak i nieruchome. Jeżeli uznamy zasadności roszczeń Niemców co do ruchomych dóbr kultury to co stoi na przeszkodzie aby domagać się zabytków takich jak zamki, pałace , dwory, zabytki kultury technicznej, które mają dla kultury niemieckiej po stokroć większe znaczenie niż nuty niemieckiego kompozytora? Idźmy dalej. Czy żądanie zwrotu dób kultury nie obejmie ołtarza Wita Stwosza traktowanego przez Niemców jako niemieckie dzieło sztuki ? Skończy się wręcz na tym, że zabiorą nam nawet Mikołaja Kopernika, z Fromborkiem i Toruniem przy okazji.

Niemcy podpierają swoje żądania ustaleniami Traktatu Haskiego 1907 roku. Gratuluję Niemcom elastyczności intelektualnej. Nieuświadomionym historycznie przypominam, że po podpisaniu Konwencji Haskiej, Niemcy wywołały dwie wielkie wojny światowe, wymordowały w sposób bezprzykładny dla nowożytnych czasów miliony ludzi, likwidowały elity podbijanych narodów, barbarzyńsko niszczyły ich kulturę, dorobek cywilizacyjny, paląc książki, burząc miasta, wywożąc wszystkie co cenne do Rzeszy. (Według szacunków historyków  Niemcy w czasie II wojny światowej  zniszczyli pół miliona dzieł sztuki zaś straty polskich bibliotek to kilkadziesiąt milionów książek i manuskryptów.)

I oto naród, który złamał i podeptał chyba wszystkie postanowienia Konwencji Haskiej dzisiaj powołując się na nią, żąda zadość uczynienia swoich krzywd.

Ostatnie dziesięciolecia to okres zakłamywania historii XX wieku. W tym czasie wmawiano sobie nawzajem, że zbrodni dokonywali faszyści. Z podręczników, filmów, artykułów prasowych coraz trudniej się do wiedzieć kim byli owi mityczni Faszyści. Figura retoryczna FASZYSTA umożliwiła przelanie odpowiedzialności i oczyszczenie narodu niemieckiego. Przykładem może być niedawna, rocznicowa defilada w Rosji gdzie według nowych wytycznych Putina, II wojnę światową wygrali niemieccy i włoscy antyfaszyści. Dalej poszło już jak z górki; skoro tych potwornych zbrodni dokonali faszyści to Niemcy stają się narodem tak samo pokrzywdzonym jak Polacy i inne podbite narody. A może i bardziej....

poniedziałek, 16 lipca 2007
LiS w kurniku ?

LiS

Mówią , że jak Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera. Ciekawe na jakich przesłankach oparli się liderzy LPR i Samoobrony występując z inicjatywą powołania wspólnej partii. I skąd ich szacunki, że nowe ugrupowanie mogłoby otrzymać minimum 15 % poparcia wyborców? Przecież nawet zupełnie pobieżna analiza pokazuje że obie partie mają elektorat rozbieżny. Tak naprawdę, za wyjątkiem bieżącego interesu politycznego i strachu, nic nie łączy postpeerelowskiej próby reaktywowania myśli narodowej ( niezależnie od tego jak ją oceniamy) z nowożytną wersją Jakuba Szeli w surducie. Jak można serio kalkulować, że połączenie obu żywiołów spotęguje poparcie społeczne? Na razie koncepcja przypomina klasycznego samobója. Premier twierdzi, ze powołanie LiSu nie ma znaczenia dla PiSu. Otóż ma. Jeżeli PiS zawarłby z LPR i Samoobroną porozumienie takie jak w wyborach samorządowych to w interesie PiSu jest żeby nie przepadły głosy tych którzy głosowali na partie , które nie przekroczyły progu wyborczego. A w rodzącym się scenariuszu LiS po prostu zmarnuje głosy swoich zwolenników.

O zmienności rzeczy

Wszystko zależy od punktu widzenia. Walka z korupcja, która było potężną bronią PiSu w walce o głosy wyborców ostatnich wyborach, w dzisiejszych realiach może być przyczyną porażki w następnych. Okazuje sie , że zacietrzewienie i wyrachowanie polityczne umożliwia swoiste przekierowanie problemu. Tak jak pietą achillesową III RP była niechęć do zwalczania korupcji tak piętą achillesową IV jest ...zwalczanie korupcji. Okazuje się, że wystarczają życzliwe media i spora porcja przewrotności w szeregach opozycji aby stworzyć zupełnie kłamliwy obraz rzeczywistości. Warto pamiętać o słowach posła Czumy (PO), który mówił na spotkaniu Min. Ziobry z Komisją Spraw Wewnętrznych: prowokacja korupcyjna to narządzie z kanonu dojrzałych demokracji a nie państw totalitarnych.

