|
Motto: Miała być demokracja a tu każdy ma własne zdanie Lech Wałęsa
sobota, 21 lutego 2009
Bankructwo Unii Europejskiej czyli o nowożytnym kolonializmie
Wydawało się, tak nam przynajmniej od dwudziestu lat wbijano do głowy, że UE to jedna wielka rodzina. Że dzięki wejściu do UE uzyskamy bezpieczeństwo, że nasza gospodarką włączona w europejski krwioobieg będzie gwarantowała nam rozwój i dobrobyt. Tymczasem nastał kryzys i naocznie widac jak UE radzi sobie z kurczeniem się gospodarek krajowych. Ano zupełnie sobie nie radzi. Nikt nie jest zainteresowany pomocą bankrutującym krajom na wschód od Polski, warto pamiętać: także pełnoprawnym członkom Unii Europejskiej. Okazuje się, że w dobie kryzysu patrzy się tylko pod kątem interesu gospodarki swojego kraju. Nadpobudliwy prezydent Frezydent ( flagowy przykład ADHD) chce wspomagać swoją gospodarkę ale tak aby nie korzystali z niej pracownicy zagranicznych ekspozytur francuskich firm. Niemcy na kolejne dwa lata zamykają swój rynek pracy. Przykłady narodowych egoizmów wielkich z UE można mnożyć. Można postawić tezę, że rozszerzenie Unii jest chwalebne wtedy kiedy wiąże się to z pozyskiwaniem nowych rynków , możliwością przejmowania ważnych struktur gospodarczych, banków , mediów itp. Oczywiście w czasie tego nowożytnego aktu kolonializmu mówi się tubylcom o wspólnym europejskim domu i innego tego typu popierdółki, które nie mają żadnego znaczenia gdy kończy się koniunktura. Wtedy okazuje się, że każdy liczy tylko na siebie a te kraje które uważały, że złapały Pana Boga za nogi znajdują się w dramatycznej sutyacji bo bez instrumentów ( banki, media) pozawalających na obronę przed gospodarczą ruiną.
środa, 30 lipca 2008
Uwolnić więźniów politycznych czyli synteza III RP i PRLu
Decyzja o aresztowaniu Wojciecha Sumlińskiego w niczym nie różni się od sytuacji sprzed 30 lat. Mamy tu do czynienia z próbą zastraszenia społeczeństwa i eliminacji człowieka niewygodnego. I dzisiaj tak jak w poprzednim ustroju sądy są instrumentem sprawowania władzy a nie niezawisłym organem wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się , że niemal 20 lat po Okrągłym Stole historia zatoczyła koło. Przeżarte korupcją, usiane agenturą struktury państwa są zagrożeniem dla wolności obywateli. Tak jak za komuny tak i dzisiaj obowiązuje hasło „ dajcie człowieka a znajdziemy na niego paragraf". Sprawa Sumlińskiego jak w soczewce pokazuje zgniliznę całego systemu. Systemu gdzie rządzi intryga, prowokacja i gdzie o losie obywatela decyduje nie prawo ale interes wpływowych lobby. Niewielu chce to zauważyć ale Polska w ekspresowym tempie stacza się na pozycje republiki bananowej. Państwa gdzie żyje się dobrze jedynie skoligaconym i skooperowanym z tymi którzy tak naprawdę rozdają karty. Dziwię się, że na Sumlińskiego nie bronią ci, którzy jeszcze niedawno włazili do klatki w obronie dziennikarza prasy lokalnej. Dzisiaj milczą . Ciekawe dlaczego. Może dlatego, że tamten dziennikarz lokalny uwikłał się w lokalny spór a Sumliński podniósł rękę na.... na właśnie na kogo podniósł rękę Sumliński? Czy pisząc o wynaturzeniach w służbach , agenturze i nieformalnych okładach , czy nie ocierał się niebezpiecznie o magnatów medialnych? O pryncypałów Olejnik, Żakowskiego i reszty medialnych mend? Przecież w każdej agenturze , w każdej grze operacyjnej wpływ na media jest sprawą kluczową często przesadzającą o powodzeniu akcji. W dobrze zorganizowanej kooperatywie medialno bezpieczniackiej Sumliński powiedzmy to sobie językiem służb jest „wrzodem na dupie". Skąd pewność, że za chwilę nie wywlecze teczki Waltera czy Solorza , że nie nagra jakiego sfrustrowanego sbeka? No skąd? Aresztowanie dziennikarza ma jeszcze jeden walor . Dyscyplinuje brać dziennikarską. Kto w Tvnie podskoczy WSI? Kto opowie się po stronie dziennikarza ? Chyba tylko szaleniec nie obawiający się nieprzedłużenia kontraktu lub karnego przeniesienia do TVN Meteo. Aresztowanie ma dać do myślenia tym wszystkim, którym wydawać by się mogło że pewna epoka już się skończyła. Otóż nic bardzie mylnego . Ta epoka trwa , ma się dobrze i nic niestety nie wskazuje aby miała się skończyć. Wyrok na Sumlińskiego to takie szarpnięcie cuglami pokazanie „ kto tu rządzi" a przecież wiadomo , że rządzi wojskówka. Przy pomocy swoje pielęgnowanej latami agentury.
Aresztowanie Sumlińskiego to wydarzenie poza sporem , nawet gorącym, między konkurującymi ze sobą partiami politycznymi. To niebezpieczne wydarzenie, będące dowodem patologii wymiaru sprawiedliwości. Powinno budzić sprzeciw tych wszystkich , którzy chcą państwa rządzącego się przejrzystymi i uczciwymi zasadami. Brak reakcji na aresztowanie Sumlińskiego doprowadzi do faktycznego cenzury w mediach, do stosowania zapisu na pewne obszary życia społecznego. Niestety ale wraca PRL. Pytanie tylko jak my znajdziemy się w tej sytuacji.
List Otwarty Wojciecha Sumlińskiego tutaj
środa, 09 lipca 2008
"Przekazy dnia" propaganda totalna i szkodzenie państwu
Warto zapoznać się z dzisiejszym artykułem Dziennika. Dziennikarze udowadniają w nim, że z kancelarii premiera rządu RP wychodzą instrukcje propagandowe dla posłów Platformy Obywatelskiej. Dziennikarze zdobyli ok 20 takich instrukcji z okresu ok. 2 miesięcy. Tekst jest interesujący bo pokazuje ważne źródło propagandy ostatnich miesięcy. Kilkudziesięciu polityków mówiących to samo do bezkrytycznych mediów stanowi potężny oręż w dyskredytowaniu niepodporządkowanych PO instytucji. "Przekazy dnia" bardzo wiele mówią o jakości fachowców je tworzących. Prawa do działań informacyjnych oczywiście nie można rządowi odmówić. Polityka informacyjna ważnych urzędów to nic odkrywczego. Obowiązują pewne sztywne zasady wśród których zasadami naczelnymi są klasa i rzetelna informacja. Jednak zastępowanie informacji propagandowymi, agresywnymi tezami to już zupełnie co innego."Przekazy dnia" pokazuję głębsze dno pod płotowego PiaRu Tuska. Najzabawniejsze jest to, że specjaliści Tuska wcale nie zajmują się przekazywaniem informacjio efektach pracy rządu. Nie, oni zajmują się szczuciem mediów na swoich oponentów. Podstawową metodą jest nagłaśnianie tez artykułów prasowych. Rewelacje mediów wcale nie muszą być rzetelne, wystarczy że ich ostrze będzie skierowane przeciwko PiSowi. Pojawienie się takiego "rodzynka" (:)) uruchamia piarowską machinę : tezy artykułu pojawiają się w Przekazie dnia by po chwili stać się amunicją w antypisowskiej kanonadzie. Zaiste genialny instrument . Nie trzeba tworzyć informacji bo dzięki sympatii mediów można już prawie rok koncentrować się na flekowaniu opozycji. Ci , którzy pamiętają jazgot PO i mediów w sprawie świętości Balcerowicza i zakaz jego krytykowania jako prezesa NBP mogą swoją pamięć skonfrontować z tezami Przekazów dotyczącymi Skrzypka. Z lektury wynikają dwa wnioski. Pierwszy jest oczywisty: krytykować wolno tylko prezesa NBP nielubianego przez Platformę Obywatelską. Drugi wniosek jest dalej idący ale pozostający w bezpośrednim związku z pierwszym. Z powodu nadprzyrodzonej mocy Donalda Tuska szkodzącą Złotówce , Gospodarce, Polsce itd. krytyka Balcerowicza (prezesa NBP) jest całkowicie nieszkodliwa gdy dotyczy Skrzypka (prezesa NBP). Szkoda, że Dziennik nie pociągnął sprawy do samego końca. To co jest najważniejsze w tej sprawie, poza samym faktem ujawnienia "Przekazów dnia", to fakt, że kancelaria Premiera prowadzi działania dyskredytujące legalne organy państwa. Już bez "przekazów" zachowanie Tuska jest co najmniej dyskusyjne. Tusk idący na spotkanie z prezydentem jakoś nie może sobie odmówić połajanki w mediach wobec prezydenta, z którym za moment ma się spotkać. Ciekawe, czy przyjdzie czas na refleksję w mediach, że takie zachowanie Tuska burzy kulturę polityczną w Polsce. Organizowanie nagonki na prezydenta, wykorzystywanie mediów żeby podważać jego wiarygodność to według mnie działanie wbrew interesom państwa. A niezależnie od wszystkiego to także dowód małości Tuska. Kto wie czy nie jest wręcz niekonstytucyjne. W końcu w konstytucji jest zawarta zasada współpracy rządu i prezydenta. Wydaje się, że kancelaria Premiera nie ma też prawa dyskredytować, wręcz szkalować opisanymi wyżej metodami pozostających w opozycji partii politycznych.