Co zaś do inicjatywy powołania Komisji Śledczej to wydaje się, że największe zagrożenie niesie ona dla Samoobrony. Ziobro z pewnością potrafi wykorzystać formułę komisji śledczej żeby upublicznić rozmowy z działaczami Samoobrony, pokazać w jaki sposób traktują oni służbę publiczną.. Problem optującej za komisją opozycji i Samoobrony polega na tym, że Kaczyński z przyjemnością pozna aferałów w swoim środowisku i posadzi ich w więzieniu. Dokładnie odwrotnie niż Samoobrona , która władzę traktuje jako możliwość dorabiania do poselskiej pensji. Na ryzyko ukazania tej prawdy Samoobrona się nie poważy bo śledztwo CBA i proces to jak na razie problem dla Leppera. Zaś Komisja Śledcza, upublicznienie zeznań i podsłuchów może być końcem całej budowanej  formacji.No chyba że będzie to rozpaczliwa próba odwleczenia egzekucji.

Tak na marginesie. Podobno Lepper gdy zaczynał swoją polityczną karierę był właścicielem trzydziesto kilku hektarowego gospodarstwa. Dzisiaj jest to obszar o powierzchni około 300 ha. Może warto sprawdzić w jaki sposób powstało to rolnicze imperium.

piątek, 06 lipca 2007
Przekuć sukces w porażkę

Ten kto oglądał TVN 24 w wieczór negocjacyjny miał okazję dokonać ciekawej obserwacji. Otóż już po wypowiedzi premiera w TVP zapowiadającej możliwość zerwania szczytu pokazano Bronisława Komorowskiego, który stwierdził że uchwała sejmowa zawiera w sobie elementy dające pole do zawarcia kompromisu. Słowem, gdy wyglądało na to, że delegacja polska szykuje się do zerwania szczytu, Platforma Obywatelska rozpoczęła walkę z rządem pod hasłem: Nieelastyczny i niekompetentny rząd kompromituję Polskę. Niestety dla PO, to co Bronisław uznał za zapowiedź zerwania szczytu okazało się taktyką negocjacyjną. W ten sposób, intencje PO, zwłaszcza w kontekście dzisiejszej fali krytyki, stały się widoczne jak na dłoni. Niezależnie jaki byłby efekt szczytu postawa polskiej delegacji byłaby i tak krytykowana.

Taka strategia przekuwania sukcesów w porażki jest każdego dnia stosowana w sporach wewnętrznych. To propaganda niebywale skuteczna, zwłaszcza w gdy ma się za plecami potężne media. Po raz pierwszy jednak na taką skalę metoda ta jest wykorzystywana w polityce zagranicznej. Do tej pory nienawiść do Fotygi była motywowana głównie zmianami kadrowymi. Nowe porządki w niwecz obracały budowane przez dziesięciolecia dyplomatyczne koterie. W odczucie opiniotwórczych środowisk interes państwa polskiego był utożsamiany z interesami gieremkowskiej familii. Nagłe zmiany polityki kadrowej wywołały szok i nienawiść. Jest jasne, że to pole konfliktu nie mogło ujść uwadze Platformie.

PO wręcz karmi się elektoratem odrzuconych przez IV RP. Jednak afera ze Szczytem eskaluje konflikt między rządem a opozycją, umiędzynaradawiając go. W jakimś sensie powoduje że PO staje się partią kliencką wobec innych rządów. Daje jasny sygnał na zewnątrz, że polityka zagraniczna jest kontestowana. Nie trzeba być szczególnie przenikliwym aby zauważyć, że ta sytuacja nie wzmacnia Polski na arenie międzynarodowej. Cały manewr PO jest ciekawy bo jeszcze w czasie awantury o uchwałę sejmową mającą wzmocnić negocjacyjnie prezydenta wydawało się, że interes rządu i PO jest wspólny. Teraz jednak zastanawiam się, czy nie mieliśmy do czynienia z próbą zdestabilizowania sytuacji wewnętrznej poprzez wmanewrowanie rządu w gigantyczną aferę międzynarodową. Przecież gdyby rząd rzeczywiście z powodu pierwiastka zawaliłby szczyt to PO i media nie zostawiły by na PiSie i Kaczyńskich suchej nitki a szczyt w Brukseli mógłby być początkiem ostrego, nieodwołalnego zjazdu PiSu w sondażach, w konsekwencji prowadząc do porażki w wyborach. Jeżeli tak jest to mamy do czynienia z działaniami na granicy zdrady stanu. Destabilizuje się pozycję Polski, obniża rangę i znaczenie jej przedstawicieli w imię walki wyborczej.

Całą aferę ze Szczytem Brukselskim jestem gotów traktować jako rozpoczęcie przez PO kampanii wyborczej. Nie przypadkiem właśnie teraz rozpoczyna się emisja reklamówek pod wspólnym hasłem"Oszukali". Teraz cała para i pieniądze będą tłoczone w zaprzyjaźnione media aby wmówić Polakom, że rządy PiSu to nie kończący się ciąg porażek. Porażką będzie wszystko: wybudowane stadiony, autostrady, wzrost gospodarczy, bezrobocie. Nie ma takiej liczby, prawdy, wskaźnika , którego wytrawnym piarowcom nie dało by się odwrócić. Stadiony jeżeli staną to z pewnością będą zbyt drogie. Tak samo z autostradami, tu dodatkowych argumentem przeciw Kaczorom będzie los sarenek, którym droga przecina trasę wędrówek. Wzrost gospodarczy na pewno byłby większy gdyby Polską rządzili fachowcy. Tak samo byłoby z bezrobociem. I tak dalej.