wtorek, 08 lipca 2008
Sławomir Cenckiewicz i Grzegorz Gontarczyk "Lech Wałęsa a SB"
Wobec trudności w dostępie do tej książki podaję link to ebooka: Cenckiewicz, Gontarczyk "Lech Wałęsa a SB" Hasło: jutrzenka
wtorek, 01 lipca 2008
Czarnecki czyli Korporacja agentów i oficerów SB
Rzepa właśnie podała, że jeden z najbogatszych Polaków współpracował z SB. Z dokumentów wynika, że Czarnecki rozpoczął wspólpracę z SB już w wieku 18 lat donosząc na uczniów ze szkoły średniej. Ten news właściwie nie powinien dziwić. W końcu jest jedynie potwierdzeniem powszechnego przekonania o tym że naprawdę wielkie pieniądze robili/robią w Polsce agenci i prowadzący ich SBecy. Warto się zastanowić i zbadać na ile dawni Tajni Wspólpracownicy Służby Bezpieczeństwa i prowadzący ich agenci są dzisiaj związani wspólnymi interesami. W przypadku Czarneckiegoo sprawa jest dość prosta. O ile w mrocznych latach 80 tych Czarnecki był tylko prostym donosicielem o tyle prezes giełdowej spólki LC ( Leszek Czarnecki) CORP znanej między innymi z budowy SKY TOWER jest Konrad Dubelski, w latach 80 oficer Służby Bezpieczeństwa. Ciekawe, czy w przypadku Dubelskiego mamy do czynienia z " praniem histori" . Jeszcze 3-4 lata temu informacje na temat Dubelskiego jako oficera SB były dostępne w sieci. Dzisiaj ze zdumieniem stwierdziłem, że po tych informacjach nie zachował się żaden ślad w necie. Na szczęście jest jeszcze ludzka pamięć.
poniedziałek, 02 czerwca 2008
sobota, 29 marca 2008
Cejrowski olewa Polskę
Ciemnogrodzianin z Kociewia, twórca WC Kwadrans, piewca swojskości, patriotyzmu, wartości rodzinnych postanowił zrezygnować z polskiego obywatelstwa. Główna motywacją jest rozpierające Cejrowskiego poczucie wolności i chęć ucieczki przed podatkami. Jest jeszcze tłumaczenie o tłamszącej Cejrowskiego Unii Europejskiej. Co ciekawe, większość fanów Cejrowskiego decyzją Mistrza jest zachwycona. Tak jak do tej pory w slalomie między mikrofalówką, wypasionym laptopem i jakuzzi w SPA znajdowali chwilę wytchnienia w marzeniu o romantycznej przygodzie tak od teraz będą marzyć o porzuceniu kraju i pójściu drogą swojego Mistrza. Najgorsze że epidemia może przybrać iście apokaliptyczne rozmiary. Rajdowcy z Rajdu Paryż - Dakar osiedlą się w Maroko i przejdą na islam, naukowcy ze stacji na Spitsbergenie przejdą na eskimosizm; strach pomyśleć czym się to może skończyć. Można bardzo łatwo , bo przy pomocy zaledwie kalkulatora, obliczyć ile potrzeba Boeingów 737 aby przewieźć, powiedzmy w ciągi roku 40 milionów sfrustrowanych Polaków, do krajów o niższych podatkach, gdzie nie ma jesienno zimowej pluchy, gdzie Unia nie sięga z biurokratycznymi mackami. No ale to już nie problemem obywatela dorzecza Amazonki. Ale prawda może być też bardziej prozaiczna. W swoim wpisie Cejrowski zapewnia fanów, że nadal tyle samo czasu będzie spędzał w Polsce, wydawał ( i sprzedawał ) książki, występował w mediach. Może zauważywszy popularność polsko korzennych gości Moniki Richardson postanowił pójść tą drogą? Nie wiem jaka jest prawda. Wydaje mi się, że Cejrowski po zdjęciu z anteny WC Kwadrans ugiął się przed presją warszawki i polit. poprawnych mediów. Nie zdecydował się na zmarginalizowanie, zgrabnie odciął się od głoszonych przez siebie poglądów na temat życia w Polsce na rzecz opisywania życia w najbardziej odległych zakątkach świata. Taka niekontrowersyjna tematyka, ciekawa narracja pozwoliła przykryć pamięć Pierwszego Kowboja RP i otworzyła drogę do TVN Style i kretyńskich wodewili Cóż, szczęść Boże Cejrowskiemu na nowej drodze życia. Co smaczniejsze cytaty z Mistrza: " 2. Moja emigracja nie będzie miała wpływu na pozostałe moje aktywności, czyli audycje w radiu, pisanie książek, występy itd, bo przecież juz od kilku lat wiele miesięcy każdego roku spędzam za granicą, a jednak udzielam się w polskich mediach. Teraz po prostu będę przyjeżdzał do Polski (jako obwatel innego pastwa), a nie wracał do Polski (jako obwatel RP). Liczba miesięcy spędzanych w kraju sie nie zmieni. Zakres aktywności w mediach też nie. Zmieni sie jedynie mój paszport, oficjalne miejsce stałego pobytu, a przedwe wszystkim miejsce i WYSOKOŚĆ płaconych przeze mnie podatków. I o to właśnie chodzi z tą moją emigracją - o swobody gospodarcze i obywatelskie. Jako obywatel Unii Europejskiej jestem spętany przepisami, biurokracją i rabowany z majątku za pomocą fiskusa. Zrzucając unijny paszport wyzwalam się.
A do Polski nadal będe miał prawo przyjeżdżać kiedy mi się spodoba i przebywac tu tyle miesięcy ile dotychczas, bo mam tu firmy, trochę majatku, rodziców i Publiczność. ergo: Z Waszego punktu widzenia nic się nie zmieni - po prostu będę miał inny paszport w kieszeni."
piątek, 28 marca 2008
Czy media prywatne zagrażają demokracji ?
Niczym nowym jest stwierdzenie,że PiS niezależnie czy sprawuje władzę czy jest w opozycji i tak jest dla mediów dyżurnym chłopcem do bicia. Wielu publicystów i polityków diagnozowało ów antypisowski przechył. Przyczyną jest parasol ochronny, zupełnie świadomie rozkładany nad PO przez postnomenklaturowych i zagranicznych właścicieli prywatnych mediów. Można popełniać tysiące wpisów dokumentujących coraz bardziej bezczelne przykłady nierównego traktowania polityków w zależności czy należą do hołubionego frontu ludzi dobrze wychowanych czy też reprezentują czarną sotnię. Posiadając nieograniczony wpływ na kształtowanie opinii publicznej, media prywatne przy ochoczym udziale polityków PO i SLD ukuły wśród ogółu Polaków, między innymi i takie przekonanie, że media publiczne a zwłaszcza TVP są prawicowe i nieobiektywne. Lata prania mózgów spowodowały, że stronnicza Gazeta Wyborcza i jawnie antypisowskie imperium medialne Waltera są uznawane za wzór cnót dziennikarskich a dopuszczające do udziału w publicznej dyspucie głosów tych przed którymi zamknięte są drzwi TVN-24 i Gazety Wyborczej, media publiczne to skandal, dowód nieprawidłowości i stronniczości. Siłą mainstreamu jest tzw. nadbudowa. Wszelkiego rodzaju stowarzyszenia, kapituły i plebiscyty. Co ciekawe struktury te wcale nie są zainteresowane standardami dziennikarskimi, niezależnością zawodu dziennikarza . Ich istota polega raczej na wspieraniu budowanego przez lata przeświadczenia że ma być tak jak jest. Że takie właśnie są standardy, że taka a nie inna jest definicja rzetelności, niezawisłości dziennikarskiej. Proszę zauważyć , że ewidentne naruszenia ciszy wyborczej przez Gazetę Wyborczą nie spotkało się z najmniejszym nawet potępieniem. Podobnie jest z oficjalnym opowiedzeniem się przez Adama Michnika po stronie PO w czasie ostatniej kampanii wyborczej . Takie działania zabijają demokrację i degenerują media. Media jednowymiarowe, których głównym zadaniem jest zwalczanie złych- obcych i promowaniem dobrych - swoich są tylko instrumentem do zdobywania i utrzymywania władzy a nie sposobem komunikowania się obywateli. Niestety z mediami jest tak jak z pieniądzem. Tak jak zły pieniądz wypiera pieniądz dobry tak samo media złe wypierają media dobre. Zamiana znaczenia podstawowych słów takich jak rzetelność i profesjonalizm powoduje że media publiczne znajdują się w dramatycznej sytuacji. Nie dopuszczając do głosu publicystów i polityków z „wilczym biletem" od mediów prywatnych zaprzeczają obiektywnym standardom i stają się medium podobnym TVN 24 lub Gazecie Wyborczej. Udzielając zaś głosu ( bynajmniej nie na zasadzie wyłączności) publicystom, specjalistom , autorytetom o poglądach prawicowych stają pod zarzutem zawłaszczenia mediów przez prawicę Takie zdegenerowanie i zprimityzowanie roli mediów zmierza prostą drogą do likwidacji ( a przynajmniej skarlenia) mediów publicznych i wykluczenia z debaty nieprawomyślnych i nie umiejących przyjąć rządzących mediami zasad dziennikarzy. Za chwilę Wildszteina, Ziemkiewicza, Wyszkowskiego, Rybę, Pospieszalskiego i im podobnych będzie można oglądać tylko w eremach gdzieś w Bieszczadach, gdzie co najwyżej będą robili za atrakcję turystyczną, Za prawicę i sumienie świadomego społeczeństwa będą robili odpowiedzialni i świadomi zasad rządzących tym zawodem dziennikarze typu Wołek, Lis, Żakowski. Ps. Niejako na potwierdzenie tez powyższego wpisu, właśnie przed chwilą TVN 24 podał, że Monika Olejnik dostała kolejnego w swojej karierze Wiktora.