Przestrzegam przed lekceważeniem tego co się będzie za chwilę działo. TVN24 potrafiło w tydzień zmobilizować pielęgniarki ( mało kto pamięta , że rozpoczęło się od 4-6 namiotów). Także odległy w czasie przykład rządu Jana Olszewskiego i jego ocena jako rządu nieudaczników gospodarczych powinien dawać do myślenia. Metoda przekuwania sukcesu w porażki w wykonaniu zdeterminowanych fachowców to naprawdę groźna broń.

niedziela, 24 czerwca 2007
Szczyt UE oczywiste prawdy

Lider największej hiszpańskiej partii opozycyjnej, prawicowej Partii Ludowej (PP), Mariano Rajoy wyraził wdzięczność rządowi polskiemu za "obronę interesów Hiszpanii" podczas szczytu UE w Brukseli" żródło

To jest klucz do zrozumienia jakie będą długofalowe efekty tego szczytu. I to oddaje obraz polskiej polityki zagranicznej. Czy można mówić źle o polskiej dyplomacji jeżeli realizując swój interes narodowy działa także w interesie innych państw Unii? I to w sytuacji gdy dyplomatom innych państw nie wystarcza na to odwagi lub wyobraźni? Warto pamiętać, że w rokowaniach kompromisy dotyczą z grubsza dwóch rodzajów problemów. Pierwsze to ochrona własnych rynków, porządku prawnego. Przykładem jest tu żądanie Wlk. Brytanii samodzielności w wewnętrznych rozwiązaniach systemowych opieki zdrowotnej, podatków i wymiaru sprawiedliwości. Drugim przykładem są zastrzeżenia państw członkowskich dotyczących całej Unii. Chodzi tu o nie powoływanie unijnego ministra UE i brak insygniów państwowych Unii takich jak flaga i hymn.

Politycy i media robią Polakom bigos w głowach twierdząc, że Anglicy osiągnęli więcej niż Polacy .Wręcz twierdzą, że Anglicy osiągnęli wszystko, a Polacy nic. Najgorsze, że nikt z tą kompletną bzdurą nie polemizuje. Polacy na wynegocjowanych przez Anglię ustępstwach Unii ewidentnie korzystają. I to zarówno na ustaleniach odnoszących się do ustaleń wewnętrznych jak i dotyczących całej Unii. Interesem Polaków tak jak i Anglików jest niedopuszczenie do przejęcia przez Unię prerogatyw państw członkowskich. W tym sensie każde wynegocjowane i zadekretowane ustalenie stanowiące wyłom w polityce tworzenia federacyjnego państwa Europy to sukces Polski. Nawet ustalenia dotyczące spraw wewnętrznych też nam służą bo domagając się pełnego władztwa polskiego rządu nad wymiarem sprawiedliwości, systemem opieki socjalnej itp, możemy powoływać się na rozwiązania, na które już zgodziła się Unia wobec innych państw. Także ustalenia Kaczyńskich na szczycie mają dokładnie taki sam walor dla innych państw. Zarówno te zewnętrzne jak i wewnętrzne odnoszące się do innych państw, dają im więcej praw ( system nicejski) bądź argumenty na rzecz zaznaczania swojej odrębności w ramach Unii ( zasada władztwa państw narodowych nad policją, wymiarem sprawiedliwości, systemem opieki społecznej).

Przykładem niekorzystnego dla Unii egoizmu jest wykreślenie na żądanie delegacji francuskiej stwierdzeń o UE jako obszarze swobody ekonomicznej. Zastanawiające że ten odwrót od zasad lizbońskich mających doprowadzić do rozwoju państw Unii nikogo nie zelektryzował. A lewicowa retoryka konserwatywnego prezydenta Francji przestraszonego wolnym rynkiem i swobodą gospodarczą ( oraz opinią francuskich farmerów) to najbardziej komiczny i ponury zarazem efekt tego szczytu. Ta obrona lewicowych metod manipulowania gospodarką to ciekawszy problem niż ilość telefonów Blaira i Sarkozy'go do polskiego premiera.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
teraz na blogu

Nie czytam czerwonego szmatławca reaktywacja statystyki www stat.pl www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza Prawy Prosty - galba.net.pl Gazeta Polska Kataryna.blox.pl Haribu.blog.onet.pl Geralt.blox.pl Dokwadratu.blogspot.blox.pl Cyberowca.blogspot.com Homester.blox.pl Foxx.salon24.pl reaktywacja
wolnosc.dla.tiszerta.com
Skopiuj CSS