poniedziałek, 24 marca 2008
Historia rodziny Tusków i moja misja Czerwonego Krzyża
W świątecznej Gazecie Wyborczej - Trójmiasto , pojawił się wywiad z matką Donalda Tuska. Wywiad ciekawy i odsłaniający wiele nieznanych szerokiej opinii faktów z życia rodziny Tusków. Szczerze mówiąc, czytając wywiad, nie mogłem oprzec się wrażeniu, że jego głównym celem jest rozminowanie tematu niemieckich korzeni Tuska. Na miano newsa zasługuje informacja, że oprócz znanej już historii z Dziadkiem z Wermachtu, był też dziadek budujący jako robotnik przymusowy Wilczy Szaniec. W świetle okazywanej w tekście wylewności w opowiadaniu o wojennych losach Tusków, dziwna wydaje mi się reakcja Tuska z okresu kampanii prezydenckiej, że „ w naszej rodzinie nic się o tych sprawach nie mówiło" . Jak dziś pamiętam reportaż z jednego dnia kampanii Donalda Tuska , gdy ten uderzając nerwowo ( teatralnie?) w oparcie fotela w samochodzie mówi pod adresem swojej kuzynki Sylwi Pietrzykowskiej „ dlaczego ona mi nie powiedziała skoro wiedziała o tej historii". Okazało się, że kandydat na prezydenta, historyk z wykształcenia, wydawca albumów o Gdańsku nie wiedział nic o historii swojej rodziny. Dzisiaj, przy okazji tego wywiadu dowiadujemy się więcej o niemieckich korzeniach Tusków. Dowiadujemy się , że część rodziny ( siostra dziadka wraz z trójką dzieci ) utonęła na statku "Wilhelm Gustloff" , na którym niemieccy cywile starali się ewakuować do Niemiec. Dowiadujemy się też, że Adolf Hitler w akcie humanitaryzmu i swojej wrodzonej dobroci odwiedzał w szpitalu francuskich, angielskich i polskich robotników przymusowych, którzy ulegli wypadkowi przy budowie Wilczego Szańca. Sądzę, celem tego fragmentu wywiadu było pomniejszenie „aktu poklepania po ramieniu ( policzku? wg Barbary Szczepuły) dziadka dzisiejszego premiera przez Adolfa Hitlera" a wyszło tak jak wyszło. Dokonując tego wpisu chciałbym poczynić kilka ważnych zastrzeżeń. Celem wpisu nie jest dyskredytowanie Tuska ze względu na takie czy inne losy jego rodziny. Oceniajmy człowieka, jego poglądy i dokonania. Niemniej jednak w demokracji ważne jest też to skąd kto się wywodzi, jakie ma korzenie i co go kształtowało. Wiadomo , że Polskie Siły Zbrojne w prawie 40 % składały się z dezerterów z armii niemieckiej ( na 228 tys. żołnierzy dezerterów było 89 600 ). Tak więc fakt powołania dziadka Tuska do Wermachtu ma drugorzędne znaczenie wobec ewentualnej próby ukrycia tego faktu przed opinią publiczną. Uważam, że wyborcy mają prawo wiedzieć o historii Tusków tak samo jak należy im się wiedza o rodzinie Cimoszewiczów czy Borowskich ( dawniej Berman) , Kwaśniewskich ( Stoltzmanów) czy Michników ( Szechterów). I chociaz takie zestawienie nazwisk może być dla Tuska niemiłe to jednak fakt uczestniczenia w polityce to wymusza. Niestety, jest to wiedza spóźniona przynajmniej o kilkanaście lat. Historia nie rozpoczęła się 1988 roku umową Okrągłego Stołu a dużo wcześniej. Wiodący dziennikarze i politycy zdają się o tym uporczywie zapominać. Wiedza ta jest tym bardziej potrzebna, że odnoszę nieprzeparte wrażenie, że dostęp do niej jest nam dawkowany jeżeli wręcz nie mamy do czynienia z manipulacją. I jeszcze sprawa kontekstu politycznego. Polacy a zwłaszcza ta ich część która znajduje się w opozycji jest, i chyba ma do tego prawo, uwrażliwona na rozkładanie akcentów w polityce zagranicznej. Polityka Tuska w tym wymierze co prawda dopiero się kształtuje ale już pewne jej elementy mogą budzić zaniepokojenie. Prężenie muskułów wobec USA, odmienianie słowa „twardy" przez wszystkie możliwe przypadki jakoś dziwnie razi w konfrontacji z proniemiecką i prorosyjską polityką miłości , consensusu i spijania miodku z dziubków. Doskonale wiem , że emocje i deklaracje polityków w ogniu kampanii wyborczej należy brać w pewien cudzysłów. Wiem, że nie je się obiadu takiej temperaturze w jakiej się go gotuje. Jednak polityka zagraniczna obecnego rządu jawi się jako co najmniej niekonsekwentna i niespójna . Poniżej zamieszczam dwie typowe dla Tuska i PO wypowiedzi w sprawie Niemiec wypowiedzianych przez obecnego premiera w czasach gdy był jeszcze w głębokiej opozycji i proszę o skonfrontowanie ich z dzisiejszą rzeczywistością: cytat z Onetu (2005): „...w Gdańsku urodzony, z dziada pradziada mieszkający" i dlatego wyczulony na problematykę polsko-niemiecką, bardzo wyraźnie odczuwa, że "Niemcy chcą wyzbyć się historii, że dzisiaj Niemcy niezależnie od tego, jaką partię polityczną reprezentują chcieliby w dużej mierze napisać jednak tę historię na nowo, a najlepiej o niej zapomnieć".
PS> W omawianym wywiadzie mama Tuska ubolewa, że nie ma żadnej rodziny w Niemczech. Wiem, że powojenne losy układają się czasami przedziwnie i dramatycznie a rodziny odnajdują się czasami po wielu latach. Gdyby tak się stało za sprawą mojego bloga to byłoby mi miło: Ingo Tusk http://www.sportaerzteverband-hessen.de/vorstand.htm
czwartek, 13 marca 2008
Wbijanie PiSu w glebę
Jak powszechnie wiadomo PiS to partia przeszłości, grupa nieudolnych frustratów nierozumiejących współczesnego świata skazana na zagładę tak jak dinozaury miliony lat temu. Nie ma kanału telewizyjnego czy stacji radiowej gdzie bez zachowania jakichkolwiek pozorów przyzwoitości czy dbania o obiektywizm flekuje się PiS. PiS, który oprócz tego , że jest anachroniczny jest też żałosny, niekonstruktywny, śmieszny, pokraczny, antyinteligencki... Inwektywy można mnożyć. Nie ma kretynizmu, którego nie wypowiedziano by na temat Kaczyńskich. Mistrzowie pióra pracują 48 godzin na dobę by nie zabrakło antykaczej amunicji. Okazją do kpin i docinków może być wszystko ; prognoza meteo w TVN24, przegląd prasy, gala gwiazd czy relacja sportowa. Niedosyt okazji nie grozi. Niezależnie co powiedzą pisowcy zawsze można wyrechotać i wypaczyć sens ich wypowiedzi. Postępuje ogólnonarodowy program prania Polakom pamięci i zdroworozsądkowego postrzegania świata. Cóż, na szczęście jest pewna znana każdemu dziecku prawda: balon pompowany bez przerwy musi pęknąć. ;)
wtorek, 11 marca 2008
Nie definiujący się przez stosunek do komunizmu American-Polish Forum
„Grupa, licząca około 60 osób z pokolenia trzydziestolatków, "nie definiuje się przez swój stosunek do komunizmu" - jak to określił jeden z jej członków, Michal Safianik z Atlantic Council of the United States - i chce zmienić oblicze Polonii amerykańskiej. „ źródło Przy okazji wizyty Donalda Tuska w Stanach Zjednoczonych objawiło się nowe środowisko Polonii amerykańskiej. O środowisku tym jak dotąd wiadomo niewiele. W googolach pod hasłem American-Polish Forum pojawia się 5 odnośników z tym, że wszystkie związane są z wczorajszym spotkaniem z premierem. Przed poniedziałkiem grupa „nie definiująca się poprzez swój stosunek do komunizmu" była zupełnie nie znana. Nie mogąc znaleźć informacji na temat organizacji pozostaje zainteresować się jedynym przedstawicielem tego „około 60 osobowego środowiska". Wypowiadający się w imieniu tego środowiska Michał Safianik prowadzi nas do Centrum Stosunków Międzynarodowych, którego prezesem jest Eugeniusz Smolar (historia rodziny Smolarów tutaj). Cóż można powiedzieć o tym nowym , objawionym na amerykańskim bruku przedsięwzięciu? Chyba głównie to że jest i że stanowi alternatywą dla tradycyjnej , popierającej w swojej większości, PiS Polonii amerykańskiej. Warto odnotować spektakularny sukces tego środowiska, które ledwie się zawiązało a już dostąpiło zaszczytu spotkania z goniącym z lotniska na lotnisko premierem. Zachęcam APF do szybkiego otwarcia oddziału w Ameryce Południowej. W końcu będzie jakaś rozsądna alternatywa dla Kobylańskiego. Innym organizacjom polonijnym radzę zbytnio nie podskakiwać. Przecież polonusi nie definiujący się przez stosunek do komunizmu mogą dotrzeć i do nich. A tak swoją drogą podziwiam ludzi, którzy wiedzą skąd aktualnie wieje wiatr.
sobota, 08 marca 2008
Sen o mediach publicznych
Miałem sen.... Grupa posłów ze wszystkich klubów parlamentarnych zaczęła zbieranie podpisów pod Listem W Sprawie Mediów Publicznych. W Liście stało między innymi o konieczności obrony mediów publicznych, o zagrożeniu kapitału zagranicznego, o postępującym upadku zasad rzetelności dziennikarskiej i takie tam. Potem poszło już z górki. Powstała Komisja, która opracowała strategię reformy mediów publicznych. Komisja po 2 miesiącach zaproponowała konkretne rozwiązania sprowadzające się do trzech zasad
i się obudziłem.... PO a media publiczne
Pomysły PO na likwidację mediów publicznych są tak stare ja sama partia. Już w 2001 roku politycy tej partii kwestionowali sens istnienia mediów publicznych . Ważnym argumentem na rzecz ograniczenia a w konsekwencji likwidacji TVP i PR była sympatia i życzliwość mediów prywatnych w momencie odrąbywania przyszłej PO od trupa Unii Wolności. Spotykając się z życzliwością i poparciem politycy PO nie czuli potrzeby wsparcia ze strony mediów publicznych, tym bardziej że media te wtedy znajdowały się pod całkowitą kontrolą SLD. To chyba ten moment jest decydujący w dzisiejszym poglądzie Tuska i jego najbliższego otoczenia na temat polskiego rynku medialnego. To nie odcinanie kuponów, spłata długu wdzięczności z okresu kolejnych kampanii wyborczych ale właśnie 2001 rok to moment kształtowania się dzisiejszych sojuszy i koncepcji. Trudno dziś orzekać czy ówczesne poparcie mediów prywatnych i rozpostarty po dziś dzień parasol ochronny nad PO to owoc zawartego wtedy dealu czy też znacznie bardzie subtelny proces wzajemnego świadczenia sobie uprzejmości. Znany i opisywany parokrotnie scenariusz polega na zdyskredytowaniu TVP, doprowadzeniu ,poprzez kwestionowanie sensu płacenia abonamentu, do kryzysu finansowego. Kolejny krok to ograniczenie produkcji i likwidacją bądź sprzedaż anten. Nie trzeba być szczególnie lotnym by nie dostrzec że strumień reklam i widzów w sposób oczywisty przejdzie do mediów prywatnych. W ten sposób dokona się demontaż mediów publicznych. ( Tak na marginesie pierwszą ofiarą będzie Polskie Radio a zwłaszcza anteny regionalne , Trójka i Program 2.) Po zrealizowaniu tego planu PO ma dożywocie jeżeli chodzi o wdzięczność Waltera i Solorza. Mając takie zaplecze medialne ma się właściwie pewność bezterminowej dominacji w polityce. Ten scenariusz to dowód bezprzykładnego cynizmu. Wiele złego można powiedzieć o stosunku SLD do telewizji publicznej. Jednak ani Miller ani Buzek, ani żaden rząd po 88 roku nie podejmował działań zmierzających do likwidacji mediów publicznych . Mieliśmy swoisty rozkołys polegający na dążeniu każdej nowej władzy do wyrwania TVP z rąk przegrywającej wybory partii. Media muszą być upolitycznione Wydaje się że racjonalnym działaniem odpowiedzialnej partii politycznej powinny być dążenie do likwidacji owego rozkołysu. Interesem wszystkich powinien być consensus w sprawie mediów publicznych. Media publiczne będą wtedy wartością gdy wpływy poszczególnych partii , grup interesów będą się wzajemnie równoważyły. Nie jestem fanem Urbańskiego ale wydaje mi się , że w skrajnie trudnych okolicznościach stara się on budować właśnie taki mechanizm, w którym żadna z partii nie może mówić o niedopuszczaniu jej do społecznej dyskusji ale też o żadnej z partii nie można powiedzieć , że uzyskała na media polityczny wpływ. Fałszywym mitem , który zaważył na dzisiejszym postrzeganiu mediów publicznych jest apolityczność mediów. W demokratycznym , pluralistycznym kraju, gdzie poprzez media politycy komunikują się z wyborcami, polityzacja mediów jest nieuchronna. Ważne jest aby wpływy polityczne w mediach publicznych się wzajemnie znosiły i aby każde ważne społecznie i narodowe poglądy mogły być artykułowane. Polityka ne jest , do licha, czymś wstydliwym i niemoralnym. Jest narzędziem umożliwiającym wpływanie obywateli na swój kraj. Bez komunikacji między politykami a wyborcami i bez publicznego sporu konkurujących ze sobą partiii nie ma ma możliwości funkcjonowania państwa. Największą wartością , obok roli kulturotwórczej i edukacyjnej jest właśnie możliwość oddawania programów politycznych partii, poglądów polityków pod osąd społeczny. Obecność polityki w mediach publicznych to też jest Misja. Jak bardzo potrzebne są pluralistyczne media pokazały ostatnie wybory i zachowanie Gazety Wyborczej i telewizji prywatnych. Teza ( głoszona wprost m.in. przez A Ważną sprawą jest też zgoda polityków na konkurowanie mediów publicznych z mediami prywatnymi. Niezależnie od tego co różni poszczególne partie, działanie Czabańskiego i Darskiego zmierzające do pokrycia kraju sygnałem PR1 powinna być wspierane. To samo dotyczy koniecznych reform TVP, zwłaszcza w kontekście zbliżającej się cyfryzacji telewizji. To wszystko może, wręcz powinno, być polem współpracy między głównymi partiami. Rozsądny rząd powinien takie działania wspierać , wręcz inspirować. Czym innym jest dążenie do uzyskania wpływu na publiczne media, a czymś zupełnie innym jest dążenie do ich likwidacji bo ma się pewność, że interesy polityczne będą chronić wdzięczne „ do grobowej deski" media prywatne. Znaczenie mediów publicznych jest ważne z jeszcze jednego punktu widzenia . Poza wszelką wątpliwością są to media polskie. W zalewie prasy niemieckiej stanowiącej ponad 80% rynku, wobec nomenklaturowego i połączonego ( teraz lub w przyszłości) z kapitałem zagranicznym biznesu radiowo telewizyjnego, media publiczne są niebywałą wartością. Można zadać pytanie czy kraj, w którym nie istnieją narodowe media jest jeszcze państwem niepodległym czy może mamy już do czynienia z politycznym, gospodarczym i kulturowym kolonializmem. Kolonializmem realizowanym pod płaszczykiem integracji europejskiej. Media publiczne to ostania szansa budowania tożsamości narodowej, równoprawnej dyskusji w której znaczenie nie będą miały koneksje polityczne i cenzus majątkowy a jedyne wartość głoszonych poglądów. To czy uda się je uchronić nie zależy juz od odpowiedzialności Platformy i mądrości jej liderów ale od skali sprzeciwu partii i środowisk rozumiejących czym się to wszystko może skończyć.
piątek, 07 marca 2008
Apolityczność mediów według PO na przykładzie Radia Gdańsk
„Krzysztof Luft został powołany przez Ministra Skarbu Państwa na nowego członka Rady Nadzorczej Radia Gdańsk. Zastąpił Andrzeja Dorniaka, który zmarł w grudniu po ciężkiej chorobie. Krzysztof Luft jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Znamy go jako prezentera i dziennikarza, a także - rzecznika w rządzie premiera Jerzego Buzka. Do niedawna prowadził własną firmę doradczą z zakresu komunikowania i Public Relations. W 2004 roku wstąpił do PO." To jak to miało być z publicznymi mediami? Apolityczność? Ludzie kultury? Autorytety moralne? Warto pamiętać, że w Zarządzie Radia Gdańsk zasiadał nasz nieoceniony Sławomir Nowak. Oczywiście też w wyniku demokratycznych procedur.
piątek, 08 lutego 2008
Pytania do Pawlaka - Apel do blogerów
Na swoim blogu Kataryna zadała premierowi Pawlakowi kluczowe pytania dotyczące okoliczności umorzenia prawie 461 milionów złotych kary spółce J&S. Dla wzmocnienia przekazu proponuję blogerom umieszczenie tych pytań w swoich blogach. Może ta akcja pomoże w wyjaśnieniu okoliczności tej tajemniczej decyzji. Pytania Kataryny:
" Czy kiedykolwiek Waldemar Pawlak lub jego współpracownicy spotkali się z przedstawicielem spółki J&S lub firm ją obsługujących lub otrzymali od niej jakiekolwiek materiały informacyjne dotyczące sprawy rezerw paliwowych?"
'Dlaczego decyzja o wznowieniu postępowania została podjęta dopiero jak się zrobiło gorąco wokół decyzji Pawlaka a nie od razu? Dlaczego czekano blisko dwa miesiące z wznowieniem postępowania skoro podobno decyzja została anulowana tylko dlatego, że ze względu na błąd formalny i była nieskuteczna?"
|
Ostatnie notki
Zakładki:
A e-mail tu adax4@gazeta.pl
Bannery blogów prawicowych do pobrania
Czytelnia
Dekomunizacja
Historia
Listy
Sylwetki
![]()
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